STRAJK SIERPNIOWY WE WROCŁAWIU i NA DOLNYM ŚLĄSKU

Leszek Skonka

Dr Leszek Skonka

(Leszek Skonka)

Reżymowe środki masowego przekazu od 31 lat nie mówią prawdy o przebiegu strajków Sierpniowych.

Pomijają wiele zdarzeń, przebiegu strajków, ludzi, przeinaczają lub przemilczają wiele faktów, motywów protestów np. udziału w strajkach także innych regionów kraju m.in. tak znaczących, jak zorganizowane protesty we Wrocławiu i Dolnym Śląsku. Władze Solidarności Wybrzeża świadomie pomniejszały i nadal pomniejszają znaczenie protestów innych regionach, przypisując zasługi wyłącznie sobie. Była to podobna postawa, jak Lecha Wałęsy, który nadal jest przekonany, że sam jeden obalił władze PRL, wprowadził kapitalizm w Polsce, sprywatyzował gospodarkę, wyprzedał majątek kilku pokoleń, wypędził z kraju wojska radzieckie, a gdy się mocno nadął, nadymał to obalił Mur Berliński, dokonał połączenia obu państw niemieckich, wyzwolił od komunizmu Wschodnią Europę (od komunizmu którego tam nigdy nie było); słowem zmienił Polskę i świat, jaki mamy dzisiaj. Władze peerelowskie i popeerelowskie nie krytykowały takiej postawy myślowej, bo im ona odpowiadała; kompromitowała Solidarność Wybrzeża, ośmieszała Wałęsę i cały ruch solidarnościowy. Głosy sprzeciwu, nawołujące do rozsądku były tłumione, a osoby odmiennie myślące represjonowane, nazywane z reguły wrogami Solidarności i agentami SB lub KGB. Do władz Solidarności docierało wiele krytycznych listów od członków i działaczy Związku ale były one natychmiast niszczone pod pretekstem, że ich autorami było SB lub działacze PZPR. We Wrocławiu takim cenzorem był m.in. stalinowiec Karol Modzelewski. Głównym zdaniem serwilistycznych wobec SB, PZPR, Kościoła, kierownictwa Solidarności było eliminowanie ze Związku działaczy, zwłaszcza robotników, b. członków Wolnych Związków Zawodowych sprzeciwiających się upolitycznieniu tego powstającego nowego ruchu pracowniczego, zrywaniu Umowy Gdańskiej z Rządem, wprowadzaniu KOR- u i innych grup niezwiązkowych do władz oraz żądających realizacji 21 Postulatów. Szczególnie ostro i brutalnie tępiono wszelkie nieprawomyślne, krytyczne dokumenty, listy, protesty, niezależne inicjatywy, a przewodził tym działaniom w kraju Region Dolnośląski pod kierownictwem Karola Modzelewskiego i Władysława Frasyniuka. Kierownictwa Solidarności Dolnośląskiej tak wytępiło początkową kadrę działaczy strajkowych, że wszelkie oficjalne uroczystości związkowe odbywały się już bez udziału inicjatorów i organizatorów strajków sierpniowych. Rzekome wolne, niezależne, demokratyczne, nie cenzurowane środki masowego przekazu służalczo przemilczały niewygodną prawdę o sierpniowych strajkach na Dolnym Śląsku i we Wrocławiu i taką postawę zachowują do dziś.

Strajk we Wrocławiu

Strajk we Wrocławiu rozpoczął się 26. sierpnia przed południem, a więc 11 dni po strajku w Stoczni Gdańskiej i kilka tygodni po strajkach w Rzeszowskiem i Lubelskiem. Ludzie nie chcieli strajkować, tłumacząc się, że władze rządzące się na to nie godzą. Po pierwsze bali się, że władza może na nich krzywo patrzeć, zabrać albo obniżyć wysokość premii, pominąć w awansie zawodowym, przydziale jakiś talonów na pralkę, lodówkę, wstrzymać awans płacowy, odmówić wydania paszportu, wysłania do pracy za granica itp. Lepiej więc było się nie narażać i postępować zgodnie z funkcjonującym wówczas hasłem- „nie rozrabiaj, nie podskakuj siedź cicho i przytakuj”. Uważali, że powinni narażać się inni, mniej nierozważni.
Toteż na kilka miesięcy przed strajkami, w marcu tegoż roku w wyborach do sejmu, 97 procent obywateli poszło głosować bez skreśleń i nawet nie wchodziło do kabin, by się nie narazić na zarzut nielojalności. 5 miesięcy później, zwłaszcza po zakończeniu strajków sierpniowych, w masie, w tłumie społeczeństwo okazało się bardzo bojowe i wielką zajęczą odwagę.
Ludzie nie chcieli strajkować i z innego względu – uważali, że i tak się nic nie zmieni, władze, choć pod innym szyldem znów obejmą różne miernoty, więc po co siebie i innych narażać, owszem, niech się inni angażują jeśli chcą, ale my, ale ja nie. Dlatego wszelkie apele, namowy do strajku, choćby solidarnościowego nie odnosiły żadnego skutku. Przyjeżdżali do Wrocławia działacze Wolnych Związków Zawodowych – Kazimierz Świtoń z Katowic, Jan Zapolnik z Gdańska, Bolesław Cygan z Wodzisławia Śląskiego, Zdzisław Mnich z Zabrza ale nie zdołali namówić ludzi, nawet do założenia komitetu Wolnych Związków Zawodowych. Co prawda istniał on już na Dolnym Śląsku ale ludzie nie chcieli do niego wstępować, gdyż były one nielegalne, bo rządzący się nie zgadzały na ich istnienie i działanie. Tymczasem ze Szczecina i Gdańska przybywali wysłannicy tamtejszych komitetów strajkowych i wręcz domagali się poparcia i działań solidarnościowych. Na wracających z Wybrzeża węglarkach wypisane były apele o poparcie strajkujących, niektóre z tych napisów zawierały ostre słowa pod adresem Górnego i Dolnego Śląska. W tej sytuacji 21. sierpnia Komitet Założycielski Wolnych Związków Zawodowych Dolnego Śląska postanowił przystąpić sam do organizowania strajku we Wrocławiu i ujawnić część swoich członków. Część, gdyż obawiał się aresztowań ujawnionych osób i dlatego postanowił ukryć część, jako rezerwę. Ostrożność była uzasadniona, gdyż już tego samego dnia odbyła się kolejna rewizja u dra Leszka Skonki, którego na polecenie władz SB w Warszawie aresztowano. Aresztowania i zatrzymania odbywały się w tym czasie dość często, chodziło bowiem o uniemożliwienie zorganizowania strajku na Dolnym Śląsku lub uniemożliwienie dołączenia do strajkujących na Wybrzeżu. Mimo szykan i represji SB, przygotowania do strajku na Dolnym Śląsku trwały. A oto jak opisała te wydarzenia tzn. rozpoczęcie, przebieg i zakończenie strajku redakcja pierwszego niezależnego pisma związkowego redagowanego przez aktywnych członków Wolnych Związków Zawodowych i organizatorów strajku: Andrzeja Talara, Bogusława Zbijewskiego, Henryka Sularza, Jerzego Smakowskiego, Elżbietę Potoczek. Wobec szykan po zakończeniu strajku stosowanych przez KOR-oSolidarność wszyscy oni musieli opuścić kraj, a E. Potoczek zginęła w tajemniczych okolicznościach w czasie stanu wojennego: Talar wyjechał chyba do Arabii Saudyjskiej, Zbijewski do Francji, Smakowski do Anglii, Sularz do Niemczech. RP (red.)

STRAJK W SIERPNIU 1980 we Wrocławiu wg: „Demokracja Związkowa” Numer Specjalny, Wrocław, luty 1981, tekst przytoczony in extenso, („Demokracja Związkowa” – Niezależny Miesięcznik NSZZ we Wrocławiu, masz. powielany)

…Redakcja
„W dniu 21 sierpnia 1980 roku, na pięć dni przed strajkiem we Wrocławiu został utworzony z inicjatywy dra Leszka Skonki, Komitet Założycielski Wolnych Związków Zawodowych Dolnego Śląska (WZZ). Należy tu zaznaczyć, że był to bardzo gorący okres strajkowy w Polsce i tego rodzaju inicjatywa wymagała wiele zdecydowania i zaangażowania. Za tę inicjatywę Leszek Skonka został zatrzymany przez SB. Po 17. godzinach aresztu przewieziono go do szpitala a następnie zwolniono. Komitet WZZ liczył kilkanaście osób, zaś trzon jego stanowili: dr Leszek Skonka, inż. Adam Skowroński, Andrzej Talar. Po wybuchu strajków, w miarę rozwoju wydarzeń, aktywizowali się pozostali członkowie Komitetu. Strajk we Wrocławiu rozpoczęła komunikacja miejska 26. sierpnia. W tym dniu Andrzej Talar, z konieczności sam, bo Leszka Skonkę ponownie zatrzymała wrocławska SB, przekonywał około 1000 taksówkarzy o potrzebie podjęcia strajku w imię solidarności. Jeszcze tego samego dnia Leszek Skonka, po zwolnieniu z aresztu zaoferował swoją pomoc jednemu z pierwszych spośród dużych zakładów pracy, które podjęły strajk – ZNTK. Na drugi dzień wspomniany trzon Komitetu zgłosił się w Międzyzakładowym Komitecie Strajkowym oferując pomoc. Dr. Skonce powierzono funkcję doradcy ds. organizacji i zabezpieczenia siedziby MKS-u przed prowokacją. Andrzej Talar podjął niezmiernie wówczas potrzebną inicjatywę kontaktów między MKS (Międzyzakładowym Komitetem Strajkowym, red.) a strajkującymi zakładami. Inż. Adam Skowroński podjął się roli wszechstronnego łącznika oddając jednocześnie do dyspozycji swój samochód.
Strajk we Wrocławiu, podobnie jak wszędzie przebiegał w bardzo trudnych warunkach. Przedstawiciele Komitetu Założycielskiego WZZ wkroczyli w sytuację dopiero co formującego się Prezydium MKS-u. Brak było ludzi zdolnych do kierowania , brak też było wiary w powodzenie rozpoczętego przedsięwzięcia. Na przedstawicieli WZZ spadł ogromny ciężar odpowiedzialności moralnej za tych ludzi. Ich postawa przyczyniła się do tego, że w MKS-ie sytuacja uległa stopniowej normalizacji. Jednak w strajkujących zakładach było fatalnie. Dużą rozwagą i talentem organizacyjnym wykazali się tutaj Andrzej Talar, Stanisław Grześków i Hubert Hanusiak – pełni energii, zapału i wiary w ludzie. Samorzutnie, podyktowała to gorąca potrzeba, ustanowili zespół ds. wyjazdów poza bramę MKS-u. Każda wizyta tego zespołu w zakładach pracy kończyła się apelem o tworzenie Komitetów Założycielskich WZZ. Z końcem strajku zespół ten powiększył się do kilku zaledwie osób. Niewielu decydowało się wtedy na ryzyko zatrzymania przez SB. Prezydium MKS-u składające się z delegatów strajkujących zakładów powiększało się bardzo szybko. Liczba delegatów świadczyła o ilości strajkujących zakładów. To właśnie spośród delegatów dr Skonka wyłonił poprzez szkolenie ponad siedemdziesięciu aktywistów, którzy przystąpili do WZZ, a po przeszkoleniu część z nich wróciła do swoich zakładów pracy aby tworzyć tam Wolne Związki Zawodowe (jeszcze nie było Porozumienia). Od początku bardzo trudno było w ZNTK , później w PAFAWAGU / było już kilkadziesiąt strajkujących zakładów prócz tego giganta/. Sprawę należało wyjaśnić. PAFAWAG jak magnes mógł pociągnąć kolejne wahające się jeszcze zakłady. Do wyjazdu przygotowali się Hubert Hanusiak, Stanisław Grześków i Andrzej Talar. Po przyjeździe do PAFAWAGU stwierdzili, że strajk trwa, ale już otwierano bramy fabryczne, za namową podstawionego przez dyrekcję przewodniczącego strajku. Gorące i rzeczowe przemówienie Andrzeja Talara uspokoiło na tyle sytuację, że można było przystąpić do wyboru nowych władz strajkowych. Kierownictwo akcji objął Andrzej Talar. W niespełna godzinę utworzony został nowy Komitet Strajkowy z podziałem na wielorakie funkcje. Komitet ten z niewielkimi zmianami funkcjonuje po dziś dzień, obecnie jako Komisja Zakładowa. Nie odbyło się wtedy bez oporów dyrekcji.
Wieczorem, gdy cała załoga (7 tys. ludzi) szykowała się do okupowania zakładu, cały PAFAWAG pozbawiony został energii elektrycznej . Nadchodziła noc, poważnie obawiano się prowokacji z zewnątrz. W tym czasie Wrocławski MKS zaczął już korzystać z wydatnej pomocy lokalnej rozgłośni Polskiego Radia. W wyniku decyzji podjętej przez Andrzeja Talara , Hubert Hanusiak i Stanisław Grześków udali się MKSu by zameldować o sytuacji. Do PAFAWAGU przybyli pracownicy Polskiego Radia. Ich operatywność sprawiła, że Pogotowie Energetyczne usunęło awarię w kilka minut. Informacja o strajku PAFAWAGU „poszła w świat”. Następnego dnia (29. sierpnia) w drodze na kolejną interwencję , tym razem do „Dolmelu” – cztery osoby: Andrzej Talar, Stanisław Grześków, Piotr Franielczyk i Jan Nowak – (gość z Gdańska) zostały zatrzymane przez pracowników SB.
Bezprawnie przetrzymano ich 60 godzin. Opuścili oni areszt dopiero po podpisaniu Porozumienia Gdańskiego. Talar i Grześków udali się natychmiast do MKS-u. Rankiem, 1. września, do dyżurującego Andrzeja Talara (pozostali na skutek przemęczenia poszli spać) przyjechała delegacja z Wałbrzycha, na czele z przewodniczącym strajkujących kopalń Jerzym Szulcem. Sytuacja w Wałbrzychu była alarmująca, górnicy postanowili strajkować dalej. W tej sytuacji inicjatywę znów przejmuje Andrzej Talar zaopatrzony „w błogosławieństwo” i ustne pełnomocnictwa od Jerzego Piórkowskiego (ówczesny przewodniczący MKS we Wrocławiu). Przed wyjazdem wezwał na pomoc, za pośrednictwem kolegi z Redakcji GR („Gazety Robotniczej” red.) terenowy oddział tej gazety w Wałbrzychu. Następnie namówił do wyjazdu Wrocławską Telewizję. Problem wałbrzyski spowodowany został pominięciem postulatów resortowych, bardzo istotnych dla górników. Wspomniana wyżej ekipa uspokoiła sytuację przedstawiając wzburzonym górnikom wyniki rozmów z wiceministrem Kroczakiem”…

Używamy określenia Solidarność, bo wszystko zło wyrządzone Polsce po 1980 odbywało się pod szyldem Solidarności, popieranej przez bezmyślny motłoch pseudo patriotyczny , który pojawił się lub zaktywizował dopiero po zakoszeniu strajków sierpniowych i wówczas, gdy czuł się zupełnie bezpieczny i bezkarny .
To ten bezmyślny motłoch wrzeszczał głośno po zakończaniu strajków: Lech Wałęsa, Solidarność, precz z komuną, prasa kłamie… gotów był mordować każdego, kto ma inne, niezależne poglądy, nie chce małpować bezmyślnego tłumu, któremu przewodził tak prymitywny człowiek, jak Lech Wałęsa, czy Władysław Frasyniuk. Każdy kto inaczej myślał lub miał jakieś wątpliwości, piętnowany był przez ten solidarnościowy motłoch, jako agent SB, KGB, PZPR. To była reguła, a nie zdarzenia incydentalne. Trzeba było wiele heroicznej odwagi by sprzeciwić się temu rozjuszonemu motłochowi lub odmówić np. podpisania deklaracji członkowskiej Solidarności, swego rodzaju „Volkslisty”.
Dziś wmawia się opinii publicznej, zwłaszcza młodym pokoleniom, że przed wprowadzeniem stanu wojennego była dobra Solidność, a po podpisaniu porozumienia w Magdalence i przy „okrągłym stole, była zła.
Otóż nie było żadnej pierwszej, dobrej Solidarności i gorszej po Magdalence i „okrągłym stole”; zawsze była taka sama Solidarność, której formalnie przewodził Lecha Wałęsa inspirowany jednak przez Zachód, przez jego wywiady, ludzi KOR, SB i Kościół Do świadomości społeczeństwa musi wreszcie dotrzeć, że wszystko zło w kraju już po zakończaniu strajku w 1980 powstało z jego woli, za jego przyzwoleniem, za cichą zgodą lub jego świadomą akceptacją. Nie można więc zwalać dziś winy za obecny tragiczny stan kraju na innych, bo to wszystko powstawało za zgodą społeczeństwa, a także z jego aktywnym udziałem. Ci, którzy sprzeciwiali się złu, a byli tacy odważni, byli brutalnie tępieni, represjonowani, eliminowali z życia obywatelskiego, a bardziej oporni skazywani publicznie na karę „Śmierci Cywilnej lub wypędzeni z kraju. Spotwarzeni, często opluwani publicznie przez motłoch „solidarnościowy”, piętnowani za rzekomą zdradę. To rzekomo odważne, patriotyczne, moralne, katolickie społeczeństwo ze strachu, z obawy przed represjami milczało , a bardzo często bezmyślnie kolaborowało albo udawało, że niczego nie widzi.

Mit o politycznych motywach strajków sierpniowych
Dzisiejszy politykierzy, którzy wdarli się podstępnie do Solidarności, głoszą od lat pogląd, że od początku głównym celem strajkujących było obalenie istniejący ustroju i oddanie władzy rzekomo ludziom pracy, w których zastępstwie sprawowali by ją doświadczeni i kompetentni politycy o rodowodach stalinowskich np. członkowie tzw. KOR. Kto się temu sprzeciwiał to był wrogiem, agentem Moskwy.
A prawda była taka, że strajkujący nie chcieli upolityczniać strajków, ostentacyjnie byli przeciw upolitycznianiu protestów i podkreślali, że odbywa się on na motywach jednoznacznie socjalnych . Głosili nawet hasło – Socjalizm tak, wypaczenia nie.
Strajkowano by usunąć wypaczenia i poprawienie warunków bytowych, socjalnych. Nie jest to gołosłowne stwierdzenie ale oparte na faktach. Same 21 postulaty strajkujących zawierają tylko żądania socjalne i poprawienia warunków pracy, a nie zmiany ustroju (zob. tekst 21. Postulatów i Protokoły dot. ich realizacji). Nie ma tam niczego innego niż żądania poprawienia warunków socjalnych i pracy. W czasie strajków w sierpniu 1980 roku przebywałem w samym centrum kierownictwa strajku, byłem członkiem Prezydium Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego we Wrocławiu i odpowiadałem za stronę organizacyjną strajku i szkolenie. Delegaci zakładów strajkujących tworzyli Międzyzakładowy Komitet Strajkowy. Kierownictwo strajku zabroniło wstępu na tern strajku krajowym dziennikarzom. Nie pozwoliło robić zdjęć, nagrań filmowych i telewizyjnych. Pozwolono tylko jednemu dziennikarzowi telewizyjnemu, nie służbowo, przebywać na terenie Komitetu, ale bez prawa do nagrywania, nawet nie pozwolono wnosić na tern Komitetu sprzętu TV i foto. Dziennikarzem tym, traktowanym przyjaźnie, jak strajkującego, był red. Ryszard Panek. Nie pozwolono wejść na teren Komitetu ze sprzętem fotograficznym magnetofonowym dwóm dziennikarkom ‘Polityki”: Magdzie Bajer-Falkiewicz i Marcie Wesołowskiej. Tylko dzięki mojemu poręczeniu wpuszczone je ale sprzęt musiały zdeponować w moim samochodzie . W czasie strajku zdarzył się charakterystyczny incydent: młody chłopak, bart dolnośląski zjawił się na terenie Komitetu i zaczął śpiewać strajkującym tzw. protest songi (piosenki patriotyczno-polityczne), m.in. o zbrodni katyńskiej. Kilku członków Komitetu zaprotestowało w czasie trwania obrad Prezydium, uważając te piosenki za formę protestu politycznego, w proteście oświadczyli oni , że „ strajkujemy wyłącznie z powodów ekonomicznych”. Na polecenie Prezydium i przewodniczącego Komitetu natychmiast kazałem zmienić repertuar piosenek i unikać akcentów politycznych. Podobnych przypadków było więcej.

Co zyskali ludzie pracy, zwłaszcza robotnicy strajkujący w 1980 ?
Kto faktycznie skorzystał na podpisaniu porozumienia , a kto stracił ? Bardzo ciekawie i dosadnie wyraża się na temat osiągnięć Solidarności w tym okresie czołowy działacz Solidarności, b. przewodniczący tej organizacji w Ursusie – Zygmunt Wrzodak, który pisze w Liście Otwartym do Karola Guzikiewicza wice przewodniczącego Stoczni Solidarności w Stoczni Gdańskiej:
„Jeśli chodzi o świętowanie rocznicy Sierpnia ’80, to jest już bez sensu obchodzić uroczyście coś, co w efekcie przysłużyło się nie Polsce tylko obcym interesom w naszym kraju. Świętują tę uroczystość ci, co nas oszukali oraz etatowi działacze związkowi. Solidarność obecna jest bezbarwna, nieskuteczna oraz patrząca tylko przez własny interes. Dla was od wielu lat jest ważny negocjowany pakiet socjalny dla zwalnianych ludzi, a dla działaczy związkowych zapis o miękkim lądowaniu w likwidowanych lub sprzedawanych firmach. Pytam: gdzie tu jest interes Polski? Działalność Solidarności przez ostatnie 20 lat to pasmo klęsk, pasmo nieszczęść dla ludzi z winy Solidarności, ponieważ stworzyliście AWS, który przejął rządy w Polsce, który rozkradał majątek na niebywałą skalę. Z tegoż AWS powstały dwie partie: PO i PiS. Oni już rządzili razem – Tusk, Komorowski, Kaczyńscy. I jaki był efekt ich rządów dla członków Solidarności? Czym to się skończyło dla polskiej gospodarki, dla Polski?
Teraz dla zmyłki te partie udają, że są skonfliktowane i tacy ludzie jak Guzikiewicz nabierają się na te hasła. Mocodawcy ich pilnują, aby obrany tragiczny kurs dla nas Polaków był bezpiecznie realizowany. Te dwie partie zawładnęły praktycznie całym życiem politycznym w naszym kraju, mają ogromne pieniądze, usłużnych dziennikarzy, służby specjalne i robią co chcą z narodem, który wpadł w jakiś amok odrętwienia i nie potrafi wyzwolić się ze zniewolenia propagandowego tych partii. I czy będzie rządził Guzikiewicz w ramach PiS, czy M. Jankowski z PO nic się nie zmieni, jeżeli już, to na gorsze. Jeżeli do rządzenia dopuści się takich ludzi jak Macierewicz i Kaczyński to pewne, że polityka Geremka zza grobu zwycięży, tylko inaczej”

Większości Polakom Solidarność kojarzy się z wielką niesprawiedliwością, masowymi krzywdami ludzkimi, złodziejstwem, rabunkiem i niszczeniem majątku wielu pokoleń, oszustwem, kłamstwami, bezrobociem, nędzą, poniżeniem, pozbawieniem szans życiowych milionów obywateli i wielu innymi krzywdami. Dziś po ponad 30 latach przepaść między rządzącymi i rządzonymi jest większa niż była w PRL. Stąd westchnienie społeczeństwa : „komuno wróć„ staje się coraz głośniejsze. Wciąż też powstają inicjatywy budowy pomników Gierkowi. Szczytne hasła takie jak wolność, niepodległość, demokracja mają wtedy tylko pewną wartość dla człowieka kiedy może on z nich w pełni korzystać; bezrobotny, nędzarz, bezdomny, zagrożony eksmisją na bruk, pozbawiony możliwości kształcenia, opieki lekarskiej, socjalnej, pomocy państwa, a przede wszystkim nadziei – nie korzysta z tych wartości. Toteż można przyjąć, że 31 rocznica Solidarności jest faktycznym pogrzebem nadziei sierpniowych. Potwierdzają to wielokrotne badania np. CBOS. Stwierdzają one , że aż 74 proc. badanych uważa, że związek ciągu minionych lat zmienił się w na gorsze. Tego zdania jest 65 proc. obecnych członków NSZZ „S”, 76 proc. członków „S” w 1981 r. oraz 83 proc. członków PZPR przed 1989 rokiem. Zdecydowana większość – 71 proc. sądzi, że „S” obecnie mniej niż np. 20 lat temu dba o dobro kraju. W dodatku te oceny się pogarszają w ostatnich latach. Jednocześnie 59 proc. jest zdania, że przed 20 laty związek lepiej reprezentował interesy całego społeczeństwa, Zdaniem badanych 20 lat temu „Solidarność” reprezentowała interesy ogólnospołeczne, dziś – głównie interesy swoich działaczy – tak uważa zdecydowana większość (67 proc.) uczestników sondażu CBOS.

Nędza w solidarnościowej Polsce
W wyniku przekształcenia NSZZ Solidarność, za zgodą jej członków, w partię polityczną mamy w kraju to co mamy.
Na podstawie ustaleń Głównego Urzędu Statystycznego, a więc instytucji rządowej; w skrajnej nędzy żyje obecnie (dzięki Solidarności) w kraju 2 miliony 200 tys. obywateli, w niedostatecznych warunkach materialnych 6 i pół miliona. 8 milionów 700 tys. nie ma minimum na skromne życie . Owo minimum określono bardzo nisko – 466 zł zaś na 1250. dla czteroosobowej rodziny ).
W LATACH 90-TYCH XX WIEKU POLSKAZANOTOWAŁA NAJWIĘKSZY WZROST UBÓSTWA SPOŚRÓD WSZYSTKICH 175 PAŃSTW SKLASYFIKOWANYCH PRZEZ ONZ-TOWSKI PROGRAM ROZWOJU UNDP. KOJARZYŁO SIĘ Z BIEDNYMI KRAJAMI AFRYKI.

Odzywają się tez coraz częściej głosy krytyczne, Internauci zauważają, że choć komunizm był wyjątkowo nieudolną formą ucieczki do wolności, doprowadził do kapitalizmu, czyli – jak pisze 59-latek – „zbrodni na narodzie polskim, gdzie oprawcy chodzą z podniesioną głową. Chociaż gołym okiem widać, co zrobili…” Anna Sztandera, Wirtualna Polska

Ten stan degeneracji władzy zaczął się już w pierwszychgodzinach po zakończeniu sierpniowych strajków i trwa do dzisiaj , a zawdzięczamy go ludziom , którzy bezmyślnie oddali władzę w Związku Solidarność politycznym bandytom, oszustom, łobuzom, karierowiczom, złodziejom . ( L. Skonka) .
Także bardzo krytycznie o rządzących, ale trafnie i dosadnie wypowiedział się Aleksander Małachowski mówiąc o rządzących po 1989 roku , że „tak im ryje przywarły do koryta, że teraz trzeba by je siekierą odrąbywać”.
Czy warto więc na te ryje głosować?

Ciekawa i oskarżająca rządzących jest także wypowiedź działacza opozycji demokratycznej Krzysztofa Pytla, który pisze z goryczą:

„Sprzedaliśmy własne Państwo bez wojny, razem z dobytkiem i ludźmi. Paru cwaniaków się załapało, 2 miliony wyjechało, z tego połowa straci rodzinę. Teraz na budowę infrastruktury (dla obcego kapitału) ściągną Chińczyków i innych murzynów (niewolników) i paru Polaków. Łatwo oddaliśmy swój kraj. 6 lat wojny, 45 lat niewoli radzieckiej, a teraz okradanie i zniewolenie przez najeźdźców z Zachodu i Bliskiego Wschodu. Ci emigranci co są za chlebem nie są szczęśliwi…
19 lat minęło od grubej kreski. Poza biurowcami, bankami, magazynami, hurtowni obcych i supermarketów nie ma nic. Złodziejstwo, rozpusta za miliony złotych dla kilku osób (w mediach szczególnie), nędza i brak leczenia. Tak ja widzę Polskę”.
Krzysztof Pytel (SZLIŚMY POD WIATR)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s