Enzymy – źródło życia

W odpowiedzi zdaje się na mój wcześniejszy wpis, pt. „Biologiczne dziedzictwo vs. właściwa dieta”, otrzymałem od czytelników kilka e-maili, które w zasadzie łączyło jedno główne pytanie: Co rozumiem pod pojęciem „dieta zrównoważona (optymalna)”?

 

Zagadnienie to wydaje się wyraźnie wykraczać poza zakres wiedzy socjologa, tego uniwersytety adeptów socjologii nie uczą. Jednak uczą logiki, znajdywania wskaźników zjawisk społecznych, szukania informacji i korelacji. A zaproponowany przeze mnie nurt biologiczno-historyczny w socjologii krytycznej, społeczny problem odżywiania i publicznego zdrowia, nie zepchnie z pola swego widzenia tak łatwo, jak zrobiła to chociażby akademicka socjologia zdrowia. Dlaczego?

Ja uważam, że to od jednostkowego człowieka i jego stanu biologicznego zaczynają się wszystkie kulturowe historie społeczne. Socjolog nie umiejący poruszać się w najnowszej wiedzy z zakresu Przyrodoznawstwa jest „półproduktem” społecznego badacza. Umieć dostrzec prawa natury, otaczającego ludzi świata (ekologia), to absolutny fundament postulatywnej socjologicznej inteligencji, moim skromnym zdaniem.

 

brain powerDieta zbalansowana, w moim rozumieniu, to synonim homeostazy, którą jako cudowny dar otrzymaliśmy od Matki Natury w procesie ewolucyjnego kształtowania. Wszystko, co na Ziemi, ale i kosmosie, wszechświecie, miało swój indywidualny proces. Nasz ludzki gatunek jest częścią tych procesów, wewnątrz którego nasza grupa etniczna Polaków-Słowian ma swoją indywidualną ekologiczną charakterystykę i historię, kształtującą się w izolacji od ca 35 tys. lat w obszarze środkowych odcinków rzek: Dniestru, Dniepru i Prypeci. Tam był ostatni etap kształtowania się naszej paleolitycznej homeostazy.

Nad rzeką Odrą, aż po Łabę od tysiąca lat obce ludy dokonują gwałtu na naszej naturalnej homeostazie. Nad Wisłą będzie to jakieś 8 tys. lat, a część z nas nawet krócej, jakieś ca 600 lat.

 

Ekosystem geograficznej Wschodniej Europy dokończył kształtowanie naszej homeostazy od małpoluda do człowieka. Nasza homeostaza jest trochę inna niż Francuza, czy Włocha. Ich bezpośredni przodkowie odłączyli się w Paleolicie od wspólnego ognia z ogniska pielęgnowanego wraz z naszymi bezpośrednimi przodkami nad Dnieprem, i powędrowali oni dalej na Zachód, do innych ekosystemów. Te zaś, ukształtowały ich inną wspólnotową kulturę, gdyż mieli już później odrębnie kształtowaną biologicznie homeostazę.

Głównym czynnikiem w jej zachowaniu są malusieńkie pierwiastki życia – zwane ENZYMAMI. To one są kluczem do naszego zdrowia, życia i śmierci. Jemy by żyć, ale by żyć trzeba było enzymów, by strawić i przyswoić to, co udało się zjeść.

Niestety u większości Polaków, pojęcie enzymu kojarzy się jedynie z reklamami proszków do prania. Ale to i tak nie jest źle, że się w ogóle kojarzy. Może nieliczni będą mogli sobie coś przypomnieć z lekcji biologii ze szkoły podstawowej. Jednak, jak tu krytykować przeciętnego zjadacza chleba, skoro niemal każdy polski dyplomowany lekarz i dietetyk  pomimo wiedzy o enzymach lekceważy kompletnie ich rolę w utrzymaniu naszego zdrowia, na świecie też nie jest z tym lepiej. Moja ocena tego zjawiska „niewiedzy” lekarskiej jest bezkompromisowa. To jest korumpowanie lekarzy i całej światowej medycyny przez dyktat finansowych interesów ponadnarodowych korporacji farmaceutycznych. To zakrawa już na masowe ludobójstwo. Pytanie, czy jest to zaplanowane, czy tylko chciwość bogatych i bierna ignorancja biednych jest tu jedynym wytłumaczeniem(?).

 

Chociaż z tym światem może nie jest aż tak do końca źle, gdyż udało mi się znaleźć chlubny wyjątek w mojej lokalnej bibliotece na Waverley, gdzie czekała na mnie książka japońskiego lekarza praktykującego w USA, który potwierdza swoimi badaniami w gastrologii i endoskopii, moje ekologiczne przemyślenia w temacie zdrowia i diety. Jest to prof. Hiromi Shinya, który mając już ponad 70 lat, postanowił wreszcie odważnie zakwestionować światowy medyczny establishment i jego zalegalizowane zbrodnie. Gangsterskiej medykalizacji społecznego życia powiedzmy wszyscy solidarnie NIE!

 

Polski czytelnik w Polsce raczej nie będzie miał dostępu do jego książek. Ja przeczytałem ledwie 2 dni temu jego „The Enzyme Factor” wydaną w 2007 roku. Przytoczę więc poniżej w skrócie główny przekaz profesora.

 

W ludzkim ciele mamy ponad 5 tys. enzymów, które kreują prawdopodobnie 25 tys. różnych bio-chemicznych reakcji. Można powiedzieć, że każda akcja naszego ciała jest kontrolowana przez jakiś enzym. Rodzimy się z pewną skończoną pulą enzymów do zużycia. Jak je zużyjemy, to umieramy. Nie wszystkie enzymy może wyprodukować nasz organizm, część musimy dostarczyć z zewnątrz. Ale też z zewnątrz możemy dostarczać takie enzymy, które spowolnią wyczerpywanie się naszej przyrodzonej puli. Możemy też przyspieszyć wyczerpywanie się naszych wewnętrznych enzymów, poprzez stosowanie niewłaściwej dla nas diety i żyć w niezgodnym z naszą ewolucją stylem życia. To określa właściwa nam homeostaza, opisana już wyżej. Polak-Słowianin, nigdy biologicznie nie stanie się Francuzem pomimo że pojedzie do Francji przeżyć tam całe swoje życie. Żeby zachować swoją słowiańską homeostazę (tym samym zdrowie) żyjąc nawet we Francji, musi zastosować styl życia i dietę charakterystyczną dla paleolitycznych Słowian.

Enzym, jest to proteinowy katalizator (łamacz) tworzony w komórkach żywych organizmów. Nie ma enzymów syntetycznych.

 

Dla przykładu, ludność Azji (w większości, 70%-95%) nie posiada enzymu laktazy, więc spożywanie jakichkolwiek przetworów mlecznych, nabiałów jest dla nich trujące. Słowianie w Polsce, to europejscy Azjaci, mają podobną gastrologiczną charakterystykę. Jak podał miesięcznik „Żyjmy Dłużej” ze stycznia 2004 roku, na nietolerancję laktozy cierpi około 30 procent dorosłych Polaków. Ja szacuję, że to musi być równe liczbie Słowian w Polsce, więc jakieś 60% (większość z nich też nie zdaje sobie wciąż z tego sprawy i nadal się podtruwa mlekiem i nabiałami). Nasza ludzka prawidłowa dieta jest bliska diecie wszystkożernych szympansów, ale słowiańska dieta musi się jednak lekko od niej różnić i powinna wyglądać tak: 20% zasadowych ziaren (kasza, soczewica, orkisz, zielony groszek, itd.) w tym nasiona i orzechy, 50% warzywa i owoce, 30% mięso, najlepiej białe (w tym ryby: dzikie ryby rzeczne) – zaś propozycją prof. Shinya dla Japończyków jest proporcja 50/40/10, ja dopasowałem ją do nas, Słowian. Jedne węglowodany (ziarna gryki, soczewicy, orkisza, dzikiego ryżu) są dobre, inne są złe (kwaśne ziarna pszenicy, owsa, oczyszczonego ryżu). Podobnie jak z tłuszczami, jedne są dobre, te nienasycone jak owoce morza, ryby (Omega-3) oraz roślinne (Omega-6), a inne są złe, te nasycone, np. czerwone mięso zwierząt hodowlanych, do tego smażone, i tzw. toksyczne trans fat. Chuda dziczyzna pieczona ale najlepiej gotowana, jest już bardziej do zaakceptowania, która zawiera ok. 40% zdrowych tłuszczów nienasyconych.  Podaż Omega-3 i Omega-6 powinna się w naszej diecie równoważyć, podobnie jak podaż sodu i potasu. Dziś ludzie żywiący się w supermarketach mają za dużo Omega-6, za dużo sodu (soli) i za dużo toksycznych tłuszczy nasyconych „trans”, więc niszczą swoje zdrowie każdego dnia. Zatem nie można zgodnie z prawdą powiedzieć, że wszystkie węglowodany są złe i wszystkie tłuszcze są złe. Chleb i przetworzone produkty zbożowe na pewno nie należą do diety paleolitycznej Słowian, więc należy wykluczyć bądź ograniczyć ich spożywania. Za dużo ziaren (inaczej zbóż) może u niektórych Słowian wywoływać jednak refluks, zgagę lub wzdęcia. W takim przypadku zaistnieje potrzeba indywidualnego skorygowania tych proporcji, bardziej na rzecz mięsa i warzyw (ale bez ziemniaków), mniej na rzecz ziaren (mniej kaszy, orkisza) lub odwrotnie jeśli ziarna nam dobrze służą. Ale enzymy możemy dostarczyć tylko poprzez spożycie produktów roślinnych. Choć zachodnia medycyna formalna twierdzi, że enzymy te są niszczone przez kwas żołądkowy i zamieniane na aminokwasy. Jednak zawsze powinna działać zasada w doborze naszego pożywienia, iż im mniej produkty są dotknięte technologią przemysłu spożywczego, tym lepiej. Im dziksze rośliny i mięso (bez chemii i wynaturzeń), tym lepiej. Wyjątek jest dla ryb, im mniej z oceanów tym lepiej. Czyste rzeki, jeziora są najlepsze. Stawy hodowlane już są podejrzane, choć te organiczne mogą być niekiedy Okay!   

 

Z rybami w ostatnich dziesięcioleciach sprawa się skomplikowała, gdyż człowiek zanieczyścił oceany. Kiedyś zdrowa ryba (choć też gdy jedzona z umiarem), dziś jest rybą toksyczną. Zawiera, w wyniku ludzkiej nieodpowiedzialności,  m.in. rtęć i promieniuje cezem, a przy dokładniejszym badaniu, to również uranem i plutonem. Inne ciężkie metale również tam znajdziemy.

Mięso ptaków, jest mniej dla nas szkodliwe od mięsa ssaków, więc jeśli już nie znajdziemy wolnej od toksyn ryby, to dzienne spożycie mięsa powinno być nie większe niż 1g mięsa na 1kg wagi naszego ciała. 

 

Jeśli herbata, to tylko ziołowa (nawet h.zielona pita codziennie jest niewskazana). Jeśli kawa, to tylko Latte (szczególnie rano na pusty żołądek), z mlekiem sojowym lub Mocha dodając jeszcze magnez z  ziaren kakao. Odciąć należy swój umysł od pożądania nikotyny, alkoholu, słodyczy, margaryny i podobnych złych tłuszczy. Każdy kęs przeżuć ze 30 razy w buzi, zanim połkniemy. Z płynów, pić tylko wodę, ale nie tą rakotwórczą, kupowaną w plastikowych butelkach oraz nie tą chlorowaną i fluorowaną z kranu oczywiście. Większość tzw. „zdrowej wody” w sklepach to jest niestety byle jaka woda.  Nic nie jeść i nie pić po godz. 18:00. Regularnie jeść i kłaść się spać. Stosować wysiłek fizyczny, ale umiarkowanie i do wieku. Bardziej energiczny spacer nam pomoże niż bieganie każdego dnia, 6-12 km biegu na tydzień wystarczy każdemu 30-latkowi.

 

Taki higieniczny styl życia i taka zrównoważona dieta (opisana tu w dużym skrócie), wg mnie i prof. Hiromi Shinya, pozwoli uniknąć pandemii nowotworów zalewających świat, kontaktu z gangsterem-lekarzem i jego medycznymi truciznami („lekarstwami”), gdyż tak tylko można zachować cenne enzymy, a zatem i długie życie w zdrowiu. Długie życie ale w chorobach chyba nikomu nie jest potrzebne.

 

Dieta Paleo vs dieta Shinya

Uważny czytelnik na pewno zauważył, iż diety te różnią się w kilku sprawach. Dieta Paleo, której nawet znak towarowy jest już zarejestrowany, opisana została przez prof. Lorena Cordaina z Uniwersytetu Stanowego Kolorado w USA. Wskazuje on, by ściśle trzymać się tego, co jedli nasi przodkowie w Paleolicie. A więc w przeciwieństwie do profesora z Japonii, nie jeść ziaren (jak kasza, ryż) tylko dużo mięsa. Argumentując to tym, że zbadane zapisy DNA wykazują, iż ludzie w przeciągu ostatnich 40 tys. lat zmienili się genetycznie mniej niż 0.02%.  Innymi słowy, my praktycznie jesteśmy biologicznie tacy sami jak nasi przodkowie z paleolitycznych czasów łowców-zbieraczy. „Zatem, jaka dieta miałaby być bardziej sensowna niż ta na której ludzkość się rozwijała?” – pyta prof. Cordain, którego proporcje dietetyczne to 0/50/50. Czyli 0% ziaren, 50% warzywa i owoce, 50% mięsa (w tym ryby).

 

No cóż, to jest spór dietetyka z gastrologiem. Jeden i drugi prezentuje bogaty zbiór dowodów naukowych na poparcie swoich tez. Moim skromnym zdaniem, niezależnego socjologa bio-histo z Polski, słuszność (jak prawda) leży zdaje się przysłowiowo po środku, chociaż bardziej skłaniałbym się do enzymatycznych tez gastrologa (prof. Shinya) w tym współczesnym sporze między mięsem (proteinami) a ziarnami (enzymami). Po pierwsze, w dobie wysokiej technologii nie potrzebujemy potężnej budowy ciała jaką daje dieta mięsna, która wg bieżących hipotez pozwoliła też na ewolucję naszego mózgu, byśmy mogli przejść z rozwojowego szczebla „homo” na szczebel „homo sapiens”. Po drugie ludzie w Paleolicie żyli krótko, 30 lat to był już wiek starego człowieka, Eskimosi na diecie wyłącznie mięsnej dzisiaj też wiele dłużej nie żyją. Stąd 12-letnia dziewczynka była w pełni dojrzałą społecznie i biologicznie kobietą we wspólnocie, która też szybko znajdowała partnera w celach prokreacyjnych. Nowotwory i inne choroby wieku starczego znane nam dzisiaj, nie miały nawet szans się wtedy ujawnić, właśnie ze względu na krótki okres życia. Po trzecie, biorąc pod uwagę, że owoce i mięso leżą na kwaśnej części skali PH, to trzeba by jeść dużo warzyw i pić dziennie dużo czystej zasadowej (alkalicznej) wody o którą powszechnie jest dość trudno, by zrównoważyć w tej diecie kwasy do zasad.

Prof. Shinya rozpisał swoją propozycję diety dla ludzi żyjących do 120 lat w zdrowiu, tak jak współcześnie ma to miejsce, np. we Francji i Japonii. By utrzymać zdrowie przez tak długi okres czasu, który nie był znany w Paleolicie, trzeba wykluczyć toksyczne mięso (szczególnie czerwone) z diety dorosłego człowieka, jako sprzyjające nowotworom i wyczerpujące intensywnie ograniczoną pulę enzymów. Trzeba jednak też wziąć pod uwagę, iż ziarna w diecie ludności z Dalekiego Wschodu znajdują się już tam od 8 tys. – 5 tys. lat, zaczynając wraz z rolnictwem w dolinie Żółtej Rzeki. My jako Słowianie, nie mieliśmy bardzo…, bardzo długo takich hodowlanych doświadczeń, więc jesteśmy gastrycznie tutaj trochę na straconej pozycji. Nie u wszystkich układy trawienne są już gotowe do trawienia dużej ilości ziaren. Zatem każdemu z nas pozostaje indywidualnie wypośrodkować swoje miejsce żywieniowe między tymi dwiema dietetycznymi propozycjami, pomiędzy mięsem a ziarnami (proteinami a węglowodanami). Pamiętając przy tym fizjologiczne fakty, iż im mniej mięsa zjemy tym będzie mniejsze zagrożenie nowotworami, ale również możemy nie dostarczyć organizmowi wszystkich koniecznych aminokwasów, co też może nadszarpnąć nasze zdrowie. Przypuszczam, iż w naszym słowiańskim przypadku, zachowanie właściwej równowagi bio-chemicznej, by cieszyć się zdrowiem i dobrą kondycją do wieku 120 lat życia, jak w przypadku wspomnianych Francuzów i Japończyków, będzie nie lada wyzwaniem. Jednak zaproponowana przeze mnie już wyżej proporcja 20/50/30 zdaje się być takim złotym środkiem pomiędzy Paleo i Shinya  dopasowanym do naszej słowiańskiej paleolitycznej charakterystyki, i by uniknąć zarazem chorób starości dożywając sędziwego wieku Francuzek i Japonek. Chroniąc się dalej przed starczą demencją i alzheimerem  wystarczy, że od dojrzałego wieku będziemy dodawać do naszych potraw cudowne zioło z  Indii: ostryż długi, inaczej kurkuma (curcuma) lub turmeric, zwykle w postaci żółtego proszku.

 

Jak długo więc by się nie spierać o wyższości jednej diety nad drugą, to obie propozycje jednak solidarnie zwalczają w naszej diecie obecność mleka, serów i innych nabiałów, chleba i temu podobnych produktów zbożowych (w tym wszelkie kluski i makarony) oraz wszystko, co jest produktem technologii człowieka i przemysłu spożywczo-mięsnego. Najważniejsze, że minimalizujemy tu spożycie cukrów, prostych węglowodanów. Zatem wychodzi na to, że nie ma sensu uczęszczać do naszych typowych sklepów na zakupy, gdyż znajdziemy tam nic więcej jak tylko same trucizny. Jeśli powyższy wykład jest wciąż dla kogoś skomplikowany, to mogę wyrazić to jeszcze krócej: Jedzmy generalnie mniej, róbmy jednodniowe głodówki każdego tygodnia i ruszajmy się znacznie więcej. 

 

A zatem 100 lat i na zdrowie!

P.S.: Tu, polecana książka za 37zł

 


 

Problem dyspepsji i zaburzonej perystaltyki żołądka omawia Patryk – aktualny diagnosta laboratoryjny, absolwent Akademii Medycznej we Wrocławiu

 

Below, Dr. Berg talks about the dangers of using baking soda. Normally the stomach needs to be extremely acidic (between 1-3) to be healthy. When you lose stomach acids, the valve at the top of the stomach can dysfunction and not close triggering a regurgitation of acid that backs up – this is called GERD.

17 uwag do wpisu “Enzymy – źródło życia

  1. Dobry wieczór Demaskatorze :)))). Nie znam się na żywieniu, ale staram się używać tylko i wyłącznie żywności "rosnącej" na terenach Polski – owoce, warzywa, zioła itp. Kartofli nie lubię i nie jem, ale moja rodzina je lubi, niestety. A w ogóle, wędlin nie kupuję, wolę upiec w folii kawałek dobrego mięsa, np. schab lub cielęcinę. A z ryb, to przeważnie przygotowuję pstrągi – świeże. Nie kupuję żywności wysoko przetworzonej, wolę sama coś przygotować ze świerzych produktów. Mam w domu chorego na cukrzycę i jedzenie musi być w miarę zdrowe. Ale mój chory jest nieprawdopodobnym łakomczuchem i tak na prawdę walczę z wiatrakami. Co z tego, że w domu zje dietetyczne jedzenie, skoro idzie na spacer tylko po to, żeby kupić sobie hamburgera, albo mandarynki. Pozdrawiam serdecznie.:))).

    Polubienie

  2. Naomi Abeshouse & Rebecca Mar Young are both acupuncturists and Co-Directors of the Red Tent Pregnancy Health Centre in Woollahra Sydney. They demonstrate how to use acupressure to relieve morning sickness and nausea during pregnancy or hiatus hernia and the vagus nerve problem . They use the acupressure point PC-6 (Pericardium six).

    Polubienie

  3. „(…) The Specific Carbohydrate Diet™ is biologically correct because it is species appropriate. The allowed foods are mainly those that early man ate before agriculture began. The diet we evolved to eat over millions of years was predominantly one of meat, fish, eggs, vegetables, nuts, low-sugar fruits. Our modern diet including starches, grains, pasta, legumes, and breads has only been consumed for a mere 10,000 years. In the last hundred years the increase in complex sugars and chemical additives in the diet has led to a huge increase in health problems ranging from severe bowel disorders to obesity and brain function disorders. We have not adapted to eat this modern diet as there has not been enough time for natural selection to operate. It therefore makes sense to eat the diet we evolved with.
    The Specific Carbohydrate Diet™ was clinically tested for over 50 years by Dr Haas and biochemist Elaine Gottschall with convincing results. From feedback from the various lists and other information at least 75% of those who adhere rigidly to the diet gain significant improvement.

    Źródło: http://www.breakingtheviciouscycle.info/p/beginners-guide/

    Polubienie

  4. Upowszechnienie chrześcijaństwa oznaczało w ówczesnej Polsce skok cywilizacyjny. Wiele wynalazków kulinarnych zapożyczyliśmy od Czechów. Co wtedy jedzono na dworze? Gall Anonim napisał, że Bolesław Chrobry każdego dnia „zastawiał czterdzieści stołów głównych, nie licząc pomniejszych”. O to, co tam podawano, „dbali przynoszący codziennie świeżego mięsa ptasznicy i wszelkiej maści łowcy”. W 1007 r. Chrobry wydał największą w czasach wczesnochrześcijańskich ucztę w Polsce. Wcześniej, podejmując w 1000 r. cesarza Ottona III, urządził trzydniową biesiadę. Wspaniałości potraw możemy się domyślać na podstawie opisu nakrycia stołów. Kronikarz wylicza złote i srebrne puchary, misy, czarki i rogi, które raz użyte, wymieniane były na kosztowniejsze, a biesiadujący dostawali je w prezencie.

    Autor:
    Stefan Wroński
    Dieta grunwaldzka
    WPROST, Numer: 28/2007 (1281)

    Jak jadali Polacy w czasach piastowskich
    Nie było ziemniaków, ryżu, pomidorów oraz większości warzyw i owoców. Sery były luksusem. Na cukier, herbatę i większość alkoholi trzeba było poczekać kilkaset lat. Nawet jeśli w początkach państwa polskiego klimat był nieco cieplejszy niż obecnie, przez połowę roku nie było świeżych warzyw, a latem – świeżego mięsa. Cóż więc robili nasi przodkowie, by nie umrzeć z głodu? Często nic.

    Aby poznać dietę Polaków w czasach piastowskich, musimy odrzucić wszystko to, co pamiętamy z książek. Nie było rozległych pól czy pastwisk z mlecznymi krowami.

    Polowanie na jedzenie
    Obszar dawnej Polski był gęsto zalesiony, co oznacza, że każde pólko pod uprawę trzeba było z trudem wydzierać lasom – karczując i wypalając. A po roku – oddawać je lasom z powrotem i wydzierać następne. Bo to poprzednie bez nawożenia szybko jałowiało. A wszystko trzeba było robić gołymi rękami, bo narzędzi metalowych prawie nie było. Ziemię spulchniano motykami, a do końca XII wieku używano prymitywnego radła. Rolnictwo było ogromnie pracochłonne. Na początku uprawiano mało wymagające żyto, ale jego wydajność była niska – z jednego wysianego ziarna uzyskiwano zaledwie 2-3 ziarna plonu. Bardziej wydajna pszenica pojawia się za Mieszka I, lecz nawet pod koniec panowania Piastów stanowiła jedynie 9 proc. upraw. Jasne pszenne pieczywo było rzadkością. Średniowieczni Polacy jedli czarny żytni chleb, początkowo w postaci niewyrośniętych placków. Każda rodzina sama piekła go raz w tygodniu. Pod koniec tygodnia można było sobie na nim połamać zęby. Kiedy był zbyt czerstwy, wrzucano go do zupy lub piwa.
    Wołowina, którą jedzono najczęściej, pochodziła z dziko żyjących turów. Chroniono je już na początku XV wieku, obawiając się, by wszystkich nie zjeść. Podobnie było z żubrami i tarpanami. Najbardziej znaną wieprzowiną było mięso dzików. Fale głodu były efektem tego, że puszczy nie dało się traktować jak supermarketu. Polowania do czasu wynalezienia broni palnej były bardzo trudne. Nie wszyscy mogli polować. Szlachcic był myśliwym, ale już chłop – kłusownikiem. Dopiero Zygmunt August zakazał natychmiastowego wieszania za kłusownictwo. Na grubego zwierza mógł polować wyłącznie naczelnik plemienia, a później książę. Powód był oczywisty – książę musiał wyżywić dwór. Kmiecie musieli się martwić o siebie sami.
    Część historyków przyjmuje, że przed X wiekiem nie było słowiańskiej stolicy właśnie z powodów żywnościowych. Wydajność rolnictwa była tak niska, a ludności tak mało, że książę z dworem musiał się przemieszczać od kasztelu do kasztelu, objadając je z zapasów.

    Wielka kariera kapusty
    Bogato jadali tylko książęta i królowie. Chłopska kuchnia była skromniejsza – jej podstawą były kasza i chleb. O roślinach uprawnych wiemy niewiele. W X wieku znane już były marchew, koper, cebula, ogórki, chmiel. Od XIV wieku najpopularniejszym warzywem była kapusta. Jej kariera wiązała się z tym, że dawała się kisić i w zimie stanowiła ważne źródło witamin. Opinie, że rzepa odgrywała wówczas rolę ziemniaka, są grubo przesadzone. Cebula na naszych stołach zagościła dopiero pod koniec XII wieku. Jadano wtedy dużo grochu i bobu. Z owoców znany były śliwki, wiśnie, czereśnie i brzoskwinie. Te ostatnie były popularniejsze niż jabłka i gruszki. Znane były też orzechy włoskie, które wymarzły najpewniej podczas „małej epoki lodowcowej” w połowie XVII wieku.
    Niektórzy historycy twierdzą, że kuchnia plebejska i dworska do XV wieku nie różniły się jakością, lecz ilością. Chłop świeżą wieprzowinę jadał dwa razy do roku, bo świnie zabijano tylko na Boże Narodzenie i Wielkanoc. Tzw. mięsopust odbywał się na trzy dni przed rozpoczęciem postu. Jedzono wtedy „do oporu”. Resztę konserwowano. Najwcześniejszym sposobem było suszenie. Mięso trzymano na słońcu, po czym, by dodatkowo je zabezpieczyć, nacierano ziołami. Natarte i wysuszone mięso zatapiano w tłuszczu. W późniejszych czasach dodawano ogromne ilości przypraw, np. pieprzu i szafranu. – Jagiełło na pół roku przed bitwą pod Grunwaldem kazał wykopać jamy, w których umieszczono razem z mięsem lód wyrąbany w czasie zimy – mówi prof. Janusz Tazbir. – Bitwa pod Grunwaldem na szczęście odbyła się w połowie lipca. Gdyby wojowie posilali się tylko półroczną dziczyzną przechowywaną w kiepskich warunkach, bitwa nie byłaby potrzebna.

    Polubienie

  5. Witajcie, właśnie dostałem najnowszy newsletter od Sherry Brescia o ENZYMACH. Jest tu opisane samo sedno problemu, a wg mnie jest najważniejszym zagadnieniem żywieniowym ludzkości. Chcemy być zdrowi? Czytajmy o enzymach i zastosujmy się do porad Sherry:
    Enzyme Deficiency – The Plague Of Modern Society
    If you are reading this, I’ll assume that you woke up today, got out of
    bed, ate breakfast, traveled to work, and are now sitting in front of the computer that you switched on, reading my inspiring words.
    The interesting thing is, you can thank enzymes for your ability to do all of the above and more.
    Because without them, your body couldn’t carry out ANY of its processes and functions.
    That’s right–NONE.
    So if you had no enzymes you certainly wouldn’t be reading this email today…or any day.
    Let’s take a closer look at these magical little substances inside of you that have several BIG jobs.
    What exactly are enzymes anyway?
    Simply put, enzymes are tiny proteins.
    Their job is to activate and coordinate the millions of chemical reactions that take place in your body each day.
    For example, using proteins, your DNA and RNA, sugars and fats, chemical reactions are the instigator behind countless things ranging from having a sprained ankle heal properly, to making your hair and fingernails grow, to giving you energy and even making your heart beat.
    Enzymes are found in every single one of your cells and are connected to every organ and system in your body, so they truly do „run the show.”
    They’re made within your cells and, depending on the type of cell and its function, enzymes are produced at different times and at varying rates according to what your body needs.
    They’re in your gut…and everywhere but
    When most people think of enzymes, they think digestion but digestive enzymes are only part of the picture.
    Because you also have a whole slew of metabolic enzymes that work along with your organs, nerves and hormones to deliver nutrients from head to toe and keep all your body’s organs and processes firing on all cylinders.
    The thing is, since getting nutrients is SO vital to your health and life, digestion is your body’s #1 enzyme priority.
    So when you eat a meal, a large percentage of your body’s enzyme-making capability is directed toward digestion, while your metabolic enzyme needs take a „back seat” until your foods are completely broken down.
    Then once digestion is complete, the metabolic enzyme production can kick into high gear again, distribute your nutrients and keep you „running.”
    This is Nature’s perfect plan to keep you in balance and healthy.
    Uh, is there any left for me?
    Unfortunately, we’ve found a way to screw up Nature’s perfect plan.
    Because most people end up expending WAAAY more enzyme-making resources on digestion than they should, and many times, their bodies end up running short.
    When this happens, the proteins you’ve eaten will putrefy, fats will turn rancid and carbohydrates will ferment — in other words, your meal becomes a poorly digested mess that is incapable of properly nourishing your body.
    On the contrary, your food becomes harmful!
    Because your poorly digested mess instead nourishes the harmful bacteria in your intestinal tract, can make your gut wall leaky (which allows toxins to seep into your bloodstream) and encourages constipation.
    Plus, the poorly digested food molecules can get into your bloodstream, triggering defensive immune responses and lighting fires of inflammation from head to toe.
    And that’s not all.
    Because when all this is going on and your body’s enzyme machinery is working in maximum overdrive just to try to fill your digestive enzyme needs, guess what ends up getting the short end of the stick?
    That’s right — your metabolic enzymes.
    And when your body runs short on metabolic enzymes, you begin to lose energy, your body can’t heal itself properly and your systems begin to break down.
    Eventually this can lead to sickness, pain, chronic disease and ultimately, death.
    Why oh why?
    Although factors such as excessive alcohol consumption, smoking, drugs (both OTC and prescription), aging and exposure to environmental toxins can affect your body’s ability to produce enzymes, far and away the number one cause of enzyme depletion in your body is…
    …The modern DIET!
    Our diets of today are loaded with nutrient-poor, processed/fast foods and hard-to-digest meal combinations that require a Herculean effort on your body to generate enough enzymes to break them down.
    And when that is going on day in and day out, your metabolic enzymes suffer and start running lower and lower…and your body begins to break down like I described above.
    A little help from your friends
    The good news is you can help to conserve your body’s enzyme-producing ability so that you minimize the chances of running low…
    Your health and your life just might depend on it!
    Here are three very effective ways you can help:
    1- Eat sources of enzymes
    These foods contain their own enzymes so they use up fewer of yours in the digestive process:
    * Fresh (raw) fruits
    * Fresh vegetables that are either raw or lightly cooked so they are crisp-tender
    * Tossed salads–fresh greens and raw vegetables only
    * Fresh squeezed (or juiced) vegetable or fruit juices
    The more of these foods you have in your diet, the more you help ease your body’s enzyme burden.
    Here’s an interesting tidbit for you: It’s a French custom to eat a tossed salad AFTER dinner (not before) and now you can see the logic behind that. The enzymes in the salad help the digestive process!
    2- Make your meals easy to digest in the first place
    If you think this sounds boring, tasteless or difficult, I’m happy to say you couldn’t be more wrong.
    Because the Great Taste No Pain and Great Taste No Gluten health systems will show you exactly what to do, while enjoying delicious foods you love.
    Both systems have guides that show you what foods digest better together and what you should eat with your favorite dishes.
    Once you get used to the simple food-pairing rules, it will be a breeze for you to eat for great digestion (and enzyme conservation) ALL the time–even in restaurants!
    Plus, the recipe book in each system contains lots of scrumptious dishes featuring many enzyme-loaded foods.
    I can practically hear your body thanking you for the „break!”
    3- Supplement when needed
    If you suspect your enzyme machinery might already be running slow and/or you just want a little extra boost, a digestive enzyme supplement like Digestizol Max can be exactly what you need.
    This super-potent blend of 14 plant-derived enzymes helps break down proteins, carbohydrates, sugars, fats and fibers in your diet…while helping to conserve your body’s ability to produce the enzymes you need from head to toe.
    With Digestizol Max, not only will you be taking a huge step toward the prevention of disease down the road, but you may also see other changes that you might not be expecting.
    Like these:
    – More energy
    – Less gas and bloating
    – Regular bowel movements (instead of constipation or diarrhea)
    – Fewer episodes of heartburn/acid reflux
    – A lessening in food problems like lactose intolerance or food sensitivities
    – No more „food comas” after eating!
    Digestizol Max is safe, all-natural, and ready to give your body the assistance it deserves.
    Truly your enzymes are your body’s „golden key of health.”
    By helping your body along so it can better continue to make the digestive and metabolic enzymes you need, you are arguably taking one of the most important measures to help stay vibrant, energized and disease-free through all stages of life.
    PRZEKAŻCIE TO SWOIM BLISKIM I INNYM Z KTÓRYMI MACIE KONTAKT.

    Polubienie

  6. Portal ćwiczeń umysłowych lumosity.com ze Stanford University zaleca spożywanie takich doskonałych warzyw-antyutleniaczy (antioxidants) jak: kale (borecole), collards, chard, spinach. Tłumacząc na polski kolejno: jarmuż – rodzaj kapusty o ozdobnym wyglądzie sałaty, collard to zielona młoda kapustka sprzedawana w pęczku o luźnych łodygach, chard to boćwina – burak liściowy, oraz szpinak, którego nie trzeba chyba przedstawiać. Spożywanie szczególnie tych warzyw poprawia sprawność umysłu.

    Polubienie

  7. Ile jest produktów, po które nie sięgnęliby specjaliści ds. żywienia człowieka? Pewnie mnóstwo. Zdaniem Alanny Nunez, autorki opublikowanego w amerykańskim magazynie SHAPE artykułu dotyczącego szkodliwych składników żywności, tamtejsi naukowcy przestrzegają przede wszystkim przed 9 najgroźniejszymi. Co to za produkty i dlaczego należy na nie uważać?

    Benzoesan sodu i potasu
    Masz ochotę napić się czegoś słodkiego, a dbasz o to, by ograniczać liczbę kalorii? Najczęściej w takich sytuacjach sięgasz po napój niskokaloryczny. A to błąd! Do niektórych napojów typu „light” i niektórych napojów owocowych dodawane są benzoesany – sodowy i potasowy. W połączeniu z kwasem askorbinowym, czyli witaminą C, mogą te związki tworzyć benzen, silnie rakotwórczą substancję. Ponadto badania wskazują, że może istnieć związek między piciem np. dietetycznej coca-coli i rakiem oraz cukrzycą. Benzoesan sodu często pojawia się także w pozornie nieszkodliwych produktach: niskotłuszczowych sosach sałatkowych, syropach, dżemach, oliwkach czy przetworach warzywnych. Trzeba więc dokładnie czytać etykiety!

    Glutaminian sodu
    Glutaminian sodu jest powszechnie dodawany do konserwowania żywności. Choć w małych ilościach to substancja bezpieczna, w dużych dawkach powoduje migreny i zwiększony apetyt, odpowiadając za otyłość większości ludzi. Glutaminian jest także szkodliwy dla dzieci, dlatego też powinniśmy dokładnie czytać etykietki na produktach przeznaczonych dla dzieci. – Nadmiar glutaminianu sodu może też wywołać agresję i nadpobudliwość, więc należy go unikać – dodaje specjalistka ds. żywienia człowieka.

    Soja
    Produkty sojowe często są chwalone za to, że zawierają mnóstwo białka alternatywnego w stosunku do zwierzęcego. Białko sojowe jest zdrowe, a nasiona mają niską zawartość cholesterolu. Nie zawsze jednak soja jest zdrowa. Według amerykańskich naukowców, białko sojowe i olej sojowy, znajdujące się w ponad 60 proc. produktów dostępnych na rynku, mogą mieć negatywny wpływ na płodność, obniżają zawartość estrogenu u kobiet, zmniejszają libido i mogą zaburzać wczesny rozwój dzieci. Działanie estrogenne soi w niektórych przypadkach może być korzystne – np. łagodzić skutki menopauzy, jednak może być ono niebezpieczne dla osób chorych na nowotwory, gdyż stymuluje wzrost istniejących guzów hormonozależnych. Problemem jest też fakt, że 92 proc. soi wykorzystywanej w przemyśle spożywczym to rośliny modyfikowane genetycznie. Należy więc ograniczyć spożywanie produktów sojowych do maksymalnie trzech porcji w tygodniu.

    BHA, czyli butylohydroksyanizol
    Wszystkie produkty o przedłużonym okresie ważności zawiera BHA, czyli syntetycznie produkowany przeciwutleniacz, oznaczany na opakowaniach symbolem E320. Tę substancję dodaje się np. do chipsów czy ciasteczek, bo powstrzymuje ona rozkładanie się tłuszczów. Istnieją podejrzenia, że BHA jest przyczyną powstawania nowotworów u zwierząt, stąd też obawa, że takie same skutki może wywoływać u ludzi. Niektóre badania wykazują też, że przyjmowany w dużych dawkach zaburza on pracę wątroby.

    Azotan sodu oraz azotyny
    Azotyny dodaje się do wędlin jako środki konserwujące. Mogą one jednak tworzyć w organizmie nitrozoaminy, które powodują powstawanie nowotworów. Przeprowadzone w 2009 roku w Stanach Zjednoczonych badania wykazały, że dzieci, które jadły wędliny lub konserwowe ryby częściej niż raz w tygodniu były o 74 proc. bardziej narażone na ryzyko białaczki niż dzieci, które takie produkty jadły rzadko. Przed szkodliwym działaniem azotanów i azotynów można się uchronić jedząc warzywa. Zawierają one bowiem mnóstwo przeciwutleniaczy, które hamują zamianę substancji azotowych w truciznę. – Trzeba jednak pamiętać, że warzywa też mogą zawierać produkty azotowe z nawozów, wybierajmy więc te z pewnego źródła. Przede wszystkim jednak należy unikać podgrzewania wędlin i innych peklowanych produktów, bo to wyzwala ciąg przemian – tłumaczy specjalistka ds. żywienia człowieka. – A najlepiej unikać przetworzonych mięs i postawić na własne pieczenie.

    Sztuczne aromaty
    Nie mają one żadnych wartości odżywczych, a znajdują się praktycznie w każdym rodzaju przetworzonej żywności. Sztuczne aromaty znajdziemy w chlebie, płatkach musli, w jogurtach smakowych, w sosach, dżemach i napojach mlecznych. Sztuczne aromaty nie mają wiele wspólnego z naturalnymi i choć ich oddziaływanie na ludzki organizm nie zostało jeszcze dokładnie zbadane, warto ich unikać. – Informacji o ryzyku związanym z ich stosowaniem wciąż przybywa. Na razie trudno jeszcze przewidzieć, które sztuczne aromaty okażą się ostatecznie bezpieczne, a które nie, dlatego warto możliwie ograniczyć ich spożywanie.

    Frakcjonowany olej palmowy
    Frakcjonowanie oleju to proces polegający na podgrzewaniu go do wysokiej temperatury, a następnie podczas szybkiego oziębiania uzyskiwaniu frakcji o różnych właściwościach. Niestety, podczas tego procesu najzdrowsze składniki oleju zostają wyeliminowane. Frakcjonowanego oleju palmowego używa się m.in. do produkcji słodyczy, bo zapobiega on rozpuszczaniu się cukierków i czekoladek, co z pewnością jest dużą zaletą do producentów żywności, dla konsumentów jest jednak wadą. Bo przetworzone tłuszcze mogą zwiększać ryzyko występowania chorób serca i układu krwionośnego.

    Oczyszczone ziarna zbóż
    Pieczywo pełnoziarniste i w ogóle ziarna są jednym z podstawowych składników zdrowej diety, dostarczając nam błonnik i potrzebne minerały. Tzw. oczyszczone ziarno jest w procesie obróbki pozbawiana najbardziej zdrowych substancji – niacyny, tiaminy, ryboflawiny, kwasu foliowego i żelaza. I choć z takiej mąki powstają najsmaczniejsze bułeczki, to jednak uważajmy – nie pomagają one w utrzymaniu nas w zdrowiu. Na przykład – dwie kromki chleba z białej, „wzbogaconej” mąki to 150 kcal i 1,5 g błonnika, a dwie kromki chleba razowego to 14 kcal i 4 g błonnika, a do tego mnóstwo witamin. – Jedząc białą mąkę nie tylko rezygnujemy z witamin, minerałów i błonnika, ale zwyczajnie zapychamy się węglowodanami.

    Polubienie

  8. These tiny bugs can cause huge health problems

    Although the thought sometimes freaks people out, your intestinal tract is home to trillions of bacteria. As a matter of fact, they outnumber your body’s cells by about three to one!

    Some are good and some are not-so-good. As long as the good ones outnumber the bad in about an 85/15 ratio, you’ll likely have a pretty healthy intestinal environment.

    But if the bad ones have the “upper hand” and grow out of control (known as dysbiosis), that’s when you can start experiencing gas, bloating and anything-but-normal BMs.

    But unfortunately that’s just the tip of the iceberg with dysbiosis—here are nine other problems it can cause:

    The 9 nasty prices of harmful bacteria

    1 – They deactivate enzymes made in your pancreas (like trypsin and chymotrypsin) that are needed to digest proteins.
    Result: Poorly digested proteins can putrefy in the gut and encourage the growth of even MORE harmful bacteria.

    In addition, they can bully their way through your intestinal wall, get into your bloodstream and taunt your immune system, and possibly trigger the development of food sensitivities.

    2 – They “eat up” the vitamin B12 that you take in with your diet, and can contribute to a deficiency of B12.
    Result: Pernicious anemia can develop.

    B12 deficiency can also cause symptoms of mania and psychosis, fatigue, memory impairment, irritability, depression and personality changes.

    3 – They produce ammonia, thereby increasing the work on your liver and kidneys to detoxify the ammonia and eliminate it.
    Result: Liver and kidney stress. Long term, repeated stress in these organs can lead to disease or failure.

    4 – They deactivate enzymes like maltase, which breaks down sugars like disaccharides.
    Result: Poorly digested sugars ferment in the gut and cause gas and bloating. In addition, sugar is nourishment for harmful gut bacteria, thereby worsening the problem.

    5 – They destroy essential fatty acids and turn them into free radicals.
    Result: A once-essential, health-enhancing, natural anti-inflammatory nutrient is now a monster that can cause inflammation, disease and premature aging.

    6 – They produce carcinogens (cancer-causing substances) from the food you’ve eaten.
    Result: This one’s pretty self-explanatory.

    7 – They steal your nutrients and then produce toxins that eat away at your gut lining, causing it to leak (aka leaky gut syndrome).
    Result: Toxins, digestive remnants and medication residues that were being held in your gut wall to be eliminated with your BMs are instead allowed to seep into your bloodstream and basically poison you (called autointoxication). They can also stir up pain and inflammation.

    In addition, leaky gut creates immune imbalance and has been linked to autoimmune conditions like arthritis, Crohn’s disease and Graves’ disease to name a few.

    8 – They produce enzymes that affect normal metabolism of hormones like estrogen.
    Result: Old, worn-out estrogen which was ready to leave your body can get reabsorbed instead and create high estrogen levels, which can lead to fibrocystic breast disease and eventually breast cancer.

    9 – They enter the bloodstream from the GI tract and travel everywhere in the body.
    Result: Infections and inflammation just about anywhere–the entire body is fair game.

    And this isn’t even a complete list!

    So if you’ve been lulled into a false sense of security about your gut flora thinking, „Well, I must be OK because I don’t have stomach aches or constipation,” think again.

    It’s a balancing act!
    If you want to make sure your gut bacteria population is closer to the ideal 85/15 balance, a great way to do that is with a probiotic supplement like Super Shield.

    Super Shield truly is a premiere quality probiotic supplement. It has 13 potent, well-studied strains of friendly bacteria that will help ensure your gut flora are properly balanced and the „bad guys” are kept in check so they can’t do their harm.

    Super Shield contains strains of both the Lactobacillus species (which lives in your small intestine) as well as Bifidobacterium species (which are in your colon) so you’re covered throughout your entire intestinal tract!

    Plus Super Shield contains the prebiotic FOS (fructo-oligosaccharides) which are a fiber that nourishes your helpful gut inhabitants!

    Take care of your gut NOW and help counteract the effects of any harmful bacteria you may be already challenged with.

    Your body will say thank you many times over.

    To your health,

    Sherry Brescia

    Polubienie

  9. Stężenie enzymu – dehydrogenaza alkoholowa – w organizmie ma decydujący wpływ na osobniczą odporność na zamroczenie alkoholowe. Słowianie mają tego enzymu najmniej, chociażby w porównaniu np. do Włochów, czy innych Południowców, którzy od wieków odurzają się winem. Osoby z dużym stężeniem tego enzymu są określane jako mające „mocną głowę”, gdyż mogą wypić więcej etanolu i wciąż zachowywać umiarkowaną przytomność umysłu. Ze względu na to, że proces ten prowadzi do powstania aldehydu octowego, który jest bardziej toksyczny od etanolu, osoby z „mocną głową”, płacą za tę cechę silniejszym kacem, większą tendencją do zapadania na alkoholizm i mają większe prawdopodobieństwo zachorowania na marskość wątroby.

    Pijący alkohol następnego dnia sika własnym mózgiem-prof. Żdanow

    CHLEB, KTÓRY JEMY JEST TRUJĄCY – PROF ŻDANOW

    Polubienie

  10. Pingback: Lewis antygen system i niezgodność serologiczna niszcząca ludzkie relacje społeczne | Biologiczno-Historyczna Socjologia Krytyczna

  11. Pingback: Biologiczne dziedzictwo vs właściwa dieta | Biologiczno-Historyczna Socjologia Krytyczna

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s