Astroteologia – zanim socjologia zawitała na uniwersytety…

Wiedza społeczna, socjologiczna nurtu bio-histo, której udałoby się zbłądzić wreszcie kiedyś „pod strzechy”, byłaby gwarantem i jedyną drogą do demokracji, ale tej prawdziwej – bezpośredniej. Nie tej obecnej – fasadowej, skorumpowanej, przedstawicielskiej na usługach globalnego, syjonistycznego, korporacyjnego faszyzmu, banksterskiej sitwy spod znaku Rodszylda.

Zanim socjologia zawitała na uniwersytety w erze nowożytnej, antyczni Grecy, jak wiemy, grupowo filozofowali w swych oliwnych gajach, gimnazjach i liceach o sprawach ważnych dla pomyślności kraju i istotnych dla świata. Tak jak większość współczesnych słyszała o Sokratesie, to już nieliczni wiedzą o neoplatońskich hermetystach – z helleńskiej Aleksandrii w Egipcie, gdzie w I wieku n.e. powstał „Corpus Hermeticum” – grupa osiemnastu traktatów starożytnej wiedzy zebranej i opracowanej przez greko-egipską mistyczną grupę ówczesnych światłych ludzi. Za inicjatora tej grupy (czy filozofii) uznaje się na poły mitycznego Hermesa Trismegistosa. „Corpus Hermeticum” stał się dostępny w Zachodniej Europie dopiero w roku 1460, gdy dokumenty uratowane z podbitego przez Turków Konstantynopola stały się znane we Florencji. W 1471 roku przetłumaczył je Marsilio Ficino. Przyczyniło się to do żywiołowego rozwoju hermetyzmu renesansowego, który reprezentowali m.in. John Dee, Giordano Bruno, Tommaso Campanella, Johannes Trithemius, Heinrich Cornelius Agrippa, Robert Fludd oraz Theophrastus Bombastus von Hohenheim (Paracelsus). Tak powstała masoneria, okultyzm i Iluminaci, gdyż publiczne rozmowy o tym, w co wierzyli starożytni, jaką posługiwali się wiedzą, było cenzurowane i penalizowane (ścigane) przez Kościół Rzymsko-Katolicki, który wtedy trzymał mocno w ręku kontrolę nad reglamentowaniem świadomości swoich parafian na królewskich dworach, urzędach, miastach i gminach. Nawet słynny Leonardo da Vinci przedstawił nam jasno i klarownie kim są biblijni „apostołowie Jezusa”. Oto „ostatnia wieczerza”:

ostatnia wieczerzaPo prostu… są jedynie postaciami z KALENDARZA, ale w narracyjnym sosie metafor i alegorii na kartach rzymskiego Nowego Testamentu. To NIE SĄ postaci historyczne(!), jak dała sobie wmówić bezczelnemu klerowi niemal cała Polska. Dwanaście znaków zodiaku, zgrupowanych w cztery pory roku. Rok solarny na płk. północnej zaczyna się od wiosny (od 21 Marca), więc od lewej zodiak zaczyna się od konstelacji Barana (Św. SZYMON PIOTR). Obok siedzi personifikacja Byka (Św. ANDRZEJ) i Bliźniąt (Św. JAKUB zw. STARSZYM). Kolejna trójka, to sezon lata: Rak (Św. JAN), Lew (Św. FILIP) i Panna-Virgo (Św. BARTŁOMIEJ). W środku, oczywiście główny bohater, czyli słońce (Jezus), które następnie przechodzi na ekliptyce (stół wieczerny) w sezon jesieni: Waga (Św. MATEUSZ), Skorpion (Św. TOMASZ), Strzelec (Św. JAKUB zw. MŁODSZYM), by zakończyć rok (jeden cykl obiegu Ziemi wokół słońca) na zimie: Koziorożec (Św. JUDA TADEUSZ), Wodnik (Św. SZYMON), Ryby (JUDASZ ISKARIOTA oraz Św. MACIEJ).

zodiac sinusoid

Na półkuli południowej wszystko jest na odwrót, więc kręci się w drugą stronę:

zodiac planets

Te 12 konstelacji gwiezdnych (apostołowie z biblii) zostało wybranych spośród obserwowalnych 72 (71) – patrz katalog gwiazd starożytnego Babilonu (taka jest też liczba wszystkich uczniów biblijnego Jezusa).

Dla porównania podam teraz kalendarz egipski (oczywiście dużo, dużo wcześniejszy od rzymsko-kościelnego):SHU (God of air) (24 Jan-24 Feb) Isis (God of feminine forces) (25 Feb-26 March) Osiris (God of netherworld) (27 March-25 April) Amun (God of creation) (26 April-25 May) Hathor (God of love) (26 May-25 June) Phoenix (God of immortality) (25 June-24 July) Anubis (God of the future) (25 July-28 August) Thoth (God of wisdom) (29 August-27 September) Horus (God of the rising sun) (28 September-27 October) Wadjet (God of justice) (28 October-26 November) Sekhmet (God of War and Conquest) (27 November-26 December) The Sphinx (God of the Nile) (27 December-25 January).

Tu poniżej akademicy (j.angielski) wyjaśniają tło polityczno-historyczne alegorii i metafor użytych w Biblii, i polityczny powód reform religijnych w Imperium Rzymu autorstwa królewskiego rodzinnego klanu Flawiuszy (budowniczych słynnego amfiteatru dla gladiatorów: Koloseum), cezarów: Wespazjana, jego syna Tytusa i adoptowanego „syna” Józefa (byłego semickiego wojownika o wyzwolenie Palestyny spod okupacji rzymskiej).


Dla ciekawości, tu zaś możemy sobie poczytać (j. angielski) jakie historie o niebie i o obiektach na nim opowiadali sobie Aborygeni w Australii, tutaj i tutaj. Wyjątkowo u nich, słońce było „kobietą”, a księżyc – „mężczyzną”.


 

Kościół, więc w dalszych wiekach, w Średniowieczu, dopuszczał opinie arystotelesowców, a zakazywał głoszenia opinii platonistów. O zgrozo ta kontrola wciąż ma niestety miejsce w takich zacofanych edukacyjnie i intelektualnie krajach jak Polska XXI wieku. Setki sukienkowego kleru ma wciąż darmowy wikt i opierunek, radośnie pasożytując na upośledzonym umysłowo polskim społeczeństwie.

Helleńscy hermetyści z Egiptu, z epoki panowania Imperium Rzymskiego w regionie Europy i Bliskiego Wschodu, byli tylko pokoleniowym, kulturowym, łącznikiem Europy Nowożytnej ze Starożytną Azją Centralną prahistorycznego ludu, gdzie magowie – ówcześni astronomowie, prowadzili niestrudzenie nocne obserwacje nieba. Stawiano wielkie megalityczne kalendarze (kamienne kręgi, piramidy), które jako ówczesne planetaria pomagały planować społeczne życie wg cyklicznych pór roku, wylewów rzek, migracji zwierząt, itp. Animizm – obserwacja „boskich” sił Natury na Ziemi oraz obserwacja ruchu planet i gwiazd na nieboskłonie (7 planet/gwiazd było widocznych gołym okiem z Ziemi, w tym słońce i księżyc) stanowiły kulturotwórczy rdzeń ówczesnego ludzkiego codziennego życia, które nie było jedynie życiem biologicznym, ale również politycznym, gdyż ludzie przetrwali 500 tys. lat właśnie jako gatunek stadny. A w centrum stadnego życia istot rozumnych była polityka, strategia i taktyka. Wszystko to było od pewnego momentu w dziejach sterowane i pod kontrolą astro-teologów, zwanych najpierw magami (szamanami), druidami, a potem kapłanami. Kapłanami, kiedy pojawiły się scentralizowane cywilizacje ludzi osiadłych, kiedy pojawiło się rolnictwo i nadwyżki żywności w miastach. Tak powstała prostytucja – najstarszy zawód świata, jak i pierwszy kapłan-pasożyt, utrzymujący się z niewiedzy wspólnoty, na koszt której żył. Która najpierw z własnej woli, potem jednak pod fizycznym przymusem, „godziła się” łożyć i utrzymywać pęczniejącą poprzez wieki warstwę próżniaczą. Dla przykładu, w starożytnym Sumerze, z magów – uczciwych obserwatorów nieba, personifikujących obserwowane gwiazdy, gdzie za pomocą alegorii oraz metafor przekazywano tę wiedzę z nocnych wielopokoleniowych obserwacji swym współplemieńcom, przechodzono na system świątyń w dalszych wiekach. Budowano olbrzymie, piramidalne w formie, budowle ku czci tych uosobionych gwiazd/planet, do których jednak miał wstęp tylko „usługujący” bóstwu kapłan. Potem, w kolejnych wiekach, kapłani sami uznali się władcami, korumpując strukturę aparatu przymusu, i w konsekwencji, nawet udało im się wmówić współplemieńcom ostatecznie, że sami są… bogami. A gwiazdy, planety i siły Natury były od teraz na usługach kapłana – nowego boskiego władcy. Zaczęły się rządy wilków nad owcami.

Nauka ówczesna (jak gnoza – zakazana w Średniowieczu przez Kościół), czyli astronomia starożytnych w czasach prehistorycznych w zasadzie ograniczała się do zauważenia powtarzających się cykli w ruchu planet/gwiazd, a zatem i zmian klimatycznych – jak nadchodzące po sobie okresy ciepła i zimna, suszy i deszczów, morskich przypływów i odpływów, wylewów rzek. Ta astronomiczna wiedza miała fundamentalne znaczenie dla pomyślnego trwania i prosperowania ówczesnych organizujących się zbiorowości ludzkich. Wyselekcjonowano z obserwowanego nieboskłonu 12 konstelacji gwiazd, nadano im ludzką podmiotowość, zaczęto kreować opowieści i barwnie fabularyzować ruch planet i wnioskowane interakcje z gwiazdami zodiaku, tak jak by były to opowieści o ludziach. Wiedza ta przechodziła z kraju do kraju, z pokolenia na pokolenie, z cywilizacji na cywilizację, tłumaczono z języka na język. Jak w zabawie w „głuchy telefon”, jedne wątki tych opowiadań zapominano, inne zmieniano, inne wymyślano na nowo, z nowymi imionami i nazwami.  Raz ulegały przeróbkom wg potrzeby lokalnej politycznej propagandy władców, innym razem ginęły w mrokach dziejów. W katolickiej Polsce roku 2019 nikt niemal nie zdaje sobie sprawy, że Biblia jest alegorycznym zbiorem tekstów opisujących ruch słońca, księżyca i planet po nieboskłonie z perspektywy starożytnego mieszkańca planety Ziemia. W „reżyserii” cesara Imperium Rzymskiego -Konstantego Wielkiego, akcja (jak w dobrej powieści) Starego i Nowego Testamentu została umieszczona w astrologicznej erze konstelacji zodiaku Barana (1800 p.n.e. – 360 n.e.) i Ryb (360 n.e. – 2400 n.e.). Każdą erę oddziela ok. 2165 lat, a Jezus jest tam personifikacją słońca, który na kanwie biblijnej opowieści zaczyna swe życie 25 grudnia, dokładnie tak jak słońce widziane ze współczesnych astronomicznych obserwatoriów. To będzie najniższy punkt na ósemkowej słonecznej elipsie na nieboskłonie w poniższym video, gdzie słońce się „narodziło” i z każdym kolejnym dniem przybiera na sile, i pnie się do góry. Kler „ogniem i mieczem” nakazał nam celebrować wtedy dosłownie „Boże Narodzenie”, rzymsko-katolicką ponurą fikcję. Słowianie zaś celebrowali rzeczywistość, Szczodre Gody, czyli odrodzenie słońca-zwycięstwo dnia nad nocą, zwiastujące zimę.

Kiedy ja się rodziłem, Jezus (czyli, to słońce Konstantego) wg wiedzy starożytnych, był/o na tle konstelacji gwiazd nazwanej Panną (słońce spędziło tam około miesiąca czasu), a w chwili moich urodzin na wschodnim horyzoncie słońce (Jezus) pojawiło się (było tam 2. godziny) na tle konstelacji Bliźniąt, planet: Saturn i Merkury. Układ gwiazd i planet w tamtej chwili był taki jak na poniższym grafie:

Maciej-birth chart

Dzisiaj astronomia jednak dysponuje lepszą aparaturą i ruch planet naszego układu słonecznego mogliśmy wreszcie ujrzeć w naszej galaktyce, wg poniższej animacji (przypominam, że nasza galaktyka – Droga Mleczna, też nie stoi w miejscu, a jest składową większej galaktyki – Andromedy, i krąży wokół jej jądra. Jądrem Drogi Mlecznej jest zasysająca wszystko co wokół… czarna dziura):

Wielu egiptologom i archeologom, którym zakazano w karierze akademickiej powoływać się na przekazy starożytnej astro-teologii (dziś astrologii), idzie z pomocą współczesna astronomia. Gdyż, główny nurt uniwersyteckiej archeologii wciąż nie radzi sobie z zagadnieniami takimi jak sfinks, piramidy, ogólnie megality rozsiane po całym świecie. Jak, kto i kiedy je zbudował, itd. Itp.

Astrologia jednak podpowiada w ramach wiedzy z dziedziny antropologii kulturowej, iż sfinks w postaci lwa obrazował astrologiczną erę lwa (11 tys. – 8 tys. lat p.n.e.) w której żyli jego budowniczowie, gdzie lew (oczywiście ten na niebie, a nie ten żywy ssak z sawanny) – czyli gwiezdna konstelacja lwa – była wtedy symbolem mistycznego kultu. To samo z artefaktami z Sumeru, gdzie na glinianych płaskorzeźbach ludzkie postaci trzymają lwy pod pachami. Leo SummerCo ukazuje tę cywilizację, iż egzystowała w tym samym okresie historycznym, ery lwa. Piramidy w Gizie są również zorientowane wg gwiazd i zodiaku, m.in. wejścia mają tak zorientowane, iż wskazują na związek z erą barana (1800 p.n.e. – 360 n.e.) i obecnym wtedy w życiu polityczno-kulturowym ówczesnych ludzi kultem barana. W biblii jest to przedstawione sceną ze Starego Testamentu, kiedy bohater liryczny tej opowieści – Mojżesz, nakazuje mord na zwolennikach starej ery Byka -złoty cielec (4 tys. – 1400 p.n.e.) i ogłasza początek nowej ery. Ery barana, której kultura jest społecznym tłem alegorii i metafor biblijnych.  Natomiast jeszcze z końcówki ery bliźniąt (6500 – 3750 p.n.e.) pochodzi zapewne legenda o założeniu Rzymu przez bliźniaków: Remusa i Romulusa.

Zobaczmy, co mówi współczesna astronomia o cyklach naszej planety?

Ostatnia epoka lodowcowa doprowadziła do rozległej ekspansji lodowców. Jej efektem było nie tylko utworzenie grubej pokrywy lodowej i globalne obniżenie poziomu mórz, ale także zmiany w faunie i florze np. pojawienie się mamuta włochatego. Warto jednak pamiętać, że to tylko jedna z wielu epok lodowcowych, które chłodziły Ziemię w ciągu 4,5 miliardów lat jej istnienia.

Jak często zdarzają się epoki lodowcowe i kiedy może rozpocząć się nowe zlodowacenie? Odpowiedź na to pytanie zależy od tego, czy mówimy o wielkich epokach lodowcowych, czy o małych epokach lodowych. Ziemia przeszła pięć wielkich epok lodowcowych, z których część trwała setki milionów lat. W rzeczywistości obecnie na Ziemi również trwa wielka epoka lodowcowa, co wyjaśnia, dlaczego planeta posiada polarne czapy. Według badacza paleoklimatu, Michaela Sandstroma z Columbia University w Nowym Jorku, wielkie epoki lodowcowe stanowią około 25 procent z 4,5 miliarda lat istnienia Ziemi.

Pięć dużych epok lodowcowych w przeszłości naszej planety obejmuje: zlodowacenie hurońskie (2,4 miliarda do 2,1 miliardy lat temu), zlodowacenie kriogeniczne (720 milionów do 635 milionów lat temu), zlodowacenie andyjsko-saharyjskie (450 milionów do 420 milionów lat temu), epoka lodowa późnego paleozoiku (335 milionów do 260 milionów lat temu) i zlodowacenie czwartorzędowe (2,7 miliona lat temu). Bardzo ciekawa jest hipoteza o Ziemi-śnieżce. Głosi ona, że pod koniec prekambru Ziemia została całkowicie lub prawie całkowicie pokryta lądolodem w wyniku ówczesnego zlodowacenia. Różne modele zakładają różny zasięg pokrywy lodowej, ale wszystkie zgadzają się, że było to zjawisko o charakterze globalnym. Zgodnie z tą hipotezą w okresie od 750 mln do 580 mln lat temu (zlodowacenie kriogeniczne) pojawiła się epoka lodowcowa tak silna, że wszystkie oceany Ziemi zamarzły. Cała planeta została pokryta ponadkilometrową czapą lodu. Jedynie głębie oceaniczne podgrzewane wewnętrznym ciepłem Ziemi pozostały niezamarznięte. Nie było deszczu, śniegu ani chmur. Istnieją też hipotezy, że Ziemia zamieniła się w śnieżkę kilka razy w ciągu swojego istnienia. Podejrzewa się, że również wcześniejsza duża epoka lodowcowa – 2,3 mld lat temu – była tak silna, że planeta przeszła pierwszy okres Ziemi-śnieżki. W ramach dużych epok lodowcowych mogą występować mniejsze epoki lodowe (zwane glacjałami) i cieplejsze okresy (zwane interglacjałami). Na początku czwartorzędowego zlodowacenia, od około 2,7 miliona do 1 miliona lat temu okresy zlodowacenia przychodziły co 41 tys. lat. Jednak w ciągu ostatnich 800 tys. lat powiększające się pokrywy lodowe pojawiały się rzadziej – co około 100 tys. lat.

Cykl wynoszący 100 tys. lat działa w następujący sposób: pokrywy lodu rosną przez około 90 tys. lat, a następnie w okresie cieplejszym cofają się przez około 10 tys. lat. Następnie proces się powtarza. Biorąc pod uwagę fakt, że ostatnia epoka lodowcowa zakończyła się około 11,7 tys. lat temu, nasuwa się następujące pytanie: czy nie zbliża się czas, żeby Ziemia znów zamarzła?

Hipoteza postawiona przez serbskiego astronoma Milutina Milankovicia wyjaśnia, dlaczego Ziemia przechodzi okresy glacjałów i interglacjałów. Ponieważ planeta krąży wokół Słońca, trzy czynniki wpływają na ilość światła słonecznego docierającego do Ziemi: nachylenie ekliptyki (od 24,5 stopni do 22,1 stopnia w cyklu 41 tys. lat); ekscentryczność (zmieniający się kształt jej orbity wokół Słońca, która waha się od bliskiego kręgu do owalnego kształtu) i precesję (jedna pełna precesja dzieje się co 19 tys. do 23 tys. lat), według Milankovicia. Według teorii powinniśmy wkrótce wejść w kolejną epokę lodowcową, jednak czynniki związane z orbitą Ziemi, które mają wpływ na tworzenie się glacjałów i interglacjałów, są niekorzystne dla ochłodzenia klimatu (ekscentryczność orbity i nachylenie osi Ziemi). W połączeniu z faktem, że pompujemy do atmosfery tak dużo dwutlenku węgla, oznacza to, że prawdopodobnie nie wejdziemy w kolejny okres lodowy przez co najmniej 100 tys. lat.

Jednym z czynników, który ma duży wpływ na temperaturę panującą na Ziemi, jest zawartość dwutlenku węgla w atmosferze. W ciągu ostatnich 800 tys. lat poziom dwutlenku węgla wahał się między około 170 ppm a 280 ppm (liczba części na milion, 10-6), co oznacza, że ​spośród miliona molekuł powietrza, 280 z nich to cząsteczki dwutlenku węgla. Akademik Sandstrom stwierdził, że między glacjałami i interglacjałami jest różnica zaledwie około 100 ppm. Jednak poziom dwutlenku węgla dziś jest znacznie wyższy w porównaniu z tymi, jakie występowały w przeszłości. Według Climate Central (organizacji zajmującej się analizą i publikacją raportów o stanie klimatu) w maju 2016 roku dwutlenek węgla w Antarktyce osiągnął wysoki poziom 400 ppm. Za moim oknem w górach w Australii jest teraz 426 ppm (kupiłem sobie miernik CO2 😉 )

Ziemia bywała ciepła we wcześniejszych okresach jej istnienia, na przykład w czasach, gdy po Ziemi chodziły dinozaury, klimat na planecie był znacznie cieplejszy niż obecnie. Niepokojącym faktem jest jednak to, że tak dużo dwutlenku węgla wprowadzamy w atmosferę w tak krótkim czasie. Według naukowca efekt cieplarniany spowodowany poziomem dwutlenku węgla będzie miał duże konsekwencje, ponieważ nawet niewielki wzrost średniej temperatury Ziemi może doprowadzić do drastycznych zmian. Jeśli globalne ocieplenie spowoduje, że pokrywy lodowe Grenlandii i Antarktyki ulegną stopieniu, poziom oceanu światowego wzrośnie o około 60 metrów.

Na koniec zamieszczam trzy części ciekawej wypowiedzi irlandzkiej młodej astrolożki (gdy przestudiowała hermetystów) w temacie astrologicznych zodiakalnych epok, które jak już wspomniałem wyżej mają swoje odzwierciedlenie w paleoantropologii, archeologii i wykopywanych artefaktów, dostępnych szerokiej publice na ekspozycjach muzealnych całego świata.

 

Uwaga: W przypadku osób wierzących nie tylko kościółkowym bzdurom, ale i horoskopom, przepowiedniom i fatalistycznym opiniom astrologów, jasnowidzów, wróżek i innym podobnym gusłom (co jest w Polsce niestety bardzo powszechne),  polecam wysoce kwalifikowanego krytyka tychże: Tomasz Stąpor – były astrolog lub Stąpor poza pejsbukiem tutaj, albo prof. Dave po angielsku:

No chyba, że uznamy istnienie zjawiska Pól Torsyjnych, wtedy astrologia miałaby sens i potwierdzenie.

4 uwagi do wpisu “Astroteologia – zanim socjologia zawitała na uniwersytety…

  1. Pingback: Cz. II, Było sobie życie, czyli nasi przodkowie i moja męska haplogrupa R1a1, M17 (podgrupa R1a1a, M198) – skąd ten ród? | Biologiczno-Historyczna Socjologia Krytyczna

  2. Pingback: Lewis antygen system i niezgodność serologiczna niszcząca ludzkie relacje społeczne | Biologiczno-Historyczna Socjologia Krytyczna

  3. W Polsce zwolenników wróżek, chiromantek i horoskopów nigdy nie brakowało, ale nowe pokolenie graczy komputerowych wnosi na publiczną wokandę nową szarlatanerię, a mianowicie zwolenników tezy, że Ziemia jest płaska(!)… z roku na rok w PL wciąż przybywa. Z uwagi, że młode pokolenie zna już angielski, kilka kontra tez dla płaskoziemców pod rozwagę, poniżej (ale pierwsze 3 filmy są po polsku):

    Polubienie

  4. Wpis ten zbiega się czasowo z wciąż celebrowanymi niestety szeroko w Polsce i świecie Świętami Wielkanocnymi, „Easter” u anglo-języcznych, więc trochę faktów, gdzie to się zaczęło i dlaczego:

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s