Polacy vs Zachód, co robi różnicę?

Żeńska kultura Polaków naszym wspólnym narodowym przekleństwem

 

Zacznę od japońskiej wschodniej mądrości ludowej: „Najwięcej po łbie dostaje gwóźdź, który najbardziej wystaje”. Jakoś tak dziwnie zbieżne jest to dla mnie z realiami naszych polskich społecznych zwyczajów, które zna nasza historia niezmiennie już przecież od wieków. Jednakże osobiście obcując od 7. już lat z zachodnią kulturą germańskich Anglosasów zauważyłem, iż tu kultura zbiorowa jest zgoła odmienna, bezceremonialnie dokładnie przeciwna do tej naszej wschodniej słowiańskiej. Tu, im kto więcej wyróżnia się z tłumu, tym dla niego lepiej. Tłum go ubóstwia. Postanowiłem socjologicznie dociec, co mogłoby być tych różnic przyczyną? W uzupełnieniu jakowo do wcześniej poruszonego przeze mnie wątku w 2010 r., pt.: Kto nas Polaków ustawił na pozycji wiecznych przegranych ?

 

Polonia Prostituta – jeden obraz, tysiąc słów

Polonia Prostituta

Zachodnia rywalizacja i geneza nierówności socjo-ekonomicznej

Kierujący grupą europejskich archeologów Alex Bentley z uniwersytetu w Bristolu (UK) ujawnił niedawno wyniki badań przeprowadzonych na ponad 300 szkieletach z wczesnego Neolitu z obszaru współczesnych Niemiec. Użyto tam metody analitycznej izotopu strontu. Nie będę się rozwodził nad technicznymi szczegółami badań, to jest mniej istotne dla moich rozważań socjologa, ważne są społeczne odniesienia z tych wykopaliskowych prac. Badacze doszli zatem do wniosku, że zjawisko statusu społecznego, a co najważniejsze różnic w tym statusie było obecne na tych terenach już ponad 7 tys. lat temu. Osadnicy już z wczesnego Neolitu (epoki kamienia gładzonego) nie mieli równego dostępu do najżyźniejszych ziem, którymi na owe czasy były gleby lessowe i nie wszyscy posługiwali się kamiennymi motykami (ciesakami). Więcej, kobiety nie umierały tam gdzie się urodziły, a mężczyźni tak. Mamy więc obraz Europy Centralnej z czasów Neolitu (dzisiejsze Niemcy), gdzie panował system społeczny zwany patrylokalizmem, z wyraźnym męskim liderem. Kobiety „pozyskiwane” były tam (zwykle porywane) spoza obszaru urodzenia mężczyzny. Istniała prywatna własność ziemska, gdzie część ludności miała przewagę nad resztą w skali zbieranych plonów i kumulacji osobistego bogactwa tej a nie innej rodowej linii męskiej. Taki majątek ziemski (urodzajna ziemia i inwentarz) był już wtedy przedmiotem dziedziczenia z ojca na syna. Zatem ziarna współczesnych nam i dobrze znanych każdemu z osobna materialnych nierówności społecznych zasiane zostały w Europie Centralnej już w tamtych wczesno-rolniczych czasach. Kultura ta była i jest wysoce konkurująca, bezwzględna w naturze, typowo „samcza” i drapieżna, analogicznie charakterystyczna dla gatunku gadów w świecie przyrody. Dla przykładu, dziś wiele kobiet z krajów germańskich (anglosaskich) cechuje niski męski głos oraz brak wyraźnej kobiecej talii, czy typowo krągłych kobiecych bioder. Wzrost 180 cm i wyżej u kobiet nie jest tu rzadkością. To taki typ, nazwijmy to delikatnie, męskiej niewiasty lub mniej elegancko… „urodziwego babo-chłopa”, o chłodnym, wręcz lodowatym obliczu służbistki, ale z trwale sztucznie „przyklejonym” uśmiechem. Znane również jako: „icy beauty” [tłum.: królewny z lodu] o histrionicznie zaburzonej osobowości.. Gdzie mamy minimum szczerych ludzkich uczuć i odruchów, oraz maksimum gadziego, obłudnego i chłodnego wyrachowania350px-Haplogroup_I subclades distribution_map. Te gadzie nikczemne cechy dotyczą tu również mężczyzn, gdyż cała ta germańska kultura na bazie męskiej biologicznej haplogrupy Y-DNA I1 i I2 jest oparta na gadzich (Reptiles -Reptalianie) instynktach ciągłej walki, alertu, zdobywania i przetrwania. Walka o władzę nad innymi i przywilej kontrolowania innych, jest w centrum ich gadziego życia od kołyski.

Haplogroup-I2b

Wschodnia kooperacja i powszechna równość społeczno-ekonomiczna

W Europie Wschodniej zaś, skąd pochodzą nasi przodkowie – Słowianie, system społeczny był diametralnie inny w tamtych czasach (Neolitu). U nas była czysta komuna. Nie było prywatnej, indywidualnej własności, którą można by odziedziczyć po krewnym. Nie było też, przede wszystkim, rolnictwa ani hodowli. Relacje społeczne dyktowane były wg kobiecego umysłu i żeńskiego spojrzenia na świat. Jednak nawet tysiące lat później, jak już rolnictwo dotarło i do nas, pola orne były wspólne, a każda rodzina używała go i zbierała plony tylko wg swoich skromnych potrzeb. W takiej słowiańskiej rodowej komunie – zwanej też Zadrugą, nie dochodziło do kumulacji majątku na czyjąś indywidualną korzyść. Nie było wojen o dobra materialne, a ewentualne spory o kobiety rozstrzygała koedukacyjna starszyzna plemienna. Taka właśnie prehistoria ukształtowała polskie współczesne społeczne cechy naszych umysłów i wynikające z tego typowo polskie (azjatyckie) społeczne relacje.

Analogicznie podobne życie prowadzili Aborygeni w Australii przez przeszło 40 tys. lat, bez większych zmian do dzisiaj. Za wyjątkiem holokaustu jaki dokonała na nich późniejsza brytyjska kolonizacja (w ostatnich 200 latach).

Znakomity społeczny psycholog amerykański dr John Gray napisał w 2002 r. bestseller pt. „Mars i Wenus w miejscu pracy”. Zachowania i styl reakcji społecznych opisanych tam dla Wenus, czyli kobiety, pasują „jak ulał” do moich obserwacji względem Polaków. Zresztą, kobiecy charakter politycznej kultury polskiej zauważył również (dowiedziałem się niedawno) nasz wielki patriota Roman Dmowski już jakieś 70 lat przede mną. A on też zapewne nie był pierwszy, który publicznie o tym mówił, czy pisał.

Zatem u Germanów mamy w większości męskich mężczyzn i męskie kobiety, co naturalnie generuje typowo tzw. gadzi układ stosunków społecznych – bezlitosny i bezwzględny wyścig szczurów po materialny sukces, tzw. achievements. W Polsce zaś mamy odpowiednio kobiece kobiety i kobiecych mężczyzn, co stawia ich z miejsca w roli przegranych w każdej ewentualnej konfrontacji z ciągle żądnymi walki mieszkańcami germańskiego Północnego Zachodu. Chociaż dziś kraje rozwinięte (OECD) nie prowadzą ze sobą otwartych wojen oczywiście, ale walka ekonomiczna wciąż trwa w miejscach pracy i pomiędzy przedsiębiorstwami. Walka o karierę, walka o kasę, walka o status społeczny, walka o władzę i przywileje. Mimo że te różnice w płci mózgu nie są powszechnie oczywiste i często są lekceważone, to one są trwałe i determinujące całą masę płciowo-kulturowych konfliktów i nieporozumień. Wzrost świadomości występowania tych naturalnych ewolucyjnych różnic podnosi automatycznie zdolność adaptacyjną i sukces zastosowania odpowiedniego do płci i kultury stylu postępowania w korporacyjnym, czy politycznym środowisku. Każda osoba, ale też i grupowa kultura, posiada swoją indywidualną mieszankę cech męskich i żeńskich, ta zaś zwykle odzwierciedla cechy większej grupy pochodzenia jak etnos, czy naród. Tak popularna w miejscach biznesowych interakcji na multikulturowym Zachodzie praca grupowa (teamwork) byłaby znacznie efektywniejsza dzięki głębszej świadomości naszych płciowo-kulturowych różnic i zalet. Niestety obecna tam feministyczna systemowa aksamitna indoktrynacja i multikulturowa fasadowość nie pozwalają na to. A przecież nie dostrzegając czyichś kompetencji, nie dajemy szans na prezentację jego zdolności. Niestety wyzwania stojące w międzynarodowym miejscu pracy organizowanym w germańskim stylu, są znacznie większe dla Słowian, niż dla germańskich Anglosasów. Każda prawidłowa interakcja w miejscu pracy, czy w polityce na arenie międzynarodowej, silnie wymaga adaptacji naszych instynktownych słowiańskich zachowań, które zwykle są nieadekwatne w obcym nam cywilizacyjnie otoczeniu. Szacunek może być jednakże przez Słowian zapracowany, i wtedy na pewno będzie on przez germańskie ludy okazany. Problem w tym, że Słowianom nie zawsze się chce pracować, szczególnie w obcym germańskim stylu.

Sposobem Słowian na przebicie „szklanego sufitu” na arenie międzynarodowej (w korporacji i polityce) jest zrobienie z Zachodu swego sprzymierzeńca, a nie wroga. Skoro Polska jest już kobietą, to niech wreszcie użyje swych wdzięków i nauczy się kokietować, jeśli nie potrafi przywalić potężnie „pięścią w pysk”. Niemniej jednak żadne rządowe legislacje nie są w stanie zapewnić wzajemnego zaufania i szacunku, to musi być zasłużone i wypracowane. Tak się może stać tylko poprzez obopólne zrozumienie tych wzajemnie dzielących nas różnic pomiędzy Zachodem haplogrup R1b/I oraz Wschodem R1a .

 

Polacy (Słowianie) kontra Zachód – zrozumienie różnic (miejsce pracy)

Uprzedzenia zaistniałe w międzynarodowym środowisku są bardziej problemowe dla zniewieściałych, emocjonalnych Słowian, niż dla chłodnych i nieczułych Anglosasów. Jeśli chcemy sukcesu, on sam z nieba nie spadnie, musimy go zacząć żmudnie wypracowywać i nigdy nie przestawać tego robić. To jest jak „never ending story” [tłum.: nigdy nie kończąca się opowieść]. Poprzez usprawnienie komunikacji – informacyjnej transmisji, zdobędziemy szacunek, którego oczekujemy oraz zaufanie, które wesprze nas przy powiększaniu tego sukcesu.

Języki Indoeuropejczyków Zachodnich i Wschodnich używają mniej więcej tych samych słów, gdyż korzenie są jedne, jednak ich znaczenia są różne. Idea Wschodu i Zachodu pracujących razem, to jest wielki krok pozytywnego postępu, ale to jest jednocześnie nowy ciężar do uniesienia. Dla przykładu, w relacjach międzyludzkich na Zachodzie używa się w wypowiedzi jak najmniejszą ilość słów, by przekazać jej sens. Na Wschodzie zaś słów używa się, by wyrazić nie tylko treść ale i emocje. Anglosasi używają komunikacji językowej głównie by wyrazić suchą treść, tacy cybernetyczni biurokraci. Słowianie atoli używają języka do innych celów również, na przykład, by dać lub otrzymać emocjonalne wsparcie. Kiedy Polacy wymieniają się lingwistycznie uczuciami, to jest zawsze jak z adnotacją: „ale to tylko do Twojej wiadomości”, w atmosferze wyjątkowości i wtajemniczenia. Tutaj postawa opiekuńcza, zrozumienie i atencja automatycznie zyskują zaufanie. Uskarżanie się Polaka w miejscu pracy, ileż to on ma dziś do zrobienia, jest tylko taktyką, naturalną dla Słowian, uśmierzaniem gromadzącego się stresu i presji obowiązków.

Tacy Anglosasi generalnie wiedzą co zamierzają powiedzieć zanim zaczną mówić, natomiast Polacy zaczynają mówić, i dopiero w trakcie odkrywają, co właściwie chcą powiedzieć. Tamci planują, my improwizujemy. W luźnej, nieformalnej, przyjaznej rozmowie, mieszamy przy tym kilka form ekspresji w jeden długi i nieskładny cykl. Czyli zaczynamy mówić po to, by złagodzić narosłe napięcie, wypuścić emocje, dać lub otrzymać moralne wsparcie, potem wyjawić co chcemy przekazać i wreszcie dopiero na końcu nadać wypowiedzi jaki taki sens. Co jednak w końcowym odbiorze u interlokutora z Zachodu jest właśnie całkowicie pozbawione sensu. My ich wtedy nazywamy „narrow minded”, czyli tłumacząc mało szykownie: „prymitywne zakute łby o ograniczonych intelektualnie horyzontach”. A oni nas biorą za wariatów z jakiegoś dalekiego dzikiego lasu, którzy histeryzują bez pojęcia przy każdym, „jaskiniowym” dla nich, temacie.

Kiedy Polak dzieli się w dobrej wierze i szczerze swoimi negatywnymi przeżyciami, uczuciami, doświadczeniami, to typowy Anglosas usłyszy to jako słabość, jak przykre uskarżanie się mięczaka na los, gdyż on jeśli używa już emocji to tylko złości i frustracji, by innych zastraszyć lub pogrozić. Zatem on pomyśli, że taki Polak wciąż obwinia lub lamentuje, a Polak najzwyczajniej w świecie po prostu dzieli się zaobserwowanymi spostrzeżeniami, gdyż Polak empatycznie zauważa inny świat. W germańskich krajach, jeśli już nic nie można zrobić by rozwiązać jakiś problem, to nikt nie rozwodzi się nad tym i nie ulega rozżaleniu. A w Polsce jest głęboka długa żałoba. Większość Teutonów nie posiada zdolności rozróżniania kiedy ktoś się żali, a kiedy dzieli się zwyczajnie informacjami które są czasami negatywne, ponieważ w Germanii nikt nie dzieli się uczuciami. To są ludzie stojący twardo na ziemi. Strategie win-win (wygrany-wygrana) to tylko bajki dla słowiańskich dzieci. Dzieci germańskie zaś uczy się: „You dare not to be a looser. You must fight!” [tłum.: Nie waż się przegrać. Walcz!]

Zobaczmy przeto, jak w Polsce popularne są niezliczone fora internetowe i tysiące blogów o wszystkim, gdyż masowe pisanie tam, często o niczym, pozwala Polakom rozładować życiowy stres i jest tak samo efektywne psychicznie jak typowa „gadka-szmatka” z kumplem przy wódce, czy piwie. Analogicznie Iran przechodzi teraz podobny boom elektronicznego social-networku i społecznego „upuszczania pary z gwizdków”.

Trudno zatem myśleć o udanej pracy zespołowej w międzynarodowym miejscu pracy, skoro trwa tam cicha walka między kulturami, ich pierwiastkami: męskim i żeńskim, gdzie niemal każdy patrzy jak tu drugiemu włożyć skutecznie „nóż w plecy”. Kiedy angielski kolega z pracy zwleka z wypełnieniem prośby Polaka, to ten czuje się urażony do cna. Polak jednak powinien pamiętać, że kiedy Anglik wtedy spowalnia to nie znaczy, że nie ma ochoty tego zrobić, tylko myśli jak tu się zabrać za najlepsze wypełnienie tej prośby, czy zadania. Kiedy Polaków słychać, jak marudzą i pojękują, to zwykle oznacza to, że są zbyt obciążeni pracą i potrzebują czyjejś pomocy. Jednak wszystkie negatywne emocje u Polaków przechodzą szybko, jeśli tylko poczują się wysłuchani. To jest ważne, Polacy muszą być wysłuchani, to najlepszy sposób na Polaka.

Gdy podczas sporu werbalnego Anglik wciąż zadaje pytania, to dobry sygnał, sugeruje to, iż nie okopał się jeszcze na swojej pozycji i chętnie zmieni zdanie, nawet jeśli już jest zdrowo poirytowany. Jeśli Polakowi uda się (jakimś cudem) nadal utrzymać emocjonalny spokój i zrównoważenie podczas obrony swoich racji, to Anglosas odpowie automatycznie jeszcze większym spokojem, rozluźnieniem i zachowa obiektywność, chcąc być dalej pomocnym. Pytania retoryczne jednak są źle widziane u Teutonów, czują się wtedy karceni gdy je słyszą, jako ojcowskie: „…nie wstyd ci?”

Wszelako, gdy Anglik zaoferuje tzw. szybkie rozwiązanie problemu (quick solutions) sądząc, że zaimponuje tym Polakowi, to natura słowiańska odbierze to jednak jako arogancję, bufonadę i brak zainteresowania problemem. Oni przeszkadzają nam swoimi „solutions” (natychmiastowymi odpowiedziami), my dajemy im za to nieproszone rady na osobiste życie. Oni są jak Mr Fix-It (facet, który ma na wszystko szybkie rozwiązania, choć często bardzo prowizoryczne), my jesteśmy jak babskie biuro wiecznego planowania i debatowania o tym bez końca (Office Improvement Committee). Germanów sens istnienia jest zdefiniowany poprzez rezultaty konkretnych czynów. Ostateczny rezultat jest najważniejszy i pomija się tam jakiekolwiek osobiste animozje narosłe po drodze. Jeśli ktoś nie lansuje ustawicznie swoich atrybutów, Anglosasi odbiorą to jako brak osiągnięć do nagłośnienia. A sensem istnienia dla Słowian w miejscu pracy z kolei jest głównie jakość relacji i samopoczucia między pracownikami i zadowolenia z koleżeńskiej szczerej atmosfery. Wysokie morale jest tu definiowane wysoką jakością komunikacji i porozumienia raczej, niż samymi wynikami podejmowanych zadań. Wyrażanie wartości takich jak dobroć, uczucia, przywiązanie jest tu przewodnią troską. Niemal jak dzieci zgodnie bawiące się w piaskownicy. My niewinne dzieci, oni walczący i dojrzali dorośli.

Dać radę Anglikowi, gdy o nią nie prosił, jest odbierane przez niego jako czelność sugerowania mu, że sobie nie radzi lub że nie ma pojęcia co czyni, co jest niczym więcej jak potwarzą dla niego. U Słowian za to, rozmawianie o problemie nie jest zaproszeniem do podawania szybkich rozwiązań, a u Anglików zdecydowanie jest.

Na Wschodzie każdy jest „mistrzem i znawcą” w psychologii, socjologii oraz personalnym doradztwie, dlatego niesiony „chrześcijańskim powołaniem” bezinteresownie chce zmienić każdego „na lepsze”. Taka postawa zatroskania i opiekuńczości jest tu od dziecka promowana i nagradzana w procesie socjalizacji (wychowania). Natomiast na Zachodzie mała rundka w golfa, czy tenisa załatwia całą sprawę, by potwierdzić, kto z kim trzyma związki lojalności i przeciw komu.

Na Zachodzie, to czyny relaksują psychikę. Już grecki Platon zauważył wieki temu, że jeśli jakaś część mózgu jest zbyt psychicznie obciążona, to trzeba ją odciążyć zajmując głowę zupełnie innym zadaniem. Na Wschodzie robotę tę załatwia gadanie. Zachód jest zdecydowanie mniej odporny na emocjonalne przykrości, niż ludzie ze Wschodu. Dlatego brytyjska grzeczność w międzyludzkich publicznych relacjach znana jest już na całym świecie. Pokerowa twarz i neutralny temat o pogodzie, to ich brytyjski wynalazek.

 

Podsumowując:

Przepisy, zasady, reguły, detaliczna treść są bardzo ważne na Zachodzie. A maniery, ogólna forma, głębokie relacje osobiste są bardzo istotne na Wschodzie. Te wszystkie powyższe różnice w postawach dnia codziennego w miejscu pracy i ogólnym życiu, gdzie multikulturalizm rozpanoszył się już na dobre, są stałą przyczyną konfliktów i frustracji o podłożu kulturowym. Kultur, które od tysięcy lat kształtowane były przez inne cechy środowisk naturalnych i rosły w izolacji od siebie. To bardzo ważne. Bezpośrednią przyczyną tych różnic był rozwój rolnictwa (powstanie indywidualnej własności prywatnej), które nie mogło długo wystąpić w drzewostanie Tundry zamieszkiwanej przez Słowian z haplogrupą (R1a, M17) po cofającym się lodowcu. Tu ludzie musieli ze sobą wspólnie kooperować, gdyż grupowo łatwiej było polować na łowną zwierzynę, a i runo leśne również przyjemniej było zbierać w grupach. Stąd u nas jest taki bogaty do dzisiaj folklor: tańce, śpiewy, zabawy grupowe, przyśpiewki, zaśpiewy, z czego Germania zdecydowanie jak wiemy nie słynie. Stały konflikt zatem i wyginięcie ludu jednej z tych kultur, jest tak pewne jak to, że wszystko kiedyś musi umrzeć. Nawet nasze słońce i cały jego planetarny układ. Jednakże pierwszymi, którzy wyginą jesteśmy zdaje się właśnie my – Słowianie. Po dawnej kooperującej wspólnocie naszych przodków zostało już tylko wspomnienie, sami teraz zagryzamy się nawzajem jak głodujące szczury w klatce, ale stan zachodniej konkurencyjności, konstruktywnej rywalizacji i wspólnego biegu do osiągnięć wciąż jest dla nas niemiły i kulturowo niestrawny. Współcześnie, tylko w samej Polsce, stanowimy (Polacy-Słowianie) już zaledwie połowę (54%) z populacji kiedyś w pełni naszego kraju. Reszta mieszkańców Polski i mówiących dziś językiem polskim, nie pochodzi biologicznie ze Słowian. To jest żywy dowód 1000 letniej eksploatacji, opresji i niewoli, jakiej doświadczyliśmy jako Słowianie w ludzkiej historii.

 

Reklamy

19 uwag do wpisu “Polacy vs Zachód, co robi różnicę?

  1. My jesteśmy jak kaktusy, oni jak brzoskwiniePolacy są jak kaktusy, z wierzchu wrogo sterczą kolce, które chronią wewnątrz miękki życiodajny miąższ. Inaczej Anglosasi powierzchownie zapraszający, delikatni i słodcy, ale głębiej napotkasz tylko samą twardość – coś jak słodka brzoskwinia ze swoją wielką twardą pestką.

    Polubienie

  2. Dobry wieczór. :)). Z dużym zainteresowaniem czytam Pana blog. Dzisiaj postanowiłam napisać, ponieważ trochę zatrwożyło mnie Pana stwierdzenie, że jest Nas, Polaków tylko 54% w Naszym kraju – chyba że coś źle zrozumiałam. Czy mógłby Pan napisać więcej na ten temat? Serdecznie pozdrawiam. :))).

    Polubienie

    • Witam serdecznie i odpowiadam. Polacy dzisiaj, jak pokazuje mapka z notki pt. „Było sobie życie” dzielą się na kilka grup (haplogrup). Każda z nich pochodzi bezpośrednio od innego przodka. Jak wykazały badania, opisane tam w notce, rdzenną ludnością mieszkającą od 15 tys. lat na terenie obecnej Polski jest biologiczna linia rodowa grupy R1a[M17] z której to części, wyewoluował w izolacji kulturowy etnos moich przodków zwanych Słowianami. Z ich języka mówionego (pisanego nie mieli), powstał poprzez lata przekształceń język staropolski, któremu w czasie narzucanego chrześcijaństwa najpierw dano z Bizancjum alfabet misjonarza Cyryla, ale Kościół z Rzymu szybko upomniał się zbrojnie o nasze słowiańskie ziemie i zostaliśmy na wieki z alfabetem łacińskim i bez własnej elity (starszyzny), która została wymordowana. Dalej, po dalszych wpływach z obcej mowy, mamy dziś postać języka polskiego, który jest nam znany. W ten słowiański lud z przetrąconym przez Kościół kręgosłupem zaczęli napływać obcy, by rządzić i eksploatować, ale również się tu rozmnażać. Dlatego populacja męskich Słowian, od tamtego czasu ma ograniczane możliwości przeżycia i rozpłodu, i przez te 1000 lat germańsko-katolickiej niewoli, wytrzebiono Słowian do 54% na dziś. Jednak ta eksterminacja trwa nadal. Nie jesteśmy jedyni na świecie z taką historią. To samo Hiszpanie zrobili z Majami,Inkami, Aztekami. Amerykanie zrobili takie ludobójstwo na Indianach. A Brytyjczycy na Aborygenach w Australii i Maorysach w Nowej Zelandii. Wymieniać mógłbym jeszcze na kolejną stronę, jakie makabryczne rzeczy działy się w Chinach. Masowe mordy i zanikanie całych ludów, to światowa norma od wieków.

      Polubienie

      • :))). Dziękuję za odpowiedź. Czytałam o tym na Pana blogu. Ale przecież Nasi praprzodkowie również maczali palce w eksterminacji innych Słowian. Wiem, że chrześćjaństwo, a w szczególności KrK, oraz islam są religiami agresywnymi, religiami hańbienia ludzi i ich poniżania. A tylko dla niepoznaki mówią o miłości bliźniego. Gdy czytałam ten artykuł, pomyślałam sobie, że My, Słowianie zachowaliśmy w prapamięci sposób życia, bycia i pojmowania świata jeszcze z czasów, gdy żyli ludzie neandertalscy – łagodni i społeczni. A Goci, którzy wcześniej przeszli za Odrę i dalej, zachowali prapamięć kromaniończyków – agresywnych przybyszy z terenów Afryki. Podobno Nasz mózg pierwotny przechowuje takie informacje. Gdyby np. pierwsi za Odrę poszli Słowianie, to pewnie dzisiaj Anglosasi by byli te "ciepłe kluchy", a Słowianie pragmatyczni realiści. Jak Pan uważa? Życzę dobrego dnia.:)).

        Polubienie

        • dopisek – gdy oglądałam wczorajszy mecz Irlandia-Hiszpania, zachwycałam się Irlandczykami. I myślałam, dlaczego Oni są Prawdziwymi Patriotami, a My tylko umiemy gadać o patriotyzmie. Na koniec się popłakałam. Pozdrawiam.

          Polubienie

        • Ja zakładam, bo jakoś „dziwnym” trafem nikomu w Polsce z Instytutów Archeologii nie spieszy się do badań porównawczych DNA Piastów (ale Egiptem to się chętnie zajęli), że Mieszko i reszta rodziny, to byli Wikingowie. Zatem, przy takim założeniu, Słowianie nigdy nie podnieśli na nikogo ręki w akcie agresji. Chyba, że byli prowadzeniu szantażem, czy innym przymusem, do boju przez obcego. Pani porównanie do kromaniończyków i neandertalczyków, bardzo zasadne. Gratuluję 😉 Pierwsi zbijali się w stada agresywnych szakali, a drudzy prowadzili spokojne indywidualne rodzinne życie. To wciąż jest jeszcze hipoteza, ale łączy się kromanionczyków z obecnymi mieszkańcami Europy z haplogrupami I1 i I2, a to są właśnie Goci,czyli Germanie. Cały środek Europy z południa na północ, to właśnie oni. Albańczycy, Chorwaci, itd. Niemcy, aż po Norwegów. Z innej beczki: jak pani trafiła na ten blog?

          Polubienie

          • :))). Trafiłam do Pana przez zupełny przypadek. Szukałam czegoś w necie, trafiłam na socjologię krytyczną, z ciekawości kliknęłam i tak sobie tu przychodzę i czytam. Wiedzy nigdy za dużo. Ponadto uważam, że na lekcjach historii za mało się mówi o słowiańszczyźnie, o Naszych korzeniach. o wierzeniach, zwyczajach oraz o ogólnie pojętej kulturze. Tłumaczy się to brakiem materiałów o tym mówiących. A wg mnie wpaja się Nam poczucie, że bycie Słowianinem, jest wielkim wstydem. Że bycie Polakiem jest wielkim wstydem. Przecież skądś się wzięło powiedzenie: Polak, brzmi dumnie, ale nie u mnie. :((.

            Polubienie

            • Nigdzie nie napisałem, że nie lubię kobiet ;-)Ja nie lubię głupich ludzi, czyli zalęknionych intelektualnych leniwców. Aczkolwiek faktem jest, iż wiekszość kobiet do tej kategorii istot właśnie przynależy. Nie akceptuję też ludzi pozbawionych rycerskiego honoru, i znowu, to właśnie u kobiet jest największy odsetek istot bozbawionych tej właśnie cechy charakteru. Jednak są wyjątki, jak śp. Elżbieta Zawacka, prof. i gen., jedyna kobieta z „Cichociemnych” http://pl.wikipedia.org/wiki/El%C5%BCbieta_Zawacka Pani jest również wyjątkiem, iż interesuje się taką socjologiczną tematyką. Jest mi bardzo miło.Ja sam jestem raczej androgynikiem, więc stoję z boku i krytycznie patrzę nie tylko na kobiety, ale i na mężczyzn. Po prostu opisuję, to co widzę. Każdy ma swoje dobre i złe cechy, osobisty profil, który pasuje do tej, a nie innej roli zawodowej, czy społecznej. Tragedią cywilizacyjną jest, jeśli ludzie pełnią role niezgodne z ich osobowymi cechami. Wtedy mamy do czynienia ze złem społecznym, jak obecnie, w epoce światowych absurdów. Pozdrawiam gorąco i proszę dołączyć do moich znajomych na TwarzoKsiążce, tam dzielę się wieloma ciekawymi linkami i wiedzą o świecie, niemal każdego dnia.

              Polubienie

              • :)))). A jednak Pan nie lubi kobiet i trochę nimi pogardza i przypisuje im najgorsze cechy, zupełnie, jak klechy kościoła katolickiego. Swego czasu z ciekawości pojechałam do Piekar Śl. na pielgrzymkę kobiet i tam z ambony klecha wywrzaskiwał na kobiety podobne "przemyślenia". Dosłownie – wrzeszczał, czerwony, jak burak, ze złości. Wie Pan? wiele setek lat temu, pewien bardzo piękny i bardzo mądry mężczyzna powiedział: Kobiety są mężczyznami rodzaju żeńskiego, a Mężczyźni kobietami rodzaju męskiego. A matriarchat?, to bajka dla naiwnych nieuków wymyślona przez badaczy, tłumacząca sposób bycia ludów żyjących bez poczucia zagrożenia, ludów czujących się bezpiecznie w miejscu przez nie zamieszkiwanym. Wspólne podejmowanie decyzji, oraz omawianie spraw wspólnoty rodowej, czy każdej innej, nie było i nie jest matriarchatem. Było i jest równym traktowaniem wszystkich członków wspólnoty. Decyzję i tak podejmował ten silny – mężczyzna.:)). Tak było, jest i będzie po wsze czasy. :))))).

                Polubienie

                • Bardzo dziękuję za zaproszenie. Na razie nie mogę z niego skorzystać, ponieważ nie mam komputera i ulubione blogi odwiedzam przy pomocy komórki. Pozdrawiam serdecznie. :)))).

                  Polubienie

                • Chyba muszę się tu z panią zgodzić ;-)lub w jakiejś większej części chociaż ;-)Jednak zaznaczę również, że spotykam wiele kobiet, które same przyznają, że nie lubią innych kobiet, i wymieniają te same cechy i przyczyny, które ja podałem. A więc… ? 😉

                  Polubienie

      • Proszę mi powiedzieć, jeżeli bym chciała znaleźć z jakiej haplogrupy pochodzi moja pra..pra…..mama, to powinnam zrobić sobie badanie DNA? Jestem ciemna, jak tabaka w rogu. :)))). Odnoszę się do Pana art. z 13.02.b.r.

        Polubienie

        • Tak, proszę wejść na stronę projektu National Geographic http://www.nationalgeographic.com/genographic tam można zakupić pakiet badawczy, jednak japrawdopodobniej ma pani typową haplogrupę dla kobiet europejskich H lub rzadziej U, ale to i tak jest ta sama linia. Kobiet nie można podzielić, tak jak mężczyzn na kraje, kobiety w całej Europie są identyczne biologicznie i pochodzą od tej samej prababki z haplogrupa N. Zbadano szkielet kobiety kromanionskiej i wyszlo, ze tez miala haplogrupe N. Niestey jeszcze nie udalo sie pozyskac probki od kromanionskiego mezczyzny, by zbadac jego haplogrupe.Co do kobiet jest pewne, Azja ma inna prababke dla kobiet i Europa inna.

          Polubienie

          • :)))). Dziękuję. Wątku damsko-męskiego nie będę ciągnąć, bo nie o tym są Pana wpĂ­sy. Powiem tylko, że kobiety lubię, a mężczyzn kocham i podziwiam. Wszystkich razem – szanuję. :)))))). Pozdrawiam serdecznie. :-)).

            Polubienie

  3. „Od dawna powtarzam, że Polska nie tylko jest kobietą, ale kobietą z typowym syndromem maltretowanej żony” – pisze red. Rafał Ziemkiewicz w swoim felietonie dla Interii.

    – To syndrom dość dobrze opisany przez psychologów. On ją leje, a ona wszystkich zapewnia, że te sińce to stąd, że po prostu się potknęła na schodach, że między nią a mężem wszystko jest na wzór-konspekt, że mąż cudowny i najlepszy, i – co najważniejsze – ona w to, że mąż jest najlepszy, naprawdę wierzy… To znaczy: jest najlepszy, na jakiego ona może liczyć. Kluczem do patologicznego zachowania jest bowiem nie zastraszenie bitej żony, jak się wydaje laikom, ale jej chorobliwie zaniżona samoocena, przekonanie, że jest bezwartościowa i na nic lepszego nie zasługuje. Dlatego nie tylko pozwala sobą pomiatać, ale jeszcze sama sobie wmawia, że to mniejsze zło, bo przecież mogłaby w ogóle zostać sama, a wtedy jakby sobie ona, takie zero, poradziła? Polska jest właśnie taką kobietą, kompletnie pozbawioną poczucia swej wartości i godności. Gdyby Polacy uważali, że zasługują na normalne, cywilizowane państwo w typie zachodnim, po obecnie rządzących elitach w krótkim czasie pozostałby tylko smród – pisze p. Ziemkiewicz. – Jeśli komuś nie odpowiada porównanie feministyczne, to powtórzyć mogę kawał, który opowiadał pewien opozycjonista z Białorusi. Otóż przedstawicieli różnych narodów naukowcy zapraszali, by usiedli na krześle, na którym podłożyli gwóźdź. Amerykanin, Niemiec, inni mieszkańcy Zachodu usiadłszy na nim zrywali się głośno i robili awanturę. Ci ze środkowej Europy awantury nie robili, ale mniej lub bardziej dyskretnie gwóźdź sobie spod siedzenia usuwali. A Białorusin tylko zacisnął zęby, zamknął oczy i powtarzał w duszy: „Żeby tylko jeszcze w mordę nie dali!”. Nie czepiam się, w jakiś sposób szczególny Białorusi; kawał aktualny jest w odniesieniu do każdej społeczności postkolonialnej. A my też się do takich zaliczamy – dodaje p. Ziemkiewicz.

    Polubienie

  4. Do innych wniosków doszedł historyk, przedwojenny prof. Feliks Koneczny, znany ze swojej prekursorskiej koncepcji analizy historycznej w rozumieniu cywilizacyjnym. Jednak, ja przy całym szacunku do wartości merytorycznej i intelektualnej pracy badawczej profesora, mam swój socjologiczny dystans do jego syntezy skażonej subiektywizmem fanatycznego katolicyzmu na gruncie którego analizował procesy historyczne. Jakkolwiek, zapraszam do pouczającej mimowszystko lektury-podcastu, pt. „Polska między Wschodem a Zachodem”

    Polubienie

  5. Pingback: NLP – gada Kowalski do Smith’a, a ten jeno głową kiwa, Cz. I | Biologiczno-Historyczna Socjologia Krytyczna

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s