cz. VIII, Czego Polak winien się wystrzegać, co powinien wiedzieć (?)

W tej ostatniej już ósmej części naszej ludzkiej sagi (wykładu) o NWO* przedstawię…

„Spotkaliśmy wroga i on jest w nas”, czyli „piąta kolumna”** (V kolumna) – dywersanci, sabotażyści, prowokatorzy, szpiedzy, wrogowie wewnętrzni, wszyscy oni są wśród nas.

 

W poprzedniej części można się było dowiedzieć o specyficznej zdolności niektórych żydów do zjednywania sobie wzorową służbą, „wężową przymilnością” i sprytem przychylności władców w różnych państwach, na łasce których żydostwo egzystowało. I tak, mieliśmy Józefa, dochrapał się pozycji doradcy króla egipskiego ok. 1600 r. p.n.e., za króla Hykosa. Na dworze w Babilonie kolejny żyd o imieniu Daniel uplasował się też na pozycji doradcy króla. Nawet mamy biblijną żydówkę Esterę wpływającą na decyzje króla Hamana. Dalej Mayer A. Rothschild na służbie u księcia niemieckiego Wilhelma IX – landgrafa Hesji-Kassel, a jego wnuk Nathan Mayer Rothschild II prowadził skarbiec królewski za brytyjskiego króla Edwarda VII. Dysponujący kapitałem chazarscy żydzi szybko wzbudzili zaufanie również u władców Polski, którzy niejednokrotnie się u nich zapożyczali, czyniąc ich swoimi faktorami. Na przełomie XII i XIII wieku książęta polscy oddawali im już w dzierżawę cła i mennice. Świadczy o tym m.in. seria brakteatów (blaszanych monet), wybitych w 1181 przez księcia wielkopolskiego Mieszka III Starego z napisami w języku hebrajskim, a także w języku polskim/knaan literami hebrajskimi, co było wynikiem wydzierżawienia żydom mennicy książęcej. W 1368 r. Kazimierz Wielki mianował pierwszym żupnikiem żupy krakowskiej swojego żydowskiego bankiera Lewkę.

 

Lewko (zm. 1395r.), żydowski bankier i osobisty faktor królów Polski pochodził z Olkusza. Był synem Jordana i Kaszycy. W źródłach pojawia się po raz pierwszy w 1365 jako bankier króla Kazimierza Wielkiego. Przedsięwzięcia tego władcy często wspierał kredytem. W 1368 Kazimierz Wielki, mianował go żupnikiem i powierzył mu administrację żup solnych w Wieliczce i Bochni. Żyd Lewko dzierżawił też mennicę królewską, z której zyski władca przekazał Lewkowi, jako spłatę zaciągniętego długu. Jako osobisty finansista dworu zaskarbił sobie zaufanie także Ludwika Węgierskiego (który był mu winien 33 tysięcy grzywien srebra), Jadwigi Andegaweńskiej (winnej mu 10 tysięcy grzywien) i Władysława Jagiełły. Udzielił też pożyczki księciu mazowieckiemu Siemowitowi IV. W latach 60. XIV wieku był poborcą opłat miejskich Krakowa. Był właścicielem kilku domów w Krakowie przy ul. Żydowskiej (obecnie Św. Anny), Wiślnej, Mikołajskiej, browaru i placu koło kościoła św. Marka. Lewko był żonaty ze Swenką, z którą miał córkę Gołdę i synów: Jordana, Izraela, Abrahama i Kanaana. Trzej ostatni pojawiali się w dokumentach miejskich w XV wieku. (za Wiki)

 

Zatem widzimy na przykładzie tylko tych kilku, których dla przykładu tu wyżej wymieniłem, a było ich i nadal jest znacznie, znacznie więcej, że żyd swego powodzenia i władzy nie miałby bez wsparcia samego tego czy innego króla, w tym czy innym państwie. Dzisiaj, domyślam się przez analogię, musi być podobnie, syjonizm jest wspierany przez nie-żydowskich anglosasów u władzy z Pax Americana (będącego kontynuacją Pax Britanica). Dlaczego?

Muszą widać żydzi być im bardzo użyteczni w ich imperialnej polityce i globalnych interesach. Taki tajny i „cichociemny” serwis od brudnej roboty, ale najwyraźniej dochodowej dla anglosaskiej elity elit. Ręka rękę myje i jest klawo jak cholera! Pamiętajmy o tym w naszych moralnych atakach, słusznych skądinąd, na syjonizm i talmudycznych chazarskich żydów.

 

Globalizm, to antyteza patriotyzmu. Ponadnarodowe korporacje, są naturalnym antagonistą tradycji i zwyczajowego porządku społecznego. W tym nowym układzie nie ma miejsca na lojalność względem pracowników, czy przywiązania do narodu. Tu poświęci się wszystko i złoży każdego na ołtarzu zysków.

 

Mamon – staro żydowski bóg pieniędzy, bogactwa i materialnego powodzenia, zdominował dziś politykę tak, że narodowość i patriotyzm stały się dla ludzi passé, staromodnymi terminami. Imperium Brytyjskie wraz z dzisiejszym Pax Americana zarządza poprzez manipulowanie przepływami strumieni finansowych z centrali banków Rezerwy Federalnej USA [FED] do najdalszych zakątków świata. Jest to system założony przez Congres USA w 1913 r., instytucja pracująca dla zysku, niewidzialny rząd finansowej władzy, super państwo rządzone przez ponadnarodowych bankierów. Takie bankowe dynastie jak: Barring, Hambros, Lazard, Enlager, Warburg, Schroder, Selingman, Speyersowie, Mirabald, Mallet, Fould, Rothschild, Morgan, itd.

Stosowana obecnie na Zachodzie ekonomika Johna Maynarda Keynesa (1883-1946), która mając być remedium na problemy ekonomiczne świata dyktuje absurdalne reguły (economic policy) pisane przez współczesnych ekonomicznych „mędrków”, którzy preferują wolny rynek uszlachetniać swoimi arbitralnymi decyzjami, zamiast zrobić porządek z rozrośniętymi monopolistami i oligarchami na rynku. John Locke przestrzegał już dawno: „zostawcie wolny rynek w spokoju, nie uszlachetniajcie go, stosujcie tylko prewencje anty-monopolistyczne, nic więcej”.

Niestety wszyscy jesteśmy duszeni centralizmem władzy, współczesnym absolutyzmem posuwającym się często do tyranii, jej dyrektywami (policies) i biurokratycznymi rozporządzeniami niemal w każdym aspekcie naszego życia. „Economic and social policy are evil and made rule by the few.” – w: David Rothkopf, “Superclass. How The Rich Ruined Our World”, ABACUS, New York, (2009), [tłum.:  ekonomiczno-społeczne dyrektywy są złem i ich reguły sporządzane są tylko przez kilku, w: „Superklasa. Jak bogaci rujnują nasz świat”]

Rządzenie odbywa się za zamkniętymi drzwiami, bez debaty publicznej – to nie jest demokracja, to jest hucpa!

Następuje przyspieszone integrowanie się, czyli globalizacja handlu, technologii, komunikacji i polityki. Na pierwszy rzut oka, wszystko wygląda bardzo fajnie. Globalna wioska, wszyscy się rzekomo kochają i współpracują, tylko są dwa problemy, głębiej patrząc:

1. Dlaczego ci wpływowi ludzie robią to za zamkniętymi drzwiami?

2. Dlaczego bogaci stają się jeszcze bardziej bogatsi, a biedni jeszcze bardziej ubodzy? Dlaczego różnice społeczne się pogłębiają zamiast zanikać?

Można mieć więc demokrację albo sitwę milionerów, ale nie można mieć tych obydwu rzeczy naraz.

 

Mamy więc do czynienia z globalnym oszustwem i łajdactwem grupy bogaczy na bezbronnych masach globalnego świata.

Wybierani przez nas politycy w wyborach kształtowanych przez propagandę masmediów oraz ich funkcjonariusze publiczni są wysoce subordynowani do rządzącej światowej elity pozostającej w cieniu publicznego życia.

 

Dzisiaj Chief Executive Officers [CEO] – urzędnicy korporacyjnej egzekutywy są elitą władzy współczesnego zglobalizowanego świata. Im przynależność do narodu, czy grupy etnicznej nie jest potrzebna. Korporacje są ponadnarodowe, globalne. Przynależność do pieniędzy i globalnej władzy w zupełności tym panom wystarcza.

Człowiek korporacji [corporation person], to specjalna kategoria współczesnego człowieka. Rekrutowany za młodu, szkolony na wewnętrznych treningach z wymogiem lojalności i konformizmu, a nagrodą…  niewolnictwo, ale w relatywnym luksusie.

 

Corporatism – Benito Mussolini używał tej nazwy zamiennie z faszyzmem, gdyż promował partnerstwo aparatu państwowego z wielkim biznesem korporacyjnym jako idealne rozwiązanie ustrojowe dla siebie. Koncerny utrzymują finansowo aparat państwa, rozrośniętą biurokrację, a obywatele utrzymują przy życiu koncerny, jako ich klienci lub/i tania siła robocza.

 

Zaprawdę dziwny jest ten świat. Przypuszczam, że gdyby Hegel wiedział, iż jego niewinne filozofowanie zakończy się radzieckim ludobójstwem, to pewnie wybrałby mniej intelektualny sposób na życie. Któż by pomyślał, że z prostej koncepcji i zdawałoby się mało oryginalnej, o dychotomii w teorii, nazwanej lekko z pychy dialektyką, aby to nowością brzmieć mogło, można by było dojść do takiego  „biurokratycznego kolektywizmu”, jak nazywał to Leon Trocki (1879-1940), tak brutalnie implementowanego w praktyce. System, gdzie wszystkie środki produkcji były w pełni kontrolowane przez kilku ludzi z komitetu władzy. Reszta uprzywilejowanych cieszyła się całkiem wygodnym życiem. W Polsce, ok. 2 mln członków PZPR, żyło kosztem reszty z 38 mln populacji. Starsi żyjący w PRL doskonale to pamiętają, młodzi mogą poczytać lub zapytać starszych.

 

Otto von Bismarck, Woodrow Wilson, Adolf Hitler, wszyscy oni marzyli, by tkwić w centrum  swojego NWO. Dialektyka Hegla, na której tak absurdalnie wpływowy na naszą codzienność Marks oparł swoje wywody, pochodzi od starożytnego perskiego mędrca Zoroastera, twórcy perskiego dualistycznego zaratustrianizmu. Wszechświat jest tam przedstawiony jako ciągła walka, relacja sił światła i ciemności: dobro vs. zło, ciepło vs. zimno, itp. Emmanuel Kant i Anubis – bóg egipski, mają też swój udział w heglowskich rozważaniach.

Dialektyka heglowska, gdzie historia kręci się na sprzeciwie i ekstremizmie, ciągłej dychotomii jest barykadą dwóch przeciwieństw. Jak subkulturowy agresywny i wojowniczy skinhead powstał w kontrze do kochających pokój i łagodnych hippisów, a hippisi w kontrze do brutalnej wojny. Punck w kontrze do Poppersa, itd.

Hegel uważał ustrój niemiecki Bismarcka, w którym żył, za idealny. Ale oczywiście, jak to w europejskich dziejach, musiał pojawić się w końcu jakiś żyd (Marks), któremu ta szczęśliwość gojów przeszkadzała, i to co idealne, postawił na głowie i doprowadził wszystko do absurdu.

Marks był członkiem żydowskiej subkultury, która jest ponadnarodowa, dlatego w swoich rozważaniach koncentrował się na klasach społecznych, a nie grupach narodowych, które naturalnie były mu emocjonalnie obcym pojęciem. Czyli wszystko, co jest produktem żydowskiego umysłu musi być totalne i globalne, innych kategorii pojęciowych oni w swych osobistych słownikach nie mają. Żyd to przecież specyficzny stan umysłu, katolicy mają zresztą podobnie.

Totalitaryzm zaś musi mieć wroga, by funkcjonować. Dla syjonistycznych walczących żydów wrogiem jest każdy nie-żyd, jak dla walczącego muzułmanina wrogiem jest każdy nie-muzułmanin.

Zatem każdy, kto stoi na drodze w realizacji planów wielkiego walczącego syjonizmu obrzucany jest epitetami mającymi zdezawuować taką osobę w oczach szerokiej opinii publicznej i pozbawić społecznej wiarygodności, zaufania i dobrego imienia. Wojownicy syjonizmu sami przygotowali paletę „medialnych łatek” dla swych potencjalnych wrogów. Przygotowane przezwiska mające spowodować publiczną infamię, to: terrorysta, kłamca-oświęcimski, antysemita, faszysta, ekstremista – to akurat mają być wszyscy ludzie poczuwający się do przynależności do jakiejś grupy etnicznej i narodowej, czyli tam skąd pochodzą narodowe języki, którymi na co dzień się posługujemy – prawda, jak wielki jest to absurd?

 

Przy każdym rodzaju „-izmu”, państwo nie jest od tego, by służyć indywidualnej jednostce, ale by jednostka służyła państwu. Dlatego każdy –izm, to społeczne zło.

Liberalna demokracja rzekomo ma służyć jednostce, gdyż skupia się na indywidualizmie. Ale skupiając się na grupach mniejszościowych, jak np. geje, utraciła całą społeczną wspólnotę z pola widzenia, swego zainteresowania i troski. Społeczeństwa więc umierają, mniejszości zaś cieszą się ze swych nowo wywalczonych wolności.

Wymagana dzisiaj pełna subordynacja jednostki względem rozrośniętej biurokracji państwa socjalnego jest w zasadzie kontynuacją totalitarnych pomysłów z ubiegłego XX w.

W założeniach marksizmu nigdy nie było miejsca na człowieka i człowieczeństwo, więc i we współczesnym nam kulturowym marksizmie pogrobowców Gramsciego i socjologicznej szkoły frankfurckiej również tego miejsca nie ma. Im więcej więc biurokracji, tym mniej rzeczywistej demokracji. Im więcej społecznej manipulacji, odgórnej społecznej polityki i dyrektyw (social policy), tym mniej człowieka w przestrzeni publicznej, mniej ludzkiej demokratycznej debaty. Kolejne zwyrodnienie społecznych stosunków, kolejna udręka w nowej aksamitnej wersji totalitaryzmu.

 

Przypomnę trochę faktów o wydarzeniach 9/11 WTC [World Trade Centre – tłum.: Centrum Światowego Handlu]. Tego dnia (11. września), 4 000 żydowskich pracowników nie stawiło się do pracy, zginęło 2741 Amerykanów, 236 nie-Amerykanów i 19 rzekomych porywaczy samolotów (razem ok. 3 tys. osób), ale nie było wśród nich ani jednego żyda. Pomimo, że WTC było żydowską własnością, a w WTC było wiele żydowskich firm. W WTC było zatrudnionych 4 tys. żydów. Co więcej, tuż przed atakiem żydowski właściciel zwiększył kapitał ubezpieczenia w firmie ubezpieczeniowej. Jakiż niesamowity zmysł do biznesu i wyjątkowe wyczucie czasu na tą finansową operację, prawdziwie godną tylko jasnowidza.

 

Jakkolwiek Ford Motor Co., The Carnegie Institution, The Rockefeller Foundation, General Motors, IBM miały swój współudział w holokauście. GM zbudowało Hitlerowi fabrykę Opla, gdzie budowano wojskowe pojazdy na wojnę. IBM dawało technologię IT do tworzenia baz danych przy wyszukiwaniu żydów i ich majątków w Niemczech.

Henry Ford w 1920 r. miał ponoć zainspirować Hitlera swoimi antyżydowskimi publikacjami. Eugeniczne badania i doświadczenia zaczęły się przed II WŚ, prowadzone głównie przez Carnegie Institution i Rockefeller Foundation. To wszystko byli anglosasi tym razem, nie żydzi.

 

Imperium Rzymskie nie było podbite przez hordy barbarzyńskie z zewnątrz, ale przez rozmnożenie się barbarzyńskiej ludności wewnątrz imperium, która była przez pokolenia oporna na asymilację z kulturowymi wzorcami, wartościami i pryncypiami Rzymu.

 

Nawet Sokrates z prometeuszowym sercem, chcąc pokazać ludziom żyjącym wokół niego jak mądrze żyć, został „w nagrodę” uwięziony i skazany na śmierć z orzeczeniem wyroku przez grecki sąd „corrupting the minds of youth” [tłum.:  psucie umysłów młodzieży].

Dziś też napotykamy na opór mas, gdy inni współcześni Prometeusze mówią, ba pokazują nawet jak mądrze (moralnie) żyć we wspólnocie. Lecz wymuszony wpływ potężnych kilku i ich masowej komunikacji poprzez masmedia jest trudno przezwyciężyć.

Platon i Sokrates już ok. 2400 lat temu próbowali nam wyjaśnić, że prawie wszystko, co „widzimy” jako rzeczywistość jest niestety tylko iluzją, efektem manipulacji. „Rzeczywistość” okłamuje nas wszędzie, rzeczywistość leży gdzie indziej. To, co zakładamy jako realne, jest tylko projekcją obrazów jakie możnowładcy chcą byśmy widzieli.

Trzy obszerne kategorie z typową fałszywą świadomością w naszych społeczeństwach, to:

1. narodowość,

2. rząd,

3. wojna.

 

“Lepiej być ofiarą nikczemności, niż jej sprawcą” – uniwersalizm Sokratesa. No niestety elity elit mają inne pryncypia: eksploatujmy wszystko i wszystkich póki możemy. Faktycznie robią to, bo mogą. Mogą, gdyż im pozwalamy na to. Zatem jesteśmy wspólnikami tego diabła.

 

A. Huxley (1894-1963) stwierdził w 1938 r. po latach kontemplacji nad stanem ludzkiego świata, że klucz do uratowania go leży w zmianie człowieka poprzez mistyczne oświecenie. Sam udawał się na wędrówki w swoje duchowe wnętrze, by szukać tego oświecenia, często wspomagał się halucynogenami czego dał wyraz w swoich pracach „Time must have a stop” (1944), „Island” (1962), „The Perennial Philosophy”(1945), „Grey Eminence” (1941), „The doors of perception” (1954)

 

Niestety współczesne dzieci Oświecenia i ich międzynarodowy socjalizm oraz kulturowy marksizm zafundowały sobie i nam demoniczną kulturę, dekadencką kulturę i głęboki kryzys duszy.

 

Obecne zagrożenia jakich jesteśmy świadkami, to:

– kurcząca się populacja białego człowieka Zachodu;

– masowa emigracja ludności o różnym kolorze, wyznaniu, kulturze, zmienia charakter Zachodu na stałe;

– wzrost dominacji antyzachodniej subkultury, szczególnie w żeńskiej części społeczeństw Zachodu, głęboko nieprzyjaznej do tradycji, zachodniej religii i moralności; kultury, która już dawno podzieliła nasze wspólnoty;

– rozpad narodów i ucieczka elit rządzących w struktury rządu światowego, co pociąga za sobą faktyczny koniec grup narodowych.

 

Europa dziś nie ma wyjścia. Musi albo zwiększać podatki i wiek emerytalny, ciąć przywileje dla emerytów i młodzieży albo sprowadzić tanią siłę roboczą z  krajów trzeciego świata. Zachód już tę ostatnią opcję wykonał, doprowadził do oczywistych dla socjologów, społecznych kulturowych konfliktów, a teraz już nie mogąc dłużej iść tą drogą wracają do jedynie pozostałej opcji pierwszej. W Polsce, ponieważ nikt z biedoty III Świata nie ma interesu, by się przenosić do polskiej biedy podobnej do tej z III Świata, więc rząd w Polsce ma tylko do dyspozycji opcję pierwszą.

 

Europejczycy są zmuszani do dłuższej pracy za mniejsze wypłaty. Niezadowolenie i napięcia społeczne będą więc rosły. Dogmaty feminizmu i kontrkultury są wplatane w społeczne dyrektywy, ustawy, rozporządzenia, zarządzenia i politykę podatkową.

 

Nowa kultura produkuje „elity”, które są pogardzane przez rosnącą (choć wciąż za wolno) liczbę światłych obywateli, więc nie zasługujące na ich lojalność. Pełzająca ideologia gramscinizmu jest w głębokim konflikcie z prawami i mechanizmami ludzkiej natury, która to z kolei jest częścią przyrody i podlega prawom i mechanizmom przyrody. Zatem to nowe społeczeństwo Gramsciego budowane jest na ruchomych piaskach absurdu i teoretycznie nie powinno trwać długo. Ale jego upadek pociągnie za sobą liczne ludzkie ofiary.

 

Demokracja, jedna osoba – jeden głos, nie jest nienaruszalną zasadą, to jest pomysł użytecznościowy (utylitarystyczny). Na skalę globalną przy rządzie globalnym nie może działać poprawnie. W Polsce chłopo-robotniczego pokolenia już od dawna się to nie sprawdza. W szerokim interesie potrzebujemy odnaleźć mechanizm budowania nowych elit z niczego. Ludzie prawi nie mogą obawiać się zarzutu nietolerancji. Ludzie moralni nie mogą być tolerancyjni na zło.

Zatem apartheid z nierównymi prawami obywatelskimi będzie jedynym szykowanym nam rozwiązaniem w przyszłości.

 

Jest takie przysłowie buddyjskie: „Dziecko bez ojca, jest jak dom bez dachu”, ojcowie nowego pokolenia w Polsce to zniszczone pokolenie „Homo Sovieticus”. Polska jest właśnie jak taki dom bez dachu, deszcz leje nam się wciąż na głowę.

 

 

„You are forever accountable to the TRUTH whether you face it or not” [tłum.: PRAWDA zawsze was dotyczy, czy się z nią zmierzycie, czy nie] – w: Buchanan, „Zmierzch Zachodu”

 

 

 

Polecane:

Badacz syjonizmu

http://www.izrael.badacz.org/historia/syjonizm1.html

 

Nowy Porządek Świata w pigułce

http://www.youtube.com/watch?v=cbMDAzBKKKw

 

BRIC – Brazylia, Rosja, Indie, Chiny

http://www.obserwatorfinansowy.pl/2011/02/24/wiatr-wieje-z-wietnamu-czyli-nowe-bric

 

Film „Heaven&Earth” Olivera Stone’a (2001)

– o ludziach w Wietnamie złapanych pomiędzy ziemią a niebem.

 


 

* NWO – New World Order [ tłum.: Nowy Porządek Świata]

 

** „piąta kolumna” – określenie to pochodzi z czasów hiszpańskiej wojny domowej (1936-1939). Użył go po raz pierwszy frankistowski generał Emilio Mola, który w 1936 r. w przemówieniu radiowym powiedział, że oprócz czterech kolumn wojsk generała Francisco Franco, maszerujących na Madryt, w mieście jest jeszcze piąta kolumna, czyli zwolennicy nacjonalistów w stolicy. Za tę wypowiedź gen. Mola został zresztą skrytykowany przez innych dowódców frankistowskich uważających, że republikanie wykorzystali ją jako usprawiedliwienie dokonywanych represji. Więcej

5 uwag do wpisu “cz. VIII, Czego Polak winien się wystrzegać, co powinien wiedzieć (?)

  1. Wielorakość „piątej kolumny” – wiele dziś pod nią brudu się kryjePod tym tytułem zamieściłem akurat problem z żydami jako piątą kolumnę w naszych społeczeństwach Zachodu i Polski, ale również ten tytuł pasowałby do notek o naszym własnym polskim charakterze narodowym, którego opis poruszałem w poprzednich notkach jak:http://socjologiakrytyczna.nowyekran.pl/post/2402,do-polskiego-katolika-glupka-i-paranoikaZatem Polska jak widać zmaga się nie z jedną „piatą kolumną” a z wieloma.

    Polubienie

  2. Skąd się wzięły i jak się zmieniały przez lata nazwiska Żydów w Polsce? Fragment opracowania, które stworzył mgr S. Kurzweil w październiku 1937 r. na potrzeby biuletynu warszawskiej gminy żydowskiej. Zachowujemy oryginalną pisownię.

    Bardzo istotna jest kwestia nazwisk żydowskich na ziemiach polskich — jako zagadnienie historyczne i jako przyczynek do ogólnych dziejów Żydów w Polsce.

    Nazwiska mogą pochodzić od wyrazów pospolicie używanych, które z czasem stać się mogą przezwiskiem, a następnie nazwiskiem dziedzicznym. Mogą również pochodzić od nazw własnych, już ustalonych, a więc od imion własnych a także od nazw miejscowych.

    Tak też dzielimy nazwiska na: 1. pospolite, 2. odimienne, 3. odmiejscowe.

    Żydzi, ulegali z biegiem lat polonizacji. Świadczą o tym procesie w XIV w. w pierwszym rzędzie imiona – Dobrensco, Swońka, Kaschyza (kobieta), jak i nazwiska (Drobny, Pytacz, Pusty, Mały itd.).

    800px-Reception_oh_Jews_in_Poland_1096.J
    Przyjęcie Żydów w Polsce w 1096, obraz Jana Matejki

    Następnie w XV i XVI w. spotykamy takie nazwiska Żydów, jak: Chłopko, Dętko, Głownia, Grzywka, Jagnię, Koza, Latoszek, Miłosza, Miętus, Motyka, Muszka, Osep, Pszczółka, a kobiety noszą imiona takie, jak: Sojka, Witosława, Czarnula, Chwała — jak więc widzimy, niczym nie różniące się od nazw włościańskich, a świadczące oczywiście o daleko posuniętym procesie asymilacji.

    Proces ten został wstrzymany i odwrócony przez napływ rzesz żydowskich z zachodu.

    Przynosili oni ze sobą wysoko rozwiniętą kulturę religijną, poczucie odrębności narodowej, dialekt niemiecki, który wzbogacony pewną ilością słów hebrajskich i słowiańskich stał się dzisiejszym potocznym, językiem „Idysz”.

    Ten wpływ niemiecki daje się też zauważyć i w nazwiskach. Już pod koniec XV wieku seniorem Żydów krakowskich jest Mojżesz Fiszel.
    Za Batorego na czele Żydów polskich wysuwa się rodzina Wall lub Katzenellenbogen z Brześcia nad Bugiem1).

    Z biegiem czasu powstają również i nazwiska żargonowe. O nazwiskach dziedzicznych można mówić dopiero z końcem XVIII wieku, gdy władze administracyjne zmusiły Żydów do przyjęcia stałych nazwisk.

    Przede wszystkim, rzecz zrozumiała, mamy do czynienia z nazwami odimiennymi (najpierw więc patronimika).

    Jeżeli polskie nazwy odimienne wykazują całą rozmaitość form, to cóż dopiero żydowskie, gdzie mamy do czynienia z odmianami hebrajskimi, żargonowymi, polskimi, ruskimi itp. Mojżesz syn Jakuba może być nazwany Mojsze ben Jaków, Mojżesz Jakubowicz, Mojżesz Jakuba, Moszek Kuby (w Poznańskim), Moszko Kuby (na Rusi). Syn Mojżesza może być Mojżeszowiczem, Mojsiejowiczem, Moszkowiczem. Spotyka się też podpisy niemieckie (w starych aktach krakowskich) Moyses zon Effraym, Jozue zon Effraym.

    Patronomiczną nazwą są też wyrazy z końcówką son, np. Berenson, Jakobson, Joselson, Aronson itd. Przypuszczalnie formom żargonowym używanym powszechnie w stosunkach pomiędzy Żydami, odpowiadały w aktach urzędowych końcówki -wicz, Mojżesz Fabiszowicz, Marek Jeleniowicz (syn Cwi lub Hirscha).

    Były to sprawy dość dowolne, zależne od uznania pisarza sporządzającego akta2. Zamiast imion ojcowskich dopisywano czasem imiona teściów. Bywały też nazwy, pochodzące od imion matki lub żony: Mojżesz Cyrełes itd.

    Zdarzały się wypadki noszenia nazwy od imienia ojcowskiego i matczynego. Tak np, można się nazywać Izrael Józefowicz i Izrael Ejdeles. Zidentyfikowanie osoby noszącej rozmaite nazwy jest nader trudne i jedynie dzięki szczególnemu przypadkowi może to się udać.

    Spotykamy też często nazwiska Żydów, pochodne od miejscowości (odmiejscowe), lub kraju, jak np. Bytomski, de Premyśla, de Sandec, Bocheński, Drohobycki, Kaliszer, Rawer itp.

    Nazwisk tych do dzisiaj zachowało się bardzo dużo i to zarówno z polską, jak i niemiecką końcówką. Zresztą było to rzeczą zupełnie przypadkową, czy nazwisko zapisano w decydującej chwili w polskiej czy też w żargonowej formie. Żyd pochodzący, powiedzmy, z Poznania mówił o sobie w żargonie Pozner, a po polsku zwał się Poznański, podobnie Warszauer, Warszawski itd.

    Nazwiska te pochodzą po największej części od miast, gdzie Żydzi przeważnie osiadali. Powszechnie nawet uważa się nazwiska na ski, utworzone od miast, za żydowskie, co jest tylko po części słuszne, gdyż spotyka się dość dużą ilość nazwisk Polaków na ski, pochodzące od miast, jak np. Tarnowski z Tarnowa, Buczacki itd.

    Obcych oznaczono nazwą narodową, jak np. Abraham Czech, Aszkenaz itp.

    Liczni Horowitzowie osiadli w Polsce na przełomie XVI i XVII w. otrzymali swoje nazwisko od miasta czeskiego Horowice. Nazwisko lekarza nadwornego Zygmunta Augusta i Batorego, Salomona Kalahora, pochodziło od miasta hiszpańskiego Calahora.

    Poza tym spotykamy licznych Żydów, którzy nosili nazwy swoje od zawodów.

    Wreszcie widzimy wśród Żydów przezwiska tych samych zresztą kategorii co i w stosunku do przezwisk polskich, np. przezwiska cech fizycznych: Tłusty, Mały, Niger (Czarny), cech społecznych: Bogaty itp.

    Jeden i ten sam człowiek mógł mieć kilka określeń, bowiem był synem ojca, miał jakiś zawód, mógł mieć jakąś cechę szczególną lub też pochodzić z obcego miasta. Tak np. założyciel nowej synagogi krakowskiej (1644) Izak Jakubowicz zwany był także reb Ejzyk, reb Jejkeles, albo też Izak Bogaty. Lekarz nadworny Jana III Simcha Menachem zwany był powszechnie Emanuel de Jona (od miasta tej nazwy w południowej Francji). Jeżeli taka różnorodność panowała w stosunku do ludzi znanych, cóż dopiero o szarym tłumie.

    Image result for Nazwiska żydowskie w Polsce

    Wobec takiej różnorodności, a nawet i chaosu należało sprawę tę uregulować. Stabilizacji nazwisk żydowskich nie dokonały jednak władze Polski Przedrozbiorowej. Dokonały tego dopiero władze zaborcze. Sprawa przybierania względnie nadawania Żydom nazwisk stałych ciągnęła się na ziemiach dzisiejszej Rzplitej z przerwami przeszło pół wieku. W różnych zaborach, w różnym czasie, nadawano Żydom nazwiska stałe, które miały być, zdaniem niektórych projektodawców, krokiem przedwstępnym do całkowitej asymilacji i upodobnienia się Żydów do narodów wśród których mieszkali.

    spacer.gif

    Cztery były etapy nadawania Żydom nazwisk stałych. Pierwszym a zarazem najwcześniejszym był okres rządów władcy absolutnego Józefa II. Jedna z jego reform, wprowadzona patentami z r. 1785 i 1787, nakazywała Żydom polskim zaboru austriackiego przybierania nazwisk stałych. Na podstawie tych patentów już 1 stycznia 1788 r. musiał każdy ojciec rodziny wybrać nazwisko rodowe, które wraz ze swoim potomstwem obowiązany był stale i nieodmiennie nosić i we wszystkich czynnościach używać. Nazwisko obrane musiało zostać stwierdzone przez kahał i rabina obwodowego i aprobowane przez „kreishauptmana”.

    Według bardzo prawdopodobnych wersyj, do dnia dzisiejszego niezaprzeczonych, najdrożej płacono za nazwiska o ładnym brzmieniu, zestawione z metali szlachetnych, kwiatów itd., tańszą nieco kategorię miały stanowić nazwiska tworzące kombinację metali zwykłych, kamieni, przedmiotów, natomiast zupełnie bezpłatnie można było otrzymać nazwiska pochodne od nazw zwierząt.

    Jeśli pierwszy okres z r. 1787 obejmował Żydów zaboru austriackiego, to drugi obejmuje Żydów zaboru pruskiego. Rozporządzeniem z 17 kwietnia 1797 r. rząd pruski nakazał Żydom swojego zaboru przybranie nazwisk stałych3).

    Trzecim z kolei etapem to czasy Księstwa Warszawskiego. W którym roku, wśród jakich okoliczności, nadawano Żydom nazwiska, nie wiadomo. Akta Księstwa Warszawskiego milczą o tym zupełnie. Nie mniej jednak pewnym jest, że Żydzi w tym okresie przybierali sobie nazwiska stałe, gdyż akta Komisji Rządowej Spraw Wewnętrznych i Policji od r. 1821 wskazują, że Komisja Rządowa nakazywała organom podwładnym przy nadawaniu Żydom nazwisk wybadać, jakie nazwiska przybrali sobie w zaborze austriackim, pruskim, względnie w Księstwie Warszawskim.

    Podczas gdy Żydzi innych zaborów posiadali już po części nazwiska, to są one rzadkością wśród Żydów, zamieszkujących granice Królestwa Polskiego. Tu większa część Żydów nie posiadała jeszcze wcale nazwisk. O tym świadczą księgi deklaracyj nazwisk żydowskich archiwum miejskiego miasta Warszawy, które najczęściej na pytanie, jakie nazwisko nosił dotychczas zgłaszający się Żyd, zawierają odpowiedź „żadne”4).

    1) Saul Wall, potentat finansowy i doradca króla miał być wedle legendy wybrany królem polskim.

    2) Między sobą Żydzi najprawdopodobniej tak się nie nazywali.

    3) Niestety dotychczas nie udało mi się znaleźć aktów w sprawie nadania nazwisk Żydom w zaborze austriackim i pruskim.
    4) Należy wątpić, czy faktycznie ci wszyscy Żydzi nie posiadali już nazwisk przed tym nadanych, gdyż w tym czasie kiedy w r. 1797 rząd pruski nadawał Żydom nazwiska, Warszawa należała do Prus. Należy więc raczej przypuszczać, że Żydzi zgłaszający się po nazwiska nie podawali swych nazwisk poprzednio nadanych.

    Źródło: izrael.org.il/historia/3710-nazwiska-zydowskie-w-polsce.html

    Polubienie

  3. Pingback: Polska Turkusowa Rewolucja – długo oczekiwany anarchistyczny fenomen roku 2013 | Biologiczno-Historyczna Socjologia Krytyczna

  4. Pingback: Jak Kosher-Polonia promuje się polskim kosztem | Biologiczno-Historyczna Socjologia Krytyczna

  5. Pingback: I kto wygrywa wybory w III Żydo-Rzeczpospolitej Przyjaciół*/RP-Polin? | Biologiczno-Historyczna Socjologia Krytyczna

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s