Biologiczne dziedzictwo vs właściwa dieta

     Jak wspomniałem w poprzednim moim artykule o biologicznym drzewie genealogicznym ważną rzeczą jest znanie swojego dziedzictwa chociażby w pryzmacie dziedziczonych chorób genetycznych, jeśli już dziedzictwo kulturowe mało kogo interesuje, czy też w kontekście osobistego profilu żywieniowego w spadku po przodkach, z czym związana jest właściwa profilaktyka zdrowotna. 

Obraz 212

Pomocne tu nam będzie też dobre zrozumienie i poważne potraktowanie dwóch znanych mi twierdzeń. Pierwsze, iż sami kopiemy sobie grób, każdego dnia, własną łyżką. Drugie, że nasz organizm składa się głównie z systemu połączonych rurek, przez które płyną różne arcyważne płyny i gazy, więc utrzymanie ich drożności, jest sprawą naszego krótszego lub dłuższego życia. W Polsce średnia przeżycia dla mężczyzny to 60 lat, w krajach rozwiniętych 80 lat.

 

Powstanie genetyczny wzorzec Polaka. Na bazie 5 tysięcy przypadków. W roku 2017 ruszył projekt badawczy. Naukowcy z Poznania otrzymali na ten cel grant w wysokości 105 mln zł. Ze wzorcowym układem materiału genetycznego mają być porównywane genomy osób chorych. Pozwoli to na dobranie indywidualnej terapii.

– Stworzymy referencyjny genom mieszkańca Polski, czyli coś, co będzie odpowiednikiem metra z Sèvres w genetyce – mówi prof. Marek Fieglerowicz, dyrektor Instytutu Chemii Bioorganicznej Polskiej Akademii Nauk.

 

Biologiczne dziedzictwo

W grupie mieszkańców Sardynii, relatywnie izolowanej biologicznie od reszty świata, ludzie od wieków zmagali się z komarami i roznoszoną przez nie zabójczą Malarią. Wszyscy genetycznie nieodporni na Malarię wymarli, ich ewentualni potomkowie wkrótce po nich. Niezawodny i bezwzględny mechanizm ewolucyjny Matki Natury zostawił przy życiu tylko genetycznych zwycięzców z Malarią. Ich potomków możemy dziś spotkać udając się na Sardynię. Przetrwali, żyją, Malaria dziś im już nie jest straszna, odziedziczyli po przodkach biologiczny mechanizm obronny. Jednak efektem ubocznym tej gry genowej przeciw komarom, jest wysoka zapadalność na raka prostaty wśród mężczyzn w tej lokalnej populacji.

 

O podobnym grupowym biologicznym dziedzictwie mogą mówić kobiety z Islandii. Rak piersi jest tam tak powszechny od wieków, iż można mówić o smutnej przypadłości całego żeńskiego narodu. Podobnie w Afryce targanej masowo dziś wirusem HIV, pojawiły się kobiety z genetyczną odpornością. Ich potomstwo przeżyje więc tę okropną epidemię AIDS.

Ludność zamieszkująca tereny Polski ma również swoje biologicznie charakterystyczne dziedzictwo. Dzisiaj zajmę się profilem żywieniowym, gdyż jest on najważniejszy w profilaktyce zdrowotnej. Pamiętajmy, że nasi słowiańscy przodkowie żyli dość długo w dorzeczach Dniestru i Wołgi, gdzie rodzaj otaczającego ich środowiska naturalnego wymusił na nich specyficzną dietę, do której ich organizmy przez te tysiące, tysiące lat dostosowały się, a my tę ich gastryczną specyfikę teraz dziedziczymy. Jak mogli żyć, co mogli jeść? Pojedźmy nad Wołgę, a zobaczymy, że to z pewnością nie była dieta znana ludziom z Bliskiego Wschodu, to nie były stada hodowlane kóz i krów, to nie były pola obsiane zbożem rozmaitem. Nasi przodkowie niemal nic nie hodowali. Tylko to, co dał las, rzeka i jezioro, to było w ich diecie. Czyli dziczyzna, dzikie warzywa, leśne zioła, owoce runa leśnego, ryby o białym mięsie.

 

Dieta

Postanowiłem zatem sprawdzić w laboratoriach medycznych w Niemczech i Australii swój organizm i odkryć własny profil żywieniowy. Będzie to może inspiracją dla moich czytelników, by zapoznać się z mało znanymi testami (choć już dostępnymi) w Polsce na reakcję ich organizmów na poszczególne substancje „odżywcze”, będące dziś w ogólnym światowym obiegu na naszych półkach sklepowych. Testami lekceważonymi jednak przez większość lekarzy, wolącymi być promotorami przemysłowej farmakologii gdy już zdrowia nie ma, zamiast naturalnej holistycznej prewencji kiedy zdrowiem się jeszcze cieszymy.   

 

Enzymy trawienne i ich brak

Nie wszyscy wiedzą, że nasz wyrostek robaczkowy, to ewolucyjna pozostałość po naszych dalekich zwierzęcych przodkach, jelito w którym trawiona była kiedyś celuloza. Dziś już nie mamy enzymów do trawienia celulozy, nie jemy już drzew 😉

Aby trawić celuloze potrzebna jest celulaza- enzym produkowany w żwaczu u przeżuwaczy. W żołądkach przeżuwaczy i innych zwierząt trawożernych obecne są mikroorganizmy wytwarzające celulazy, co pozwala im na wykorzystanie błonnika jako znaczącego źródła energii. Człowiek nie ma już też enzymu w układzie pokarmowym, który pozwoliłby hydrolizować wiązania beta-glikozydowe, a takie właśnie występują w cząsteczce celulozy. Organizmy wyspecjalizowane do trawienia pokarmu wyłącznie roślinnego mają tzw. symbionty trawiące celulozę za nie, czyli bakterie, pierwotniaki. U zająca dla przykładu siedzą sobie one właśnie w wyrostku robaczkowym.

Wyrostek robaczkowy, ten mały narząd w organizmie ludzkim jeszcze do niedawna uważany był za zbyteczny. Pewni naukowcy twierdzą jednak, że odgrywa on swoją znaczącą rolę – ochrania jelito cienkie przed bakteriami znajdującymi się w jelicie grubym. W ściankach wyrostka skupiska tkanki limfatycznej pełnią funkcję ochronną, podobną do migdałków, znajdujących się gardle.

 

I. Zrobiłem test na nietolerancję histaminy

 

Wynik: DiamineOxidase 72 – HDU/ml

 

>80 HDU/ml: Nietolerancja histaminy mało prawdopodobna

<80 – >40 HDU/ml: Nietolerancja histaminy prawdopodobna

<40 HDU/ml: Nietolerancja histaminy spodziewana

 

Powinno być więcej niż 80, ja mam 72, więc produkty spożywcze bogate w histaminę są dla mnie problemowe gastrycznie. Po spożyciu, wzdęcie i dyskomfort w jamie brzusznej. Np. taka modna dziś w restauracjach i nowoczesnych domach deska dojrzałych serów popijanych winem, to w efekcie wzdęty brzuch w moim przypadku. Troszeczkę samego wina jest jeszcze OK, trochę samych serów jest jeszcze OK, ale już połączenie wina z serami, to już dla mnie za dużo, mieszanka wręcz wybuchowa. W jednym i drugim jest histamina. Ale też w rybach o czerwonym mięsie (makrele, łososie, tuńczyki), i wszystkim co powstało na bazie fermentacji i dojrzewania, jak kapusta kiszona, bigos, produkty na drożdżach. Dalej jest, czarna i zielona herbata, kakao, itd. A lista jest tego długa w naszej współczesnej Polskiej Kuchni.

 

Każdy produkt z wysokim poziomem histaminy nie jest dla mnie (tabelę takich produktów można sobie „wyguglować” w Internecie), a jeśli podlejemy to alkoholem (swoisty wzmacniacz), mamy problemy gastryczne murowane po kilku godzinach (dwóch) od konsumpcji.

 

Histamina, to organiczny związek chemiczny, występuje naturalnie też w organizmie ludzkim, pełni funkcję mediatora procesów zapalnych, neuroprzekaźnika oraz pobudza wydzielanie kwasu żołądkowego. Dla ludzi z refluksem lub wrzodami podaż histaminy jest więc również niewskazana.

Aminy biogenne (w tym histamina) występują w wielu artykułach żywnościowych, przede wszystkim wytwarzanych i dojrzewających przy udziale procesów fermentacyjnych, także nieświeżych, lub silnie skażonych mikrobiologicznie. Prekursorami tych amin są aminokwasy uwalniane z białek na drodze hydrolizy.

Histamina występuje głównie w surowcach rybnych, a spożycie ich dużej ilości wiąże się z zatruciem pokarmowym. Zawartość histaminy w surowcach i przetworach rybnych zależy przede wszystkim od ilości wolnej histydyny w mięśniach, obecności aktywatorów i inhibitorów dekarboksylaz, a także od rodzaju i wielkości populacji bakteryjnej.

Histamina zawarta w żywności nie ulega rozkładowi w procesie obróbki termicznej. Spożyta z pokarmem jest w dużym stopniu wiązana i dezaktywowana przez enzym: diaminooksydazę w przewodzie pokarmowym, co obniża jej toksyczność.

W przypadku niewystarczającej aktywności diaminooksydazy [the enzyme di-amino-oxidase (DAO)] spowodowanej np. predyspozycjami genetycznymi, zażywaniem leków lub spożytym alkoholem – histamina może powodować efekty toksyczne.

 

Zatrucie spowodowane histaminą nosi nazwę scombrotoxism. W dużych ilościach wywołuje gwałtowne rozszerzenie naczyń krwionośnych i spadek ciśnienia krwi. W ilości od 200 do 1000 ppm powoduje: wymioty, bóle głowy, mdłości, wysoką gorączkę, wysypki skórne, nadmierne pocenie się, trudności w oddychaniu. W przypadku obecności histaminy w mięsie w ilości powyżej 1000 ppm wywołane zatrucia pokarmowe mogą zakończyć się śmiercią. Jej toksyczność zależy nie tylko od dawki, ale również od indywidualnych predyspozycji organizmu, tj. funkcjonowania mechanizmu zatrzymywania i detoksykacji oraz od obecności w pokarmie innych biologicznie czynnych amin.

 

Ref. http://www.ajcn.org/content/85/5/1185.full (w j. angielskim)

 

II. Zrobiłem biopsję jelita cienkiego, która wykazała niedobór enzymów rozkładających cukry: laktozę, sacharozę i maltozę

Ewidentnie muszę pożegnać się z Polską Kuchnią, czas zmienić dietę i wrócić do słowiańskich korzeni, czyli obniżyć konsumpcję węglowodanów, inaczej cukrów, czyli sacharydów (j.ang.: carbohydrates, saccharides). Kto wie, może mam problem z rozkładaniem innych cukrów również.

 

W produktach spożywczych zidentyfikowano ponad 100 rodzajów cukrów. D-Glukoza i D-fruktoza znajduje się głównie w miodzie, owocach i warzywach, laktoza (dimer-D glukozy i D-galaktozy) w mleku ssaków, sacharoza w burakach cukrowych i trzcinie cukrowej, a skrobia w ziarnie zbóż, w przetworach zbożowych oraz w ziemniakach. Sacharydy zaliczane są do grupy składników energetycznych i występują głównie w produktach pochodzenia roślinnego (patrz: Tabela).

 

Tabela.  Zawartość sacharydów w wybranych produktach spożywczych (Małecka M. Wybrane metody

analizy żywności, Wydawnictwo Akademii Ekonomicznej w Poznaniu, Poznań, 2003).

 

Rodzaj produktu

Łączna zawartość sacharydów [%]

Wieprzowina, wołowina

0,0

Ser gouda tłusty

0,1

Ogórek

2,9

Ser twarogowy tłusty

3,5

Pomidor

3,6

Mleko spożywcze  (2% tłuszczu)

4,9

Marchew

8,7

Pomarańcza

11,3

Brzoskwinia

11,9

Jabłko

12,1

Banan

23,5

Chleb

56,2

Ziarno pszenicy

70,5

Ziarno żyta

74,2

Kasza jęczmienna, pęczak

74,9

 

 

Ich najbogatszym źródłem są: mąka, kasze, pieczywo, suche nasiona roślin strączkowych, czyli groch i fasola oraz ziemniaki. Zawierają one 20-70% sacharydów w postaci skrobi. Najbardziej skoncentrowanym źródłem węglowodanów jest cukier. Do grupy produktów węglowodanowych zalicza się ponadto błonnik. Rozpowszechniony w przyrodzie jako materiał budulcowy i podporowy roślin jest ważnym składnikiem pożywienia, chociaż ustrój człowieka nie trawi go i nie przyswaja. Zawartość węglowodanów w pożywieniu jest konieczna do prawidłowego przetwarzania tłuszczów, lecz ich nadmiar prowadzi do otyłości. Dzienny poziom zalecanego spożycia węglowodanów dla różnych grup ludności jest właśnie dyskusyjny. W tradycyjnej, już nieaktualnej, starej szkole żywieniowej oscyluje wokół 300. gramów (300g – 600g) dla osób dorosłych. Słowianin sprzed 5 tys. lat (na diecie słowiańskiej) zjadał dziennie co najwyżej 100 gramów. Nam z XXI w. z siedzącym trybem życia powinno wystarczyć 50g.

 

Dr Sue Shepherd z Australii opracowała dietę niskiego FODMAP w 2001 roku. Udowodniła ona, poprzez jej pionierskie badania doktoranckie, że ograniczenia dietetyczne FODMAPs są skuteczne w leczeniu dla osób z objawami IBS (syndrom wrażliwego jelita). Dieta o niskim FODMAP została opublikowana w międzynarodowych czasopismach medycznych i jest teraz zaakceptowana i zalecana jako jedna z najbardziej skutecznch terapii dietetycznych IBS. Dieta niskiego FODMAP, okazuje się najlepszym „lekiem” na objawy Zespołu Jelita Drażliwego (Syndromu Wrażliwego Jelita).

 

FODMAPs znajdują się w żywności, którą jemy. FODMAPs jest akronimem (skrót) i odnosi się się do Fermentable Oligosaccharides, Disaccharides, Monosaccharides And Polyols. To jest złożona nazwa kryjąca kolekcję cząstek żywności, która może być wchłaniana tylko przez niektóre osoby, a inne mają z tym wchłanianiem mniejsze lub większe problemy. To jest sytuacja kiedy cząstki te są słabo wchłaniane w jelicie cienkim przewodu pokarmowego, więc trafiają do jelita grubego, gdzie stają się źródłem pożywienia dla bakterii, które tam normalnie stale przebywają (to naturalna i normalna fizjologia ludzkiego organizmu). Bakterie te trawiąc FODMAP w jelicie grubym, zamiast enzymy w jelicie cienkim, tworzą niezdrowy ferment, co może być przyczyną symptomów z zespołu jelita drażliwego (IBS). Objawia się to najczęściej rozdymaniem i pęcznieniem brzucha, nadmiarem wiatrów (gazy jelitowe), czyli ogólnym dyskomfortem do przeżycia, ale u niektórych również ostrzej: bólem brzucha, nudnościami, zmianami nawyków jelita (biegunka, zaparcia lub kombinację obu) i innymi objawami żołądkowo-jelitowymi. Dzieje się tak, gdy nie znamy swojej właściwej diety i jemy produkty powszechnie dostępne, ale niezgodne z naszym indywidualnym „prehistorycznym” menu.

Wydawałoby się, że to nie jest nowa wiedza, iż w jelicie grubym dochodzi do fermentacji. Jednak nowością są w ostatnich 15 latach wyniki pracy zespołu z Melbern (Australia) pod kierownictwem prof. Piotra Gibsona – gastrologa z Monash University. Gibson dokonał przeglądu wielu jelit i ich zawartości, dowiedział się czego ludzie z IBS nie trawią i dlaczego, i na tej podstawie stworzył właściwą dietę, która okazała się wielkim sukcesem w leczeniu jego pacjentów. 

 

Stwierdzono z biologicznego oglądu tych jelit, m.in. nietolerancję (u niektórych) na rafinozę, która jest obecna w roślinach strączkowych, groch, fasola, soczewica, kapusta, brukselka, brokuły, szparagi, całe ziarna lub na sorbitol obecny w morelach, czereśniach, śliwkach, brzoskwiniach, nektarynach, jabłkach i gruszkach

 

Jeszcze raz, jakie to są  składniki spożywcze FODMAPs?

 

Fermentujące:

Oligosacharydy (Oligosaccharides np. Fructans i Galactans);

Disacharydy (Disaccharides np. Laktoza);

Monosacharydy (Monosaccharides, cukry proste, np. nadmiarowe fruktozy)

i  [And]

Polihydroksylowe alkohole (Polyols, alkohole wielowodorotlenowe, np. sorbit, mannit, ksylitol i izomalt).

 

Gdzie znajdują się FODMAPs?

Poniżej wymieniono kilka przykładów źródeł żywności dla każdego z FODMAPs. Lista nie jest kompletna. Nowe dane uzyskano poprzez Monash University na Wydziale Gastroenterologii dotyczące zawartości FODMAP w żywności.

Poniżej znajduje się częściowa lista zawierające aktualne informacje. Dietetycy od pani dr Shepherd umożliwiają na bieżąco poznanie wykazu (pełnej listy) żywności, ale podczas konsultacji. Można dostać też pocztą zestaw do samodzielnego wykonania testu wydechowego, np. tutaj.

 

A zatem,

Nadmiar fruktozy: miód, jabłka, mango, gruszki, arbuzy, syrop kukurydziany, itd.

Fruktany: karczochy, szparagi, burak ćwikłowy, cykoria, liście mniszka lekarskiego, czosnek (w dużych ilości), por, cebula (brązowa, biała, hiszpańska, cebula w proszku), Raddicio sałata, szczypior (biała część), pszenica (w dużych ilościach), żyto (w dużych ilościach), itd.

Laktozy: mleko, desery mleczne, mleko zagęszczone i odparowywane, mleko w proszku, jogurt, margaryna, śmietany, serki topione, miękkie sery niedojrzałe (np. ricotta, wiejski, marscarpone).

Galacto oligosacharydy (GOS): fasola roślin strączkowych (np. pieczona fasola, fasola Jaś, fasola bortolotti), soczewica, ciecierzyca, itd.

Alkohole wielowodorotlenowe: jabłka, morele, awokado, wiśnie i czereśnie, liczi, nektaryny, gruszki, śliwki, suszone śliwki, grzyby, dodatki w przemysłowej produkcji spożywczej: sorbitol (420), mannit (421), ksylitol (967), maltitol (965) i Izomalt (953).

 

Źródło:

http://shepherdworks.com.au/disease-information/low-fodmap-diet

www.FoodIntoleranceManagementPlan.com.au (Prof. Peter Gibson)

 

Jednakże wszyscy, każdy z nas (pan i pani), powinniśmy wyrzucić na margines naszej diety (ograniczyć spożywanie) takie produkty jak: czarną herbatę, drożdże, cukier z trzciny i miodu, orzeszki ziemne, wieprzowinę, żywność z półek sklepowych z konserwantami spożywczymi jak: kwas benzoesowy (E210), kwas sorbinowy (E200); z naturalnymi zagęszczaczami jak: Agar (E406), Karagen (E407), Tragakanta (E413), naturalnymi barwnikami spożywczymi jak Kurkumina (E100). Oczywiście syntetycznych, sztucznych, rafinowanych dodatków nie powinniśmy spożywać w ogóle.

 

Podsumowanie problemów z enzymami

W sklepach ze zdrową żywnością bardzo łatwo jest dostać, przynajmniej w Australii, specjalnie przygotowane kapsułki z kolekcją wszelkich enzymów. Łyka się taką „tabletkę” przed posiłkiem i jest po problemie. Jednak, że wszelkie syntetyki nie są zdrowe na dłuższą metę, to jedyną dobrą terapią jest spożywać mało lub wcale te produkty, które nasz organizm nie może strawić, gdyż nie ma enzymów do trawienia lub ma ich zbyt małą ilość. W całodobową podróż samolotem, dla przykładu, by jeść wszystko co podaje stewardesa do jedzenia, dobry lekarz poleciłby łyknąć kapsułkę z enzymami przed posiłkami (są do zdobycia też roślinne preparaty). Zły lekarz poleci jakieś farmakologiczne trucizny, które są nam jakowoż zbędne. Jednak zachodnia medycyna utrzymuje, że każde ewentualne enzymy podane doustnie są marnowane, bo „pożerane” przez kwas żołądkowy i nic poza formą aminokwasów z nich nie zostaje.

Najczęściej jednak zdaje się, ludzie skarżący się na problemy z trawieniem, mają je z pepsyną. To enzym, który w kwasie żołądkowym (w żołądku) rozbija białka (np. smażony stek wołowy, barani) na mniejsze molekuły. Często ludzie ze zdiagnozowanym przez lekarza refluksem myślą, wprowadzeni właśnie w błąd przez lekarza-nieuka, że mają za dużo kwasu w żołądku więc muszą brać tabletki na obniżanie tego kwasu. Gdzie faktycznie jest odwrotnie, gdyż kwasu mają za mało i  PEPSYNA nie rozkłada białek poprawnie w mało kwaśnym środowisku, co prowadzi do tworzenia się fermentujących gazów z nie trawionego poprawnie pożywienia.  To często jest przyczyną chronicznego podrażnienia gardła przez takie fermentacyjne wyziewy, skutkujące nie tylko mało przyjemnym zapachem z ust, ale i możliwym rakiem krtani (gardła) w przyszłości.  Typowym też, choć niezauważanym, o zgrozo, przez dentystów-nieuków ( a tych jest większość), objawem są tzw. kwaśne zęby. Samemu można to zbadać papierkiem lakmusowym (paskiem ph) do kupienia w lepszych aptekach. Ssiemy taki papierek w ustach rano po przebudzeniu, przed jakimkolwiek posiłkiem i przed poranną toaletą, chodzi o obślinienie go parę sekund, i jeśli wynik wyjdzie ph mniej niż 7, to mamy problem z kwaśnym środowiskiem w ustach, które zjada (dosłownie) nasze zęby. Czyli kwaśna ślina, często podczas snu (8 godzin) rozpuszcza nam szkliwo na zębach. A jak do tego jeszcze dołożymy praktykę (w dobrej wierze przecież) szorowanie takich rozpuszczanych kwasem z żołądka zębów twardą szczoteczką do zębów z pastą, która jest/była ścierna, to zamiast pomagać sobie podczas tzw. mycia zębów, to sobie je sami niszczymy zeszlifowując szkliwo z zębów, odkrywając miazgę zęba po latach takich praktyk (często kiedy osiągniemy wiek lat 40.), co czyni efekt tzw. zębów wrażliwych, czułych na zmianę temperatury, na dotyk jedzenia, kwaśne-słodkie, itd. A dalej, posuwając się w wieku, stracimy własne zęby kompletnie w wieku 60 lat, i jeśli przyjdzie nam żyć do lat 80 (co jest obecną medianą w krajach OECD), ostatnie 20 lat naszego życia będziemy się męczyć z dzienną obsługą sztucznej szczęki.

Ten sam problem „kwaśnych zębów” dotyczy dziś młodych dziewczyn orthorektyczek i anorektyczek, które zapatrzone w zdjęcia chudych sylwetek kobiecych promowanych w sieci na Instagramie, itp. jako rzekomo idealne, wywołują sobie (wkładając palec do krtani) wymioty po każdym posiłku jaki zwykle muszą zjeść z rodzicami. Taki częsty kontakt ich zębów z treścią wymiocin, które są głównie kwasem żołądkowym, rozpuszcza szkliwo (enamel) zębów. I efekt jest już opisany wyżej.

 

III. ImuPro 300 – test nietolerancji żywnościowej na bazie 270. produktów

 

Test ImuPro 300 służy do diagnostyki in vitro (badań w kierunku alergii pokarmowej typu III); oparty jest na metodzie ELISA i pozwala wykryć swoiste przeciwciała IgG przeciw poszczególnym antygenom pokarmowym w ludzkiej surowicy. Nie ma pożywienia dobrego dla wszystkich. Ten sam produkt spożywczy, jednego człowieka wzmacnia, drugiego podtruwa, a jeszcze innego potrafi zabić. To jest efekt naszej globalnej biologicznej różnorodności i trzeba sobie z tego zdawać sprawę.

 food intolerance vs food alergy

Pomiar w niemieckim laboratorium, gdzie wykonałem test był w zasięgu koncentracji IgG 2.5 – 200.00 µg/ml. IgG, to Immunoglobuliny G, są prawdopodobnie najistotniejszymi przeciwciałami biorącymi udział w odpowiedzi wtórnej, czyli odpowiedzi immunologicznej. Taka reakcja odpornościowa lub immunologiczna, to całokształt zmian, jakie zachodzą w organizmie pod wpływem kontaktu z antygenem, zwanym też patogenem. IgG jako jedyne immunoglobuliny przechodzą przez kobiece łożysko.

 

Otrzymałem kolejne wyniki znacznie wymuszające dalszą korektę mojej diety. Wymienione poniżej produkty muszę usunąć ze swojego jadłospisu:

 

Poziom 1. koncentracji IgG (7.5 – 12.4 µg/ml)

Migdały, siemię lniane, ciecierzyca, kozie sery i mleko, kawa, gęsie jaja, zboża z glutenem: jęczmień, pszenica (włączając orkisz [tłum.: kanut, spelt, wheat]), żyto. To stan ostrzegający przed możliwym rozwojem choroby o nazwie Celiakia , co dalej może rozwinąć się w nowotwór jelita.

 

Poziom 2. koncentracji IgG (12.5 – 19.9 µg/ml)

Owies, owcze sery i mleko, czosnek (oraz wdychane pyłki aromatycznych roślin z rodziny astrowatych, np. Bylice), żółtko jaja kurzego.

 

Zalecenie: powstrzymać się ze spożywaniem powyższych produktów przez min. 3 m-ce

 

Poziom 3. koncentracji IgG (20.0 – 49.9 µg/ml)

Kurze jaja (wraz z białkiem), krowie mleko (surowe, gotowane, kwaśne), wszelkie krowie sery (białe, żółte, topione, homogenizowane, pleśniowe, feta), kefir, maślanka i wszelkie przetwory z domieszką krowiego mleka.

 

Zalecenie: powstrzymać się ze spożywaniem powyższych produktów przez min. 7 m-cy. Wprowadzić dietę rotacyjną produktów zgodnych z profilem osobowym.

 

Poziom 4. koncentracji IgG od 50 µg/ml wzwyż nie wystąpił u mnie w tym badaniu.

 

Ref. Zespół nieszczelnego jelita

 

Bardzo często też wśród potomków ludności słowiańskiej występują deficyty witaminy D i B6, miedzi i cynku. Nie pozostaje więc nic innego każdemu z nas jak zbadać w laboratoriach, czy i my mamy te typowe słowiańskie dolegliwości, które zaniedbane prowadzić mogą do wielu niepotrzebnych nam zdrowotnych powikłań i chorób. Jak wykazałem powyżej Kuchnia Polska jest dla mnie absolutnie trująca i zabójcza, mój profil dietetyczny jest zgodny z dietą moich słowiańskich przodków z nadwołżańskich ziem. Najwyższy już czas jest zatem wrócić do naszej rodzimej paleolitycznej diety słowiańskiej.

 


 

Analityk labolatoryjny – mgr Patryk Idzik

 

Cukier, pierwszy wróg naszych czasów. Pierwsze co zrób, to wyrzuć cały cukier ze swoich żywieniowych nawyków, ze swojej dietetycznej rutyny. Jak w prezentacji poniżej:

27 uwag do wpisu “Biologiczne dziedzictwo vs właściwa dieta

  1. Brzytwa OckhamaPanie Macieju Zmierza Pan w dobrym kierunku, lecz błądzi z powodu braku odpowiednich danych. Jeżeli interesuje Pana wpływ diety na cywilizacyjny rozwoj człowieka, to polecam Panu lekturę prac Dr Jana Kwaśniewskiego, szczególnie „Dietę Optymalną”. Nie chce w tym komentarzu prowadzić dogłębnej analizy tez autora, wskaże jedynie iż Dr Kwaśniewski logicznie argumentuje, iż dla człowieka jako „naddrapieżnika” jedynym właściwym źródłem energii są wysoko nasycone wodorem kwasy tłuszczowe, występujące głównie w produktach pochodzenia zwieżęcego. Autor zaleca tu głównie sery, śmietanę oraz twarde tłuszcze zwierzęce tj. smalec czy masło. Zawarte w nich białko jest również najbardziej wartościowym składnikiem budulcowym dla człowieka. Takie porzywienie zapewnia najlepsze funkcjonowanie ludzkiego umysłu, za czym idzie zdrowy rozsądek pragmatyzm oraz „instynkt państwowy”.Pan Kwaśniewski posługując się metodą indukcyjną udowadnia, że narody stosujące dietę bogata w zwierzece tłuszcze i białka zawsze znajdują się na wyższym szczeblu rozwoju od „zjadaczy ziemniaków” do których my słowianie niestety sie zaliczamy. Polecam lekturę

    Polubienie

    • Tak, znam już od jakiś 7 lat prace pana Kwaśniewskiego i założenia jego diety. Zgadzam się oczywiście z wnioskami, które pan podał w komentarzu. Sikhowie z Pundżabu mi nawet opowiadali historię z ich kraju, kiedy oni jako typowi roślinożercy wg nakazów ich religii zmienili lekko podejście do diety po pierwszej zbrojnej inwazji muzułmanów na ich kraj. Autorytety religijne w obliczu napaści wroga zgodzili się i zalecali nawet, by jeden syn z rodziny był na diecie mięsnej z przeznaczeniem do służby wojskowej, by bronić ginący naród.Jednakże powyższe w niczym nie przeczy moim wnioskom, że naszą (dla potomków Słowian) naturalną dietą jest surowizna. To znaczy tak mięsna jak i roślinna surowizna (tzw. dieta witariańska). Kartofle akurat są niesłowiańskie, to przyszło do nas z Zachodu. Innymi słowy, dieta słowiańska zawiera wszystko to, co jedli nasi przodkowie kiedy jeszcze byli nad Wołgą. A byli tam przez 50 tys. lat. Jednym tysiącem lat nad Wisłą i jedzeniem obcego pożywienia, jak kartofle, mleko, sery, jajka, chleb nie jesteśmy fizycznie wstanie zmienić naszej biologii w tak krótkim czasie. Stąd ludzie w Polsce tak chorują i umierają szybko, gdyż są na nieswojej diecie. Wszystkie produkty hodowlane, tzw. żywieniowe produkty cywilizacji, czyli te jaja, chleb i mleko są nam biologicznie obce. Zaczęliśmy je dopiero jeść po zbrodniczym utworzeniu państwowości polskiej przez germańskich Piastów i napływie produktów rzymskiej cywilizacji wraz z niemieckim chrześcijaństwem i niemieckimi biskupami i misjonarzami, jak tzw. „św. Wojciech”, czyli niemiecki biskup Adalbert .

      Polubienie

      • Tytułem uzupełnienia powiem tylko, że ja stosuje żywienie optymalne od 4 lat. Nie mogę opisać jego efektów słowami, to poprostu inna jakość życia. To wszystko, co mialo miejsce przed tym momentem z dzisiejszego punktu widzenia traktuję jako namiastkę życia, to było coś mniej niż życie jakiś jego surogat.Zdaję sobie sprawę z faktu, iż model Pana odżywiania musi być co najmniej zbliżony do wzorca optymalnegio, tego który właśnie proponuje Dr Kwaśniewski, w innym przypadku nie był by Pan w stanie dojść do właściwych wniosków, które zaowocawały powstaniem tego blogu. Co do diety naszego narodu, to oczywiście ma Pan rację, wskazując na występującą w niej przewagę produktów nieprzetworzonych. Jednak wziąwszy pod uwagę wybitnie nizinny charakter terytorium naszego kraju, powiedziałbym, że wymusza on dominację żywności powstałej z przemiału zboża czyli chleba i różnego rodzaju placków wypiekanych z mąki. To wlaśnie tego typu „frykasy” uczyniły z nas niewolników, których od zarania naszych dziejów wszyscy bezkarnie łupią, gwałcą i żywcem obdzierają ze skóry, ponieważ takie pożywienie wymusza określoną pracę układów nerwowego oraz hormonalnego. Dlatego z entuzjazmem przyjąłbym ostateczne rozstanie naszego społeczeństwa z surowymi produktami roślinnymi. Bardzo dobre efekty spowodowałoby postulowane przez Pana zastąpienie ich nawet surowymi pokarmami zwierzęcymi. Jednak skutek optymalny zapewni wcześniejsza obróbka termiczna tych produktów. Co do innych tez Pana odpowiedzi wypowiem się w następnym komentarzu.

        Polubienie

        • Dieta Słowiańska tylko częściowo jest zbieżna z dietą Kwaśniewskiego. Kwalifikowaną opinię o diecie Kwaśniewskiego polecam tutaj https://www.youtube.com/watch?v=-LyZVS3yxgU
          W Diecie Słowiańskiej chodzi o to, by jeść mniej, a ruszać się więcej. Jeść mniej (lepiej wcale) produktów z cywilizacyjnego, czyli ludzkiego przetwarzania. Pisząc uprzednio „surowizna mięsna” nie miałem na myśli spożywania surowego mięsa, tylko dziczyznę. Czyli mięso nie pochodzące z przemysłowych przetwórni, ale prosto z lasu. Oczywiście takie mięso pieczemy, czy gotujemy przed spożyciem. Paleontolodzy są zdania, że przejście od głupiego hominida, który nawet sobie szałasu nie potrafił zbudować do mądrego homo sapiens zawdzięczamy tylko temu, że pewien hominid – homo erectus (2 mln. lat temu)zaczął wreszcie sobie mięso podpiekać nad ogniem, to spowodowało rozwój mózgu w kolejnych pokoleniach i w konsekwencji do wyewoluowania się ze świata zwierząt prymitywnych, stworzenia znanego pod nazwą człowiek myślący.W Diecie Słowiańskiej jemy mięso zwierząt dziko żyjących, z lasu. Jemy owoce dziko rosnące, z lasu. Nie jemy zbóż, bo w lasach zboża nie rosną. Nie jemy ryb z oceanów, tylko z rzek i jezior. Nie jemy nabiału, bo tego nie ma w lasach i rzekach. Jemy grzyby i orzechy. Jemy surowe warzywa i zioła (jedynie toksyczne leptyny z grochu, fasol, ziemniaków musimy wygotować). Białe mięso ptaków powinniśmy jeść częściej niż czerwone mięso ssaków. Ale przy obecnym siedzącym trybie cywilizowanego życia w XXI w., surówek warzywnych powinniśmy jeść więcej, a mięsa mniej, czerwonego mięsa najmniej. Ryb o białym mięsie jeść dwa razy w tygodniu jest dobrą rutyną. W Australii w supermarketach można łatwo znaleźć na półkach jajka przepiórek, czy mięso kangurów z buszu.

          Polubienie

          • Jeśli chodzi o spożywanie tłuszczów, z czego tak słynie dieta Kwaśniewskiego, to moim zdaniem ich ilość powinna być dopasowana do klimatu w jakim się mieszka. Im zimniejszy klimat przez cały rok, to więcej tłuszczu należy spożyć. Ale to wciąż nie taki tłuszcz jaki proponuje Kwaśniewski. z kardiologicznego punktu widzenia najcenniejsza jest w diecie Lapończyków, u których warzywa i owoce nie rosną, wyjątkowo duża ilość kwasów tłuszczowych omega-3 (DHA + EPA), które mają udokumentowane własności antyzapalne i antyarytmiczne, obniżają poziom trójglicerydów etc. Kłopot w tym, że choć dieta Kwaśniewskiego jest wysokotłuszczowa, to w żadnym razie nie gwarantuje znaczącej ilości omega-3: boczek, wieprzowina, pasztety, podroby, tłusta śmietana czy masło nie mają tu wiele do zaoferowania (oględnie mówiąc). Pod tym wzgledem *dieta śródziemnomorska* jest znacznie lepsza, bo zawiera więcej omega-3 (DHA + EPA z ryb oraz ALA z produktów roślinnych) – zawiera również znacznie więcej likopenu, flawonoidów, antocyjanów i innych związków o istotnych walorach zdrowotnych.

            Elaborując trochę dłużej przykład eskimosów, to przypominam sobie, iż dr Kinga Wiśniewska-Roszkowska, trzydzieści lat temu w książce ,,Rewitalizacja i długowieczność”, omówiła kilka diet, tj. dieta mięsna czyli Eskimosi, jedli tłusto i rzeczywiście byli zdrowi, ale gdzieś do wieku 40. lat, potem zaczynały się choroby. Tłumaczono to wtedy tym, że tzw. ,,trudne warunki życia”. Wiśniewska pokazała też, że Jakuci głęboko na Sybirze, mieli niemal takie same warunki, jedli podobnie, ale czasami nie było tego mięsa, więc jedli korzonki roślin-traw, jagódki, itp., ale też pościli, niedojadali, czego nie było u Eskimosów. Długość życia wtedy Jakutów sięgała do 100 lat, a większość tych ludzi za czasów ZSRR paliła papierosy, i w ich jutach (namiotach) nie było często nawet czym oddychać. Tak było nakopcone, jak poczas przerw w szkolnych pokojach nauczycielskich za PRL’u. 😉

            Polubienie

          • http://www.gamefarm.com.au/To jest link do firmy handlującej dziczyzną. Można się u nich bezpośrednio zaopatrzyć w mięso i jaja dzikich zwierząt. To firma z Australii. Dla mieszkańców Polski trzeba poszukać podobnego dostawcę w Polsce.Trującemu pożywieniu z hodowli przemysłowych mówimy STOP!!!

            Polubienie

            • Jeżeli przez „surowiznę” rozumie Pan mięso dzikich zwieżąt żyjących w stanie wolnym, to taki pomysł należy przyjąć z aprobatą. Z pewnością mięso pojmanego w lesie dzika który był żywiony naturalnie będzie dla człowieka zdrowsze od pokarmów pozyskanych z przemysłowo hodowanej świni. Zdeniem niektórych choroby takie jak BSE są rezultatem kanibalizmu zwierząt karmionych mączką mięsno – kostną.

              Polubienie

  2. Patrik Baboumian od wielu lat ćwiczy sporty siłowe. W pewnym momencie podejmuje decyzje jego życia. Równocześnie zostaje profesjonalnym strongmanem i wegetarianinem. Wtedy jeszcze nie wie, jak ta druga decyzja wpłynie na jego przyszłą karierę. Efekty były zaskakujące, po zrezygnowaniu z mięsa, jego osiągi znacznie wzrosły. Niedawno, po 6-ciu latach iod podjęcia tych dwóch odważnych decyzji Patrik został mistrzem Niemiec w zawodach strongmanów.http://www.youtube.com/watch?v=3b708fPQKec

    Polubienie

    • NIEDOKWASOTA, jest szczególną barierą przy próbach trawienia czerwonego mięsa (białka). Bez podania dodatkowo suplementu kwasu żołądkowego (HCL-chlorowodór) z pepsyną w trakcie posiłku nie obejdzie się.

      Polubienie

  3. The Paleo DietThis fascinating book discusses the type of diet humans evolved on during the paleolithic era. The paleolithic era spanned for roughly 2.5 million years of human evolution. During the paleolithic time period humans ate a diet dramatically different to that eaten today. Humans ate a hunter-gatherer style diet consisting of lean meats, fish, fruits, vegetables and occasional nuts, eggs and honey. There was no dairy products, grains, legumes, processed foods, etc. The onset of the agricultural revolution ended our hunter-gatherer lifestyle just 5000-10000 years ago. For most of our ancestors this was fewer than 300 generations ago. If you happen to be of Eskimo, Aboriginal or American Indian ancestry, this lifestyle ended only several generations ago. DNA evidence has documented that humans have changed genetically less than 0.02% in the past 40’000 years. In other words we are virtually genetically identical to out hunter-gather ancestors. What could make more sense that the healthiest diet for humans to consume is the diet humans evolved on? I personally follow this style of diet and haven’t felt better in years!Źródło: http://www.nutritional-healing.com.au/content/articles.php

    Polubienie

  4. Ostatnio dowiedziałam się ciekawej rzeczy w sprawie smrodku. W pewnej klinice chorób układu trawiennego za granicą, mój rozmówca skarżył się lekarzowi na niemiły zapach z ust, ale sprawdził już z innymi lekarzami, że nie był to refluks, ani hellicobakter pylori, ani żaden wrzód, ani migdałki, ani zatoki (bo miał już zabieg udrażniania i korekcji przegrody nosowej), ani zęby (bo wszystkie wyleczone), ani zapalenie dziąseł (bo periodonta je sprawdzał), a jednak wciąż od czasu do czasu z ust śmierdzi pomimo zdrowej diety.

    Wtedy gastrolog bez chwili wahania wręczył mu 200 kapsułek Bizmutu (koszt: 200$) (to taki naturalny minerał) do łykania przez 2 miesiące (2 kapsułki rano i jedna wieczorem) do tego w drugim miesiącu dołączył picie roztworu wody z rozpuszczoną w niej jedną saszetką wysokoskoncentrowanych probiotyków VSL#3 http://www.vsl3.com.au/ , a w trzecim miesiącu już same tylko probiotyki bez soli bizmutowej. Gdyż jak powiedział lekarz, tylko złe bakterie brzydko pachną. Bizmut zabija takie bakterie w jelitach i trakcie pokarmowym. Wiecie co, to wreszcie POMOGŁO !!!

    A teraz więcej faktów, które ja ustaliłam o SIBO i leczeniu Bizmutem.
    To nie jest lek, który produkują korporacje farmaceutyczne. To jest dar przyrody, minerał. Każdy z was zainteresowany terapią bizmutem i probiotykami, bo to musi iść w parze, nie osobno, by terapia miała sens, musi porozmawiać ze swoim lokalnym aptekarzem, najlepiej starej daty aptekarzem, który sporządzi taki lek na zamówienie. To jest po prostu sproszkowany minerał porcjowany w kapsułki. Tego nie da się kupić, aptekarz musi taki lek zrobić. Pełna nazwa leku po angielsku to BISMUTH SUBSALICYLATE, proszek wsypany do kapsułek 300 miligramowych.
    Ta terapia jest związana z problemem SIBO, czyli przerostem złych bakterii w jelitach, to jest poważna sprawa, ale bagatelizowana w Polsce, nauka amerykańska zajęła się już tematem, można poczytać o tym, ale oczywiście trzeba znać angielski, na przykład tutaj http://www.siboinfo.com

    wygooglujcie sobie, jest wiele stron po angielsku na ten temat. Niestety po wyleczeniu są nawroty, jeśli nie stosuje się zdrowej diety na co dzień. Polska kuchnia nie jest zdrową kuchnią, w supermarketach sprzedają zachodnie trucizny. Każdy więc musi przeprowadzić rewolucję w swoim żywieniu jeśli chce widzieć pozytywny efekt. Możecie sobie zamówić test do domu, przyślą pocztą z Australii. Jednak musicie mieć kogoś w pobliżu, kto przetłumaczy wam instrukcję obsługi testu. Test pod linkiem http://breathtest.com.au/takingthetest/mail/ jest na sprawdzenie przerostu złych bakterii w jelitach oraz na brak enzymów trawiennych na pewne cukry, które są paliwem dla tych bakterii, bez wiedzy o tym, nie można skroić dla siebie właściwej diety. Przecież trzeba wiedzieć, co nasz organizm powinien jeść, a co nie, by nie było nie tylko smrodliwych efektów, ale i poważnych zdrowotnych konsekwencji na starość. Cena od $245-$542 + koszty przesyłki.

    Może ktoś znalazł już coś takiego w Polsce lub w Niemczech, byłoby taniej, więc niech się podzieli wiedzą. Ja jednak znalazłam coś takiego w USA i Au tylko, bo jestem tylko angielskojęzyczna.
    Aha, jak będzie problem ze zdobyciem Bizmutu w PL, to jest jeden antybiotyk, który radzi sobie w 84% przypadków z tym problemem bakterii w jelitach, jest to Rifaximin (Xifaxan – nazwa handlowa), albo Neomycin. Lepszych ponoć nie ma na świecie, ale to już lekarz musi zdecydować, bo każdy lek, jak i antybiotyk, ma swoje skutki uboczne. Minerał-Bizmut jest najlepszy, bo naturalny. Ale i tak, trzeba wiedzieć jaką dietę sobie zaaplikować później na życie, by złe bakterie znowu nie wróciły do naszego jelita z powodu złej diety.

    Chroniczny stres jakiego większość z nas dziś doświadcza, powoduje problemy w wydzielaniu kwasu żołądkowego (HCL). Jedni są bardziej inni mniej odporni na stres i są różne reakcje psychosomatyczne. Ci bardziej wrażliwi mają mniej kwasu, czy zaburzone wydzielanie kwasu i to też ułatwia złym bakteriom rozrastanie się ponad normę. A to powoduje również refluks w niektórych przypadkach, bo zaburza pracę zwieraczy.

    Polubienie

  5. Z biegiem czasu do polskiego jadłospisu zaczęły dołączać nowe składniki a przede wszystkim nowe przyprawy wzbogacające proces przygotowywania potraw wymuszając tworzenie nowych kompozycji i walorów smakowych. Wielką rewolucję uczyniła przybyła wraz z tatarami w XIII wieku kasza gryczana nazywana także tatarską. Dietę naszą wzbogaciły warzywa sprowadzone przez królową Bonę skąd przyjęła się ich nazwa – włoszczyzna. Lecz całkowitym królem przede wszystkim polskiej kuchni został sprowadzony na dwór Jana III Sobieskiego ziemniak przywieziony z Peru przez hiszpańskich żeglarzy. Tylko w XVIII wieku zaczęto wprowadzać na dwory Europy potrawy kuchni francuskiej. Była to reakcja na panującą wtedy modę na „francuszczyznę” we wszystkich obszarach życia ówczesnych sfer i niestety nie ominęło ona nawet kuchni.

    Polubienie

  6. Co kraj, to obyczaj. A co obyczaj, to inny sposób na zdrowie i długowieczność. Mieszkańcy różnych zakątków na całym świecie mają swoje metody, dzięki którym czują się i wyglądają dobrze. Warto zacząć z nich korzystać.

    Meksyk: nie najadaj się na noc
    Kuchnia meksykańska znana jest na całym świecie; to mieszanka wielu smaków i kolorów. Dominują w niej ostre przyprawy i aromatyczne zioła. Jeśli jednak chodzi o odżywianie, Meksykanie mają żelazną (i zdrową) zasadę – nigdy nie najadają się przed snem. Tradycyjny meksykański obiad, czyli największy posiłek w ciągu dnia, serwuje się między godziną drugą a czwartą po południu. Pamiętajmy, że najadanie się na noc rujnuje przemianę materii. Organizm, zamiast odpocząć, musi ciężko pracować, aby spalić dodatkowe kalorie. W efekcie od późnych i obfitych kolacji tyjemy, organizm się osłabia, a my stajemy się bardziej podatni na choroby. Rozwiązanie? Jedz nieduże porcje co trzy godziny, ostatni posiłek spożywając nie później niż dwie-trzy godziny przed spoczynkiem.

    Indie: stosuj ostre przyprawy (jednak nie rób tego jeśli już cierpisz na refluks)
    Ten kraj słynie z aromatycznych i ostrych przypraw. Imbir, gałka muszkatołowa, kurkuma, kolendra, cynamon, szafran czy kardamon to tylko niektóre z tych najpopularniejszych. Poza tym Indie są największym producentem chili na świecie. Co to ma wspólnego z zachowaniem zdrowia? Chodzi o kapsaicynę, czyli organiczny związek chemiczny, odpowiedzialny za piekący smak papryczki chili. Pochodne kapsaicyny „siedzą” również w wielu innych ostrych przyprawach. Badania dowodzą, że związek ten podkręca metabolizm i hamuje przyrost tkanki tłuszczowej. Kapsaicyna to również naturalny lek przeciwko nowotworom – potwierdzili to naukowcy z Uniwersytetu Nottingham. Z kolei kurkuma – zwana „złotą przyprawą” Dalekiego Wschodu – zabija komórki rakowe, leczy reumatyzm czy Alzheimera, korzystnie wpływa także na wygląd. W medycynie hinduskiej kurkumę od pokoleń stosuje się jako środek przyśpieszający gojenie ran i łagodzący dolegliwości żołądkowe.

    Chiny: medytuj
    Liczne badania potwierdziły związek pomiędzy regularną medytacją a obniżeniem ryzyka wystąpienia ataku serca czy zawału. Specjaliści są również zgodni co do tego, że poprzez medytowanie organizm się wycisza, uodparnia na stres i zwalcza objawy złości oraz depresji. Amerykańscy naukowcy – Yi-Yuan Tang i Michael Posner – dowiedli, że jedenaście godzin medytacji miesięcznie pozytywnie wpływa na funkcjonowanie mózgu, nawet u osób, które dopiero uczą się medytować. W ten sposób korzystnie wpływamy na samokontrolę, nastrój i redukujemy poziom stresu w organizmie. Najlepsze efekty da „zintegrowana gimnastyka ciała i ducha”, czyli IBMT, której założeniem jest osiągnięcie harmonii z naturą, a jej podstawa to prawidłowe oddychanie.

    Islandia: jedz więcej ryb
    Mieszkańcy tego państwa wprost przepadają za rybami, a najchętniej spożywają pstrągi, śledzie oraz dorsze. Niestety, Polacy dziesięciokrotnie częściej niż po ryby sięgają po mięso. Rocznie do przeciętnego polskiego żołądka trafia 13 kilogramów ryb, podczas gdy średnia w Unii Europejskiej to aż 22 kilogramy. A szkoda, bo spożywanie ryb jest bardzo zdrowe. Obecne w nich (i niezbędne dla organizmu) nienasycone kwasy tłuszczowe omega-3 m.in. zapobiegają powstawaniu zakrzepów, obniżają ciśnienie, regulują poziom cholesterolu, zmniejszają ryzyko wystąpienia chorób serca. Jedzenie ryb spowalnia również procesy starzenia, koi nerwy i wzmacnia serce. Udowodniono, że osoby, które spożywają dużo ryb i owoców morza, rzadziej zapadają na choroby krążenia, miażdżycę czy nowotwory. A poza tym czują się i wyglądają lepiej.

    Brazylia: pielęgnuj przyjaźnie
    Z raportu opublikowanego w magazynie poświęconym zdrowiu „PLOS Medicine” wynika, że posiadanie bliskich przyjaciół wydłuża życie tak samo jak… rzucenie palenia. To właśnie dlatego Brazylijczycy – znani na całym świecie z towarzyskiego stylu bycia – mogą pochwalić się dobrym zdrowiem i samopoczuciem. Po przebadaniu blisko półtora tysiąca ochotników australijscy eksperci doszli do wniosku, że ludzie, którzy mają wielu przyjaciół, żyją średnio o siedem lat dłużej! Wynika to z kilku powodów. Przebywanie wśród dobrych znajomych pobudza produkcję oksytocyny (zwanej „hormonem miłości” i „przytulania”), która uspokaja umysł. Profesor Thomas Baumgartner z Uniwersytetu w Zurychu udowodnił, że oksytocyna osłabia w mózgu negatywne skutki nieprzyjemnych zdarzeń, które miały miejsce w przeszłości.

    Holandia: zamień samochód na rower
    To prawdziwa stolica kolarstwa; ponad 85 proc. mieszkańców Holandii ma co najmniej jeden rower. Holendrzy już dawno przesiedli się z samochodów na jednoślady – dojeżdżają nimi do pracy, na zakupy czy spotkania towarzyskie. Tymczasem w naszym kraju, jak wynika z badań CBOS-u, na rowerze systematycznie jeździ zaledwie 22 proc. Polaków. A prawie co trzeci dorosły badany w ogóle nie wsiada na bicykl. Szkoda, bo jazda rowerem korzystnie wpływa na cały organizm. W czasie przejażdżki na dwóch kółkach usprawnia się funkcjonowanie układu oddechowego i krążenia, poprawia się wydolność, napinają się mięśnie, modeluje się sylwetka, waga spada, wzmacnia się kręgosłup. Regularna jazda na jednośladzie zmniejsza ryzyko pojawienia się żylaków. To nie wszystko. Rower jest również znacznie bardziej ekologicznym i… tańszym środkiem transportu niż samochód.

    Japonia: nie najadaj się do syta
    Japończycy znani są z długowieczności – przeciętna kobieta z Kraju Kwitnącej Wiśni żyje 86 lat, a mężczyzna 79. Poza tym w Japonii odnotowuje się najniższy wskaźnik zachorowalności na choroby cywilizacyjne, zwłaszcza na otyłość czy cukrzycę. Jak to możliwe? Sekret tkwi w sposobie jedzenia; Japończycy odchodzą od stołu, gdy ich żołądek zapełni się w ok. 80 procentach. A to oznacza, że nigdy nie najadają się do syta i kończą posiłek z lekkim niedosytem. Amerykańska dietetyczka Keri Glassman podpowiada: w skali od zera do dziesięciu, gdzie zero oznacza głód, a dziesięć przejedzenie, należy przestać jeść w okolicach czwórki. Najważniejsze, aby nie najadać się na zapas i posiłki spożywać powoli.

    Gambia: postaw na orzechy
    Gambijczycy uwielbiają orzechy – często jedzą je zamiast mięsa, dzięki czemu dostarczają swoim organizmom niezbędnego białka. I w ten sposób korzystnie wpływają na obniżenie ciśnienia krwi czy „złego” cholesterolu, stabilizują rytm serca i zapobiegają cukrzycy – tak wynika z badań przeprowadzonych przez Szkołę Medyczną w Harvardzie. Specjaliści dowiedli, że u osób, które jedzą porcję orzechów przynajmniej pięć razy w tygodniu, ryzyko wystąpienia chorób czy ataku serca spada aż o 50 procent. Spożywanie orzechów usprawnia również pamięć i koncentrację. Orzechy włoskie zawierają bardzo dużo przeciwutleniaczy, co oznacza, że spowalniają proces starzenia się organizmu i chronią przed nowotworami. Wypróbuj gambijski trik, zastępując porcję mięsa orzechami, a zachowasz i zdrowie, i szczupłą sylwetkę.

    Hiszpania: nie zapominaj o drzemce
    W Hiszpanii między godziną drugą a piątą po południu trwa sjesta. Mieszkańcy tego kraju spotykają się wtedy z przyjaciółmi, odpoczywają, a wielu z nich ucina sobie drzemkę. Warto wziąć z nich przykład. Udowodniono, że wystarczy dwudziestominutowa drzemka, aby poprawić sobie nastrój, zredukować poziom stresu w organizmie, zregenerować umysł i usprawnić pamięć. Badania potwierdziły, że systematyczna drzemka zapobiega również wielu chorobom – półgodzinna drzemka trzy razy w tygodniu aż o 37 procent zmniejsza ryzyko wystąpienia ataku serca. Optymalna drzemka powinna trwać 20-45 minut; specjaliści dowiedli, że przysypianie przez 26 minut podnosi efektywność pracy o 34 procent.

    Polska: jedz w domu
    Policzono, że Polacy tylko 5 proc. swoich miesięcznych zarobków wydają na jedzenie poza domem. Dla porównania – przeciętna amerykańska rodzina na stołowanie się w mieście (głównie w barach szybkiej obsługi) poświęca lwią część, bo aż 41 proc. swojego budżetu. Polacy najchętniej przyrządzają posiłki i jedzą je we własnym domu – a jeśli już żywią się poza miejscem zamieszkania, to najczęściej u rodziny czy przyjaciół. Możemy być z siebie dumni; okazuje się, że przez jedzenie w barach i restauracjach spożywamy nawet 650 kalorii więcej w czasie jednego posiłku niż powinniśmy! Stołowanie się poza domem sprawia również, że jemy więcej soli nazywanej „białą śmiercią”, która sprzyja rozwojowi miażdżycy, udarom mózgu, wylewom czy niewydolności krążenia. Gotowanie na własną rękę pozwala natomiast kontrolować skład, sposób przyrządzenia i kaloryczność dań.

    Polubienie

  7. Metale ciężkie otaczają nas z każdej strony, w różnym stopniu. Całkowite uniknięcie ich jest właściwie niemożliwe.

    W coraz większym stopniu mają wpływ na nasze zdrowie, a musimy pamiętać, że mają skłonność do kumulowania się w organizmie, co z czasem wywołuje bardzo poważne dolegliwości i choroby.

    Większość artykułów gospodarstwa domowego zawiera metale ciężkie, które bardzo często przedostają się do naszego jedzenia i napojów – czego zazwyczaj nie jesteśmy świadomi.
    Jeśli mieszkamy w pobliżu zakładu spalania węgla, jest w zasadzie pewne, że wdychamy w jakimś stopniu rtęć.
    Jeśli nasze wypełnienia stomatologiczne są zrobione z amalgamatu, w trakcie jedzenia wytwarza się w naszej jamie ustnej wystarczająco duża ilość oparów rtęci, którą przeżuwamy potem razem z jedzeniem.
    Nawet żarówki typu CFL (ang. compact fluorescent light – kompaktowe światło fluorescencyjne), którymi zastępuje się dzisiaj coraz częściej tradycyjne żarówki, gdy stłuką się, wytwarzają opary rtęci.
    Coraz częściej słyszymy o tym, jak różne metale ciężkie zanieczyszczają morskie ryby, które trafiają na nasze talerze.
    Przykłady wymieniać można w nieskończoność.

    Musimy pamiętać, że jednak głównie poprzez jedzenie i wodę jesteśmy stale narażeni na zanieczyszczenie metalami ciężkimi. Dlatego też, stale powinniśmy oczyszczać organizm z toksyn.

    Oto 5 prostych sposobów, które pomogą usunąć metale ciężkie z organizmu.

    1. Pij jak najwięcej czystej wody – przefiltrowanej na zasadzie odwróconej osmozy i filtrów węglowych

    2. Doceń świeży czosnek, ponieważ działa on nie tylko jak naturalny antybiotyk.

    Jeszcze w latach 70-tych XX wieku (kiedy ołów nie był zakazaną substancją w farbach) Robert I. Lin – prezes organizacji ‚Nutritional International’ w Irvine, w Kalifornii – z powodzeniem stosował czosnek w terapii detoksykacyjnej dzieci, aby usunąć ołów z ich organizmów.

    Podobnie dr Al Sears zaznacza, że surowy czosnek jest znakomitym środkiem usuwającym również inne metale ciężkie z organizmu.

    3. Świeża kolendra ma znakomitą właściwość usuwania toksyn z narządów. Najlepsza jest organiczna, świeżo posiekana, ale możemy zrobić z niej również świeże pesto.

    Niezastąpione będą też zielone smoothie (koktajle) ze świeżych warzyw, jak szpinak, jarmuż, burak liściowy itp.

    4. Bakterie probiotyczne zawarte w kiszonych warzywach, jak kapusta czy ogórki, umiejętnie przeprowadzają detoks organizmu w naturalny sposób.

    Bakterie probiotyczne ze sklepowych jogurtów i kefirów niekoniecznie odznaczają się takimi właściwościami.

    5. Owoce cytrusowe, takie jak grejpfrut, limonka i cytryna, wykazują silnie działanie detoksykacyjne.

    Pektyna zawarta w skórce owoców cytrusowych ma silne właściwości oczyszczające, co zostało potwierdzone badaniami klinicznymi.

    Oczywiste jest, że spożywanie warzyw i owoców nie ekologicznych sprawi, że zanieczyszczenia wrócą do nas razem z jedzeniem. Dlatego tak bardzo ważne jest, aby spożywać jak najwięcej organicznych i w jak największym stopniu wolnych od zanieczyszczeń produktów.

    Polubienie

  8. Jeszcze o wyrostku, źródło:
    http://politicalblindspot.com/scientists-finally-discover-the-function-of-the-human-appendix/

    „(…) Scientists were led to the discovery by examining the appendices of koalas. Unlike the short human variety, the koala is famous for having an extremely long appendix.

    This aids in their diet which is almost exclusively made up of eucalyptus leaves.

    Professor Vardaxis says that in spite of the fact that the human appendix acts in a similar manner to that of koalas, it is unlikely that we will see a shrinking of the Australian marsupial’s organ any time soon.

    “Unless of course we have a massive blight and we get the eucalypt on which the koala thrives dying, then we may find some mutant koalas out there perhaps that will start eating other things, and as they start to eat other things, then over generations and hundreds of thousands of years of time, then surely, yes, the koala’s appendix will shrink as well.”

    Professor Vardaxis says that the human shrinkage of the appendix was due to changes in our diet that took place over many thousands of years. Still, it is possible that any species with a larger appendix now, could find themselves in a similar situation if their diet were to significantly change, and their appendix began to shrink. Koalas, Vardaxis explained, might be afflicted by appendicitis and have to have it taken out at times, just like humans.”

    Polubienie

  9. Moja dieta zdrowego żywienia.

    Ja jestem na diecie Kwaśniewskiego od 2001 roku i teraz nie zmieniłbym na nic innego.
    W 2000 roku miałem dość rozległy zawał po którym musiałem się pilnować z nadwagą. Lekarz zalecił mi diety beztłuszczowe z dużą ilością białego mięsa, ryb, ryżu, itp, ale że jestem dosyć żerczy , żona pokazała mi ta dietę w książce dieta optymalna. Lubię jeść i mi się spodobał pomysł. Po ponad 2 tygodniach nadal pojadałem ciasta, czekoladki, itd. Żona dała mi do zrozumienia że w wieku 40 lat zostanie wdową i postanowiliśmy razem przejść na tą dietę.
    Mając prawie 140kg jako czerdziestoparolatek miałem nadciśnienie tętnicze średnio w okolicach 110/170, częste migreny i puchnące nogi, nie wspominając o żołądku, który cały czas nawalał.
    Po 2 miesiącach musiałem już zmienić ubrania bo nic nie pasowało. Po roku waga spadła mi do chyba 82/3 kg. Teraz średnio utrzymuje się niecałe 80kg, a mam już 59 lat i po 13 latach diety nie zmienię tego na nic innego.
    Żona jak była chuda tak jest nadal a ja wyglądam rewelacyjnie teraz przy niej a czuję się jeszcze lepiej.
    Badania robiłem 2 lata temu gdyż okazało się że mam jakąś powiększającą się naróść na żebrach. Od razu pomyślałem RAK i spłynął zimny pot. Badania wszelakie zrobiliśmy i okazało się że ta naróść powstała w wyniku wypadku rok wcześniej gdy ścinaliśmy drzewa dostałem w klatę grubą gałęzią. Nic nie bolało a okazało się że miałem połamane 4 żebra, w tym 2 z przesunięciem i nie zrastały się prawidłowo. Odetchnąłem z ulgą. Badania, które robiłem jak cukier, cholesterol, jakieś szczegółowe badanie krwi itp., wszystkie wyszły idealnie książkowo. Do dziś nie biorę żadnych leków chyba że licząc herbatki ziołowe, owocowe, (bez cukru oczywiście) …. no i wódka wchodzi jak złoto a zawszę wychodzę najtrzeźwiejszy i ostatni.

    Teraz mam ciśnienie około normy 80-90/125-130, żadnych problemów z zadyszką, nie chorowałem na nic od momentu gdy zacząłem jeść dietę, oprócz tylko jednego faktu gdy na weselu zatrułem się tatarkiem chyba (był dosyć nieświeży ale przy kieliszku czuć nie było)

    Teraz jestem innym człowiekiem a rodzina nadal nie może uwierzyć, że jemy mięso faszerowane mięsem typu boczek z żółtym serem z mięsem popijając mlekiem z żółtkami (polecał super koktajl) i zagryzając własnej roboty ciastem orzechowym z bitą śmietaną. A na deser jak jeszcze się mieści własnej roboty mus lodowy laskowy z malinami i z bitą śmietaną 45%…

    Takie są moje doświadczenia i ci, którzy mówią inaczej, że np. jego znajomy umarł na zawał, na cholesterol, cukrzyce, albo był jak słoń lub że słyszał że ktoś nie wytrzymał pół roku bo to czy innego coś pierdzi głupoty bo takie osoby nie mają żadnego doświadczenia w tejże materii ani nie spróbowali takiego stylu istnienia.

    To właśnie jest życie które lubię.

    Pozdrawiam Zbyszek

    Polubienie

  10. My, ludzie Północy nie powinniśmy też pić alkoholu, to nas szczególnie zabija. W odróżnieniu od ludzi z Południa Europy, którzy mogą pić alkohol. Ludzie z Południa i Północy różnią się biologicznie. W organizmach Południowców wytwarza się enzym Dehydrogenaza alkoholowa, więc im alkohol mniej szkodzi. W organizmach ludzi Północy, ten enzym nie występuje. Alkohol jest dla nas szczególnie zabójczy. Zatem zasada 0 alkoholu w naszym życiu powinna być przyswojona przez nas Polaków natychmiast. Warto zapoznać się z wykładem profesora https://www.youtube.com/watch?v=d-CARkS0zKY
    Ale w tym samym czasie nauka akademicka z Zachodu mówi, że odrobina alkoholu w naszej diecie jest pożyteczna, czyli: 3 kieliszki wina, 3 butelki piwa (pół litrowe), 180 ml wódki przy piciu okazjonalnym; przy codziennym (5 dni w tygodniu, 2 dni przerwy) 2 butelki piwa, 1-2 kielichów wina, 0,16 litra wódki (16 ml). Uwaga! U kobiet należy zmniejszyć te dawki o połowę.

    Polubienie

  11. Moje wypowiedzi z forum Kafeteria.pl http://f.kafeteria.pl/temat/f2/jedzie-ci-z-ust-jak-shrekowi-wejdz-p_989334/547
    Tora_34 2015.12.10 [02:13]
    Słuchajcie kochani, wszyscy tu zebrani jesteśmi genetycznie Słowianami. Chociaż jest to pojęcie kulturowe, to ma to wydatne reperkusje biologiczne. Wy sami jesteście tego dowodem, choć prawdopodobnie nie macie tego świadomości. No niestety, w szkołach tego nie uczą, jak sami się nie dokształcicie w tym zakresie, to nikt i nic wam nie pomoże. Takie są smutne fakty.
    Jedni są bardziej inni mniej wrażliwi na to jakie paskudne rzeczy wkładamy sobie do jelit przez usta. Jeśli tego nie zrozumiecie, żaden lekarz wam nie pomoże. Odsyłam do moich poprzednich postów w tym wątku, gdzie już mówiłam w czym rzecz. W skrócie powtórzę, że musicie przejść na dozgonną dietę słowiańską od dzisiaj. Reszta sama się wyrówna. Pathogenny śmierdzą, bo dajecie im środowisko do życia w waszym organizmie. Przestańcie być tak gościnni dla nich, a zobaczycie jak szybko opuszczą wasz organizm. Wasze problemy znikną, jednak się znowu pojawią gdy zaczniecie jeść znowu to „gówno” ze sklepów z „żywnością”.
    Tora_34 2015.12.16 [22:49]
    @ Wypowiedź z [10:18] „On mówi że ten smród mogą powodować dokładnie 80 przypadłości. Każda z nich wydaje swoją charakterystyczną gazy. I oni mierząc masę molową tych gazów za pomocą chromatografu gazowego dokładnie ustalają co jest tego powodem”.
    Odpowiedź: Tu jest zgoda. I właśnie te 80 przypadłości powstały tylko z dwóch powodów. 1. toksyczna dla organizmu dieta; 2. błędy DNA (czyli właściwości organiczne, genetyczne). Jeśli powodem jest przypadłość genetyczna, to już tylko zostaje łagodzenie objawów. Lekarze nic tu nie pomogą. Mało kogo jest stać na robienie testów DNA na wykluczenie wszystkich przypadłości, by zastosować prewencyjne metody uchronienia się przed ujawnieniem się danej przypadłości. Zatem jedyne co możemy kontrolować to nasza dieta i styl życia. Nie jedzmy toksycznych dla nas rzeczy i nie żyjmy w toksycznych środowiskach psycho-fizycznych. Mało kto z nas to robi, każdy leci do lekarza jak do zbawiciela. A taka droga na skróty niestety zawsze zawodzi.
    Oczywiście możemy porobić masę testów diagnostycznych, zawsze warto, choć wydamy kupę szmalu, ale i tak na końcu wrócimy do problemu diety i środowiska w którym żyjemy. Bo nawet gdy mamy błąd w kodzie DNA, to nie zawsze on musi się ujawnić chorobą. Musi mieć jeszcze impuls ze środowiska zewnętrznego, byśmy zaczęli mieć z tym problem.
    • Tora_34 2015.12.19 [01:53]
    @gość [17:25]
    Moją wiedzę opieram na odkryciach naukowych jak najbardziej. Ja nie jestem tą osobą od olejków czy innych jodyn. Pomyliłeś mnie z kimś innym. Ale nie rozumiesz wciąż ważnej sprawy. Lekarze nie są naukowcami. Oni nie reprezentują nauki. To są dilerzy szkodliwych produktów chemicznych. To są niemoralne, sprzedane bigpharmie – wielkim ponadnarodowym korporacjom farmakologicznym, pasożyty żerujące na społeczeństwie z licencją na handel od aparatu państwowego przymusu. Jeśli ja piszę o diecie, to mam na myśli tylko jedną dietę, słowiańską, czyli tą z czasów paleolitu. Nasza organizmy wyewoluowały na tej a nie innej diecie. Tam było dużo sfermentowanego pożywienia, kiszonek – źródło cennych enzymów trawiennych. Komórki musisz odżywiać, nie patrz tylko na żołądek i jelita. W jelitach się zaczyna cały ten proces komórkowego odżywiania, a nie kończy. Poczytaj ciekawy (choć po angielsku) artykuł o kiszonkach. http://preventdisease.com/news/15/120315_Ferm ented-Foods-Improve-Digestive-Health-Immunity.shtml
    Ty nie rozumiesz nauki, nie znasz jej. Słuchasz lekarzy bezkrytycznie. Lekarze to zło, to sprzedane „świnie” systemu eksploatacji mas, to nie jest prawdziwa nauka. Naukowcy nie są lekarzami. Ja czytam naukowców, i nie ufam lekarzom.

    Tora_34 2015.12.19 [02:30]
    Odniosę się jeszcze do tego fragmetu wypowiedzi „(…) mi powiedzieli ze skatol i indol w mojej slinie pojawil sie z tego ze mialem kamienie migdalowe i tam mi sie namnozylo bakterii i mimo ze usunolem migdaly te bakterie i substancje zostaly i caly czas mnozyly sie podczas snu jak jama ustna jest wysuszona.”
    – nie posiadasz widzę daru krytycznego myślenia, powtarzasz bez żadnej refleksji ze swojej strony, jak papuga, nad tym co usłyszałeś od lekarzy. Jak byś czytał więcej nauki, a mniej słuchał bezmyślnie lekarzy, wtedy byłbyś zdolny do krytycznego myślenia opartego na wiedzy naukowej właśnie, a nie lekarskiego bełkotu.
    – „jama ustna wysuszona” – jeśli ją taką masz, to znaczy że otwierasz buzię podczas spania. A skoro to robisz to znaczy że masz niedrożny nos. Badanie CT – komputerowa tomografia wykaże nieprawidłowości w budowie nosa. Zauważ (tak przy okazji), że badanie CT mamy dzięki naukowcom-inżynierom, a nie lekarzom.
    -„mialem kamienie migdalowe” – nie miałbyś kamieni migdałowych, gdybyś żył na swojej diecie słowiańskiej od urodzenia, przez cały czas. Nie byłeś na tej diecie, więc miałeś kamienie. Dla mnie proste, dla ciebie wciąż niezrozumiałe.
    -„tam mi sie namnozylo bakterii i mimo ze usunolem migdaly te bakterie i substancje zostaly ” – no widzisz, posłuchałeś dilerów narkotyków i pozbawili Cię cennego naturalnego aparatu ochrony (który mamy dzięki procesowi ewolucji) przed wrogimi mikroorganizmami. Poczytaj więcej naukowych opracowań, czym jest system immunologiczny, jak on jest ważny , i dlaczego enzymy odgrywaja tu fundamentalną rolę, czyli właściwa dieta i środowisko psycho-fizyczne. Ty chyba nawet nie rozumiesz co znaczy to pojęcie, bo już drugi raz o tym piszę. Na przykład 8 godzin pracy biurowej-siedzącej, dzień w dzień, pod lampami fluoroscencyjnymi z „dupkami” dookoła (twoimi współpracownikami) i szefem „skurwysynem” w neofaszystowskim eksploatacyjnym systemie politycznym daje Ci już tak szkodliwą porcję stresu i wydzielania się niszczącego cię kortyzolu w twoich nadnerczach, iż Twoje komórki słabną, odpowiedź immunologiczna jest słaba, dotego powietrze którym musisz oddychać jest toksyczne, jedzenie w sklepach w któych się zaopatrujesz jest nafaszerowane szkodliwymi chemicznymi substancjami, więc jak masz nie mieć szkodliwych bakterii, jak ma się twój organizm przed nimi bronić? Nie ma jak, więc masz przerost szkodliwych bakterii, a to właśnie bakterie śmierdzą.
    • Tora_34 wczoraj [01:35]
    Zatem po lekturze treści z podanych przeze mnie linków, dodam jeszcze jedno ciekawe miejsce w sieci (ale dla znających angielski) http://naturalnews.com/ możemy uznać, że 1. krok, ten fundamentalny jaki powinniście uczynić, czyli powrót do naturalnego dla Słowian odżywiania już wam podałam.
    2. krok, zrównoważenie fauny jelitowej terapią bizmutową też tam mogliście znaleźć.
    3. krok to diagnostyka kliniczna (tu niestety musi was lekarz skierować, taki system polityczny mamy) czy nie macie dysfunkcji fizjologicznych na odcinku żołądek-nos. Dla przykładu, gastrolog zrobi endoskopię. Wtedy można się dowiedzieć, czy zwieracz między żołądkiem a przełykiem pracuje prawidłowo. To jest mięsień, z podobną funkcją jak zwieracz o***tu, jeśli jest wiotki, to treść żołądka, zwykle gazy z trawienia unoszą się do góry, do jamy ustnej. Mamy zwieracz też między żołądkiem a jelitem cienkim, też może źle pracować. Można zrobić też test na pasożyty i bakterie na tym odcinku, np. na obecność helicobacter pylori, tasiemca, i innych. Wady budowy zatok i nosa zrobi badaniem CT – komputerowa tomografia laryngologiczna. Jeśli budowa jest nie właściwa będą zbierać się bakterie, a one śmierdzą. Normalnie w przestrzeni laryngologicznej mamy gruczoły produkujące śluz. Jego zadaniem jest zabieranie wszelkich brudów, mikrobów, z zewnątrz i transportowanie tego do żołądka, tam kwas solny utylizuje to wszystko. Ale jak ten przepływ śluzu, jak w nurcie rzeki ma jakieś fizyczne przeszkody, utrudnienia, nie spływa w tempie, to robią się zatory, zbierają bakterie, więc znowu śmierdzi. Jeśli tak jest chirurg-laryngolog zrobi operację rekonstrukcyjną przegrody nosa lub jego turbin, zatok, itd. U niektórych kanały zatokowe, łączące nos z zatokami są od urodzenia, genetycznie, źle umiejscowione, lub zablokowane częściowo, więc tu też trzeba chirurga. Bo jak zablokowane, więc nie ma dobrego przepływu śluzu jak w rzece, a zatem zbieranie się bakterii, i śmierdzi.

    Tora_34 wczoraj [01:59]
    4.krok to sama jama ustna, ale nie liczcie, że dentysta czy periodonta wam tu pomogą. Powinni…, ale są sprzedani, zdemoralizowani, więc tylko robienie kasy waszym kosztem ich interesuje. Pomożecie sobie sami. Wiele osób mówi, chodzę regularnie do dentysty, nie mam tam problemu. Niestety dentyści to naukowi ignoranci, nie wiele wiedzą, albo nie mają w tym interesu by wam pomóc. To ludzie bez sumienia, sprzedane gnoje. Fakty są takie, że w jamie ustnej jest sytuacja podobna do jelit, mamy w niej naturalnie setki przeróżnych bakterii, jedne są dobre, drugie złe. Ponieważ się źle odżywiamy, występuje i tu przerost złych bakterii, więc śmierdzi. Ale tu mają pełno zakątków by się ukryć, szczotkowanie zębów nie pomaga. Najpowszechniejszym miejscem ukrycia są tzw. kieszonki dziąsłowe. Mało który dentysta ci o tym powie, mimo że je masz. Periodonta ci powie, ale dopiero jak już kość ci zacznie znikać spod zębów, ale by to stwierdzić musisz mieć już ok. 40-ki, by proces destrukcji był dla periodonty zauważalny. Możesz sobie pomóc jeśli do szczotkowania zębów po każdym posiłku dodasz irygację na styku dziąsło-ząb solanką pod ciśnieniem. Każdego dnia tak trzeba traktować jamę ustną, aż do śmierci.

    Tora_34 wczoraj [02:19]
    Mam sprawdzony irygator, który wam polecam, tu jest prezentacja i ceny:
    http://www.ceneo.pl/1591755

    Jednak nie używajcie samej wody ale z dodatkiem trzech łyżeczek soli na 600 ml. Tyle akurat ma ten cały pojemnik, idealny na jedno mycie. Najpierw jadę zęby na max. skali 10 z końcówką szczoteczkową, a potem skręcam na 1, zmieniam końcówkę na tą periodontyczną (tę do dziąseł) i jadę powoli całą linię dziąsło-ząb.
    Tora_34 wczoraj [23:34]
    @IceMint, widać jesteś tym wyjątkowo ciężkim przypadkiem, zdaje się genetycznym, skoro już tyle zrobiłaś, i dalej brak wyleczenia. Ale dajmy sobie jeszcze szansę na logiczną analizę i wykluczenie paru spraw. Jednak już teraz sądzę, że skoro podejrzewam źródło genetyczne, to bez specjalistycznych testów nigdzie nie zajedziemy. Słyszałam, że można udać się do najbliższego ci oddziału NFZ – Narodowego Funduszu Zdrowia, i uzyskać, i teraz nie jestem pewna jak to się dokładnie nazywa … Europejskie Zaświadczenie o Ubezpieczeniu Zdrowotnym, no nie wiem musisz to zbadać sama (napisz nam tu później o tym), potem musisz znaleźć znajomego w Niemczech, który Cię tam zamelduje, da ci adres by wyszło formalnie, że mieszkasz na terenie Niemiec, by móc korzystać z darmowej służby zdrowia w Niemczech, i tam zrobisz większość swoich testów. Ponoć nawet testy na nietolerancję pokarmową są tam opłacane przez Państwo. W Polsce wiem, że w Poznaniu robią te testy ImuPro na 300 różnych pokarmów które kosztują 1000 zł. A ty jeszcze będziesz musiała zrobić testy DNA na wykluczenie innych przypadłości. Niemeiccy lekarze są wg mnie najlepsi na świecie, gdyż mają podejście holistyczne, a naturopatia jest tylko tam finansowana przez państwo. C.d.n. …
    • ice mint wczoraj [23:54]
    Tora, troszkę się zasmuciłam ale jeszcze nie tracę nadziei.
    Będę wdzięczna jeśli napiszesz mi jakie badania powinnam wykonać.
    Badania myślałam żeby zrobić w Vitalmmun w Poznaniu. Byłam na wykładzie dr P.Szachty z tego centrum i muszę przyznać, że zrobiła na mnie ogromne wrażenie swoim podejściem do tematu alergii i nietolerancji pokarmowych. Poza tym jako jedyni w Polsce badają IgG i IgA zależne. Cena badania:1800-2500 w zależności od ilości produktów trochę odstrasza ale jeśli to badanie ma coś wykazać – nie będę protestowała.
    Zgłoś

    Tora_34 dziś [00:55]
    @IceMint, dalej rynek oferuje testy jak (zakładam, że znasz angielski?), breath tests for Fructose, Sorbitol and Mannitol Malabsorption and Lactose and Sucrose Intolerance and Small Intestine Bacterial Overgrowth (SIBO). Przykład http://www.breathtest.com.au/ znajdź coś takiego bliżej Ciebie.
    Kto nie zna angielskiego, niech użyje tłumacza Googla do „web translation” przeglądarka darmowa „Google Chrome” ma takie możliwości. Następna strona przykładowa z interesującymi informacjami http://www.badbreath.com.au/ ta praktyka zaczyna pracę z pacjentem od chromografu, o którym wspominał już tu arogancki nasz kolega Gość [16:40]. Cytat ze strony „(…) Halicheck is the first and only machine that can separate the three main gases of bad breath and give me information as to where the gases are developing in the mouth.” Znam to badanie, gdyż zaprowadziłam na nie mojego chłopaka również, w 2011 roku. Te badane gazy to: Hydrogen Sulfide (H2S) – próbka brana z języka, Methylmercaptan (CH3SH)- próbka zbierana z jamy ustnej dokoła z wewętrznych ścian policzków oraz Dimethyl Sulfide (CH3,2S) – próbka zbierana z gardła. U mojego chłopaka wyszło dla pierwszego gazu 48ppb (zdrowa norma jest do 112 ppb), dla drugiego 11ppb (zdrowa norma jest do 26 ppb), dla trzeciego wyszło 0 ppb (zdrowa norma jest do 20 ppb). Zatem tym badaniem wykluczyliśmy u mojego chłopaka źródło smrodu w jamie ustnej. I faktycznie, terapia bizmutowa jelit i operacja skrzywionej przegrody nosowej wyleczyła problem. Swoją drogą, ciekawa jestem jakie wyniki tego badania były u GOŚĆ [16:40]?

    Tora_34 dziś [01:27]
    Ja sklasyfikowałabym smród w kilku kategoriach:
    a) kiedy całe ciało śmierdzi – przez pory potowe na całej skórze, a w zasadzie przez gruczoły feromonowe, które są przy gruczołach potowych. To objaw, że chorujemy na coś. Chociaż Chińczycy, czy Indusi też śmierdzą na całym ciele, nie dlatego, że są chorzy na coś, ale ich narodowa kuchnia/dieta jest tak bogata w nadmiar przypraw, i rodzaj tego co jedzą (często pies nie zjadłby tego co Chińczyk potrafi zjeść), że mają ciludzie specyficzny zapach. Jak się jest z nimi w zamkniętym pomieszczeniu, to aż dusi, tak śmierdzą. Starzy ludzie śmierdzą, ci już cierpią na brak enzymów trawiennych. Ale wiele młodych osób genetycznie ma mało enzymów i już za młodu śmierdzą jak inni dopiero na starość.
    b) kiedy jest przerost złych bakterii nad dobrymi w lelitach – wtedy czujemy od takiej osoby taki typowy tzw. szczurzy oddech.
    c) problemy z niedrożnym nosem i zatokami – wtedy jest jeszcze inny zapach, taki jak flegma, katar właśnie.
    d) kiedy mamy złogi pokarmowe na dziąsłach (kieszonki dziąsłowe), zębach, migdałkach (te słynne wypadające z gardła śmierdzące kulki) – śmierdzą właśnie jak te kulki.
    e) kiedy genetycznie nasza jama ustna ma tendencję do produkcji takich dziwnych kolonii bakterii, że pachną siarko-wodorem lub jeszcze inaczej – tu nie znalazłam jeszcze by ktoś miał jakieś skuteczne leczenie do zaoferowania (jak ktoś znalazł niech napisze) poza objawowym przecieraniem tych miejsc jakimiś substancjami jak KForce z kliniki dr. Speisera (zalinkowałam wyżej).
    Tora_34 dziś [01:45]
    A propos kategorii e) i formuły KForce. To są dwie buteleczki 55 ml każda z bezbarwnymi substancjami, które pół na pół trzeba wymieszać, na jedno mycie zalecane mieszanie 5ml z każdej, razem mamy 10 ml połączonej substancji do higieny jamy ustnej każdego dnia. Nakładamy/polewamy na szczotkę do zębów, na nici dentystyczne, na wyciorki do przestrzeni międzyzębowych, do płukania całej jamy ustnej (ale uważać by nie połykać).
    Pierwsza butelka zawiera (podam w oryginalnej pisowni z tych butelek): purified water, sodium hypochlorite, sodium hydroxide, citric acid.
    Druga buteleczka zawiera: purified water, cetylpyridium chloride, pluracre F127, Xylitol, sodium benzoate, glycerin, spearmint and peppermint flavour, menthol oil, Tween 20.
    Czy to działa, nie jestem w stanie tego orzec. Musicie sami sprawdzić na sobie. Wyślą wam pocztą do Polski, nie ma problemu. Napiszcie tu później o efektach.

    Proszę, co może jeszcze śmierdzieć: GRZYBICA ZATOKI SZCZĘKOWEJ
    usuwana chirurgicznie, video z operacji… w Polsce https://www.youtube.com/watch?v=zU_4Lqrto7s

    Jest jeszcze w Barcelonie klinika http://www.arthyaga.com/en/ prowadzący to dr Jonas Nunes, są tacy co mówią, że to jest lekarz numer 1 na świecie w leczeniu nieświeżego oddechu. Drugie miejsce to Falls Church w USA beathalitosis.com/ z drem Richard Miller’em. Też wszystko wysyłąją pocztą, nie trzeba tam jechać nawet. Sami sprawdzcie, czy tak jest. Pozdrawiam 😉

    Polubienie

  12. Pingback: Lewis antygen system i niezgodność serologiczna niszcząca ludzkie relacje społeczne | Biologiczno-Historyczna Socjologia Krytyczna

  13. Pingback: Enzymy – źródło życia | Biologiczno-Historyczna Socjologia Krytyczna

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s